Ileż to już razy powiedziałam albo napisałam gdzieś, że jestem perfekcjonistką? Zbyt wiele razy.

Inne kobiety także to u siebie dostrzegają… Ostatnio wciąż gdzieś wpadają mi w oczy różne kobiece deklaracje i żale z serii “jak to ciężko się żyje perfekcjonistkom”. Czyli o tym, jakie jesteśmy dla siebie wymagające, jak nam ciężko sprostać własnym oczekiwaniom, jak trudno robić wszystko tak, żeby czuć satysfakcję i spokój wewnętrzny.

Tylko, że te wysokie oczekiwania są tylko w naszych głowach. Skąd to wiem? Nie z podręczników typu “Nie musisz być perfekcyjna”, ani kolejnego artykułu w prasie kobiecej o tymże.

Obserwuję kobiety. I niestety często coś, co w ich odczuciu jest takie genialne, albo bardzo wypracowane, albo spędziłam-nad-tym-trzy-noce-żeby-wyglądało, w moich oczach takie nie jest. Po prostu. Nie spełnia moich kryteriów genialności i szczytu kreacji. Czy to znaczy, że te dzieła są złe albo brzydkie? Nie. To znaczy tylko tyle, że są wynikiem pracy osób, które w taki sposób wyraziły swoje wysokie oczekiwania od siebie. Analogicznie – nie wszystko, co sama zrobię “na maksa” – będzie podobać się innym osobom w takim samym stopniu. Ale nie będzie to tym samym oznaczać, że im się nie podoba, albo że jest do kitu. Będzie jedynie kolejnym dowodem na to, że każdy ma inną skalę oceny rzeczywistości. I że dla każdego “świetne” oznacza coś innego.

Jakie ma to przełożenie na życie? Ogromne.

Często zdarzało mi się używać określenia “to musi być perfekcyjne”, aby określić moją potrzebę stworzenia prezentacji, szkolenia, czy raportu dla szefa właśnie w takiej jakości.

perfekcyjny = maksymalny, najlepszy, optymalny, absolutny, bez zarzutu, doskonały, idealny, mistrzowski, nienaganny, nieposzlakowany, nieskazitelny, wymarzony, znakomity (słownik synonimów).

I niestety po chwili nie przychodziła refleksja, typu: “ale po co ten raport ma być perfekcyjny?”. Przecież najczęściej wystarczy, kiedy nasza praca czy projekty, które oddajemy klientowi były przygotowane w sposób rzetelny.

rzetelny = solidny, uczciwy, dobry, kompetentny, wiarygodny, prawdziwy (słownik synonimów).

Widzicie, co same sobie robimy? Same zawieszamy sobie poprzeczkę gdzieś, gdzie nawet wzrok nie sięga. A w 99% to jest zupełnie niepotrzebnie.

Oto 5 powodów, dla których nie warto być perfekcyjną w relacjach z klientami

1. Nie ma takiej potrzeby.

Najczęściej wystarczające jest oddanie dobrej pracy, za którą klient nam zapłacił. Takiej, która spełnia jego oczekiwania, a nie nasze wystrzelone w kosmos. Wydaje Ci się, że czytasz w myślach klienta? Zapomnij o tym. Jeśli zawierasz umowę z odbiorcą Twojej usługi, to znaczy, że wystarczające do otrzymania wynagrodzenia będzie przygotowanie tego, co jest opisane w umowie. Nie więcej i nie mniej.

2. Mało kto to doceni.

No bo dlaczego klient miałby to doceniać, skoro to wychodzi poza wasze ustalenia, a on tego może nawet nie chcieć? Dobre referencje otrzymuje się już za samo wykonanie umowy, a nie za wyjście przed szereg.

3. Od nadmiaru głowa boli.

Żyjemy w czasach przesytu informacyjnego. Czasami fajnie jest, kiedy kupuję książkę i dostaję drugą gratis, albo zapisuję się na kurs online i dostaję raport specjalny w prezencie. Ale nie chciałabym aby tak było zawsze, bo nie mam tyle czasu i przede wszystkim ochoty, aby zapoznawać się z rzeczami, za które nie zapłaciłam. W większości przypadków wystarczy mi rzetelna realizacja mojego zamówienia i czuję się szczęśliwa.

4. Przyzwyczajamy innych do ponadprogramowego dawania.

Czyli do dawania więcej, niż oczekują od nas inni. To zgubne na dłuższą metę. Wyobraź to sobie – wpisujesz do swojej oferty cztery usługi, ale w rzeczywistości świadczysz ich osiem, bo do każdej podstawowej dodajesz coś ekstra. Nie wygrasz w ten sposób nic, poza nieprzespaną kolejną nocą.

5. Podnosisz niepotrzebnie poprzeczkę kolejnym zleceniom.

Jeśli przyzwyczaisz klientów do tego, że zawsze otrzymują “więcej i bardziej”, niż zamówili i zapłacili, to tworzysz nowy standard ich obsługi. Kolejna zamówiona przez nich usługa będzie musiała mieć w standardzie to, co zrobiłaś ostatnio jako bonus. Bo inaczej klient stwierdzi, że “standard obsługi się obniżył”. I wiesz co? Będzie miał prawo tak pomyśleć.

Piszę o tym, ponieważ popełniłam ten błąd wielokrotnie. Ponieważ oczekuję od siebie zawsze więcej i więcej. A nie jest to strategia opłacalna. Na pewno nie jest dobra dla nas samych. Nie zachęcam Cię do robienia fuszerki i oddawania niedopracowanych prac klientom. Zwracam Ci jedynie uwagę, że jako kobieta masz naturalną (i społecznie wzmacnianą!) tendencję do bycia za każdym razem lepszą wersja samej siebie. I w taki sposób podchodzisz prawdopodobnie do relacji z klientami. Chcesz dawać więcej, niż zamówili, bo… wydaje Ci się, że tak wypada, że tak trzeba, że to będzie dobrze widziane, że wyjdziesz na profesjonalistkę, że bez tego nie będzie kolejnych zleceń (niepotrzebne skreśl).

Same to sobie robimy. I tylko same możemy przestać to sobie robić. Pomyśl wreszcie o sobie. Ja zaczynam.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares