Od autorki bloga do przedsiębiorcy, czyli moje 5 lat blogowania

Od autorki bloga do przedsiębiorcy, czyli moje 5 lat blogowania

Kilka dni temu minęło 5 lat odkąd zaczęłam blogować. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo blog umożliwi mi realizację moich marzeń i obudzi drzemiącą we mnie siłę.

Widzę siebie i swoje postępy

Gdybym miała wybrać tylko jeden powód, dla którego jestem szczęśliwa, że uruchomiłam własnego bloga, to bez zawahania wskazałabym na obserwowanie swojego rozwoju. Nie mając punktów odniesienia trudno byłoby mi dostrzec postępy, który zrobiłam w realizacji mojej wizji przyszłości i sięganiu po marzenia. Patrząc tylko przez pryzmat list zadań w codziennym kalendarzu nie widzimy szerokiego obrazu naszego życia. A blog umożliwia obserwowanie efektów podejmowanych decyzji.

Kilka lat temu napisałam na blogu o tym, że chciałabym stworzyć zespół marzeń, być redaktorką naczelną magazynu dla kobiet, a także stworzyć platformę do dzielenia się wiedzą z innymi ludźmi. I dzięki blogowi mogę z uśmiechem na ustach stwierdzić “Kaśka, you did it!”. Czuję ogromną sprawczość, kiedy składam na blogu publiczną deklarację swojego zamierzenia, a kilka miesięcy później opisuję mój zdobyty Mont Everest. Myślę, że nie ma nic piękniejszego, niż obudzona odwaga, a potem dobra przestrzeń do świętowania osiągnięcia tego, czego tak bardzo pragnęłam.

Patrząc wstecz, na własne posty publikowane na różnych etapach mojego życia – widzę jakie tematy zajmowały mnie wtedy najmocniej. Zaczynałam prowadzić tego bloga pod nazwą MapyMysli.com i byłam wtedy zapalonym praktykiem map myśli (mind mappingu). Wszystko, co wizualne pochłaniało mnie i przyciągało. Rozwijałam się wtedy w kierunku zarządzania wizualnego, czyli przede wszystkim wykorzystaniu visual thinking w życiu i w pracy. Później przyszedł czas, w którym stawałam się trenerem biznesu i wtedy blog nazywał się MyślęInaczej.pl, a moje teksty dotyczyły najczęściej psychologii biznesu, edukacji dorosłych i rozwoju osobistego. Następny etap moich pasji to biznes internetowy i sieci społeczne. Kolejny to budowanie zaangażowanej społeczności i realizowanie projektów w projektach osobistych i zawodowych. Była z tym powiązana ostatnia zmiana nazwy bloga, która do dziś brzmi ProjectManagerka.pl. Aktualnie pasjonuje mnie ruszanie z własnymi pomysłami i marzeniami z miejsca i wykorzystywanie do tego sprytnego myślenia projektowego (design thinking, lean startup). To niesamowite jak przechodziłam płynnie z jednego tematu do drugiego, dobudowując do poprzednich elementów kolejne, nie burząc fundamentów. Dzięki blogowi dostrzegam ten progres. Widzę moje postępy. Jestem z siebie dumna.

Docieram do wspaniałych ludzi

Blog jest świetną trampoliną do nawiązywania nowych relacji. W ciągu ostatnich lat poznałam setki osób dzięki niemu. To tutaj zainicjowałam najbardziej przełomowy (jak dotąd) projekt w moim życiu. Mam na myśli projekt Kreatorka. To była otwarta przestrzeń do rozwoju dla kobiet z całego świata, w ramach której tworzyłyśmy z zespołem wolontariuszek m.in. profesjonalny magazyn elektroniczny, zorganizowałyśmy kilkadziesiąt spotkań dla kobiet w całej Polsce, warsztaty rozwojowe, multiautorskiego bloga i platformę do sprzedaży wiedzy, kursy i wyzwania, a także grupę wsparcia dla ponad 2 tysięcy kobiet. To było coś pięknego! Czytelniczki bloga szybko stały się moimi partnerkami w projekcie lub osobami, z którymi wymieniałyśmy się energią podczas spotkań na żywo.

Co więcej, napisanie do kogoś znanego tylko z mediów czy książek nigdy nie było prostsze. Przedstawiając się jako autorka bloga – wysyłam tej osobie swoją najlepszą wizytówkę. A nieznajomy może szybko wejść do mojego świata i zorientować się jak na niego patrzę. I podjąć decyzję, czy mamy wspólne wartości, marzenia, potrzeby. To świetne narzędzie do weryfikacji, czy chcemy kogoś poznać bliżej.

Testuję pomysły i uczę się nieustannie

To na blogu uruchomiłam większość moich istotnych pomysłów i projektów. To tutaj zaczęła się moja przygoda w roli redaktor naczelnej, liderki społeczności, trenerki autorskich warsztatów i programów rozwojowych. To miejsce, w którym informuję świat o moich koncepcjach. Dzięki temu sprawnie i szybko badam wczesne zainteresowanie, zbieram opinie od pierwszych entuzjastów, a także pozyskuję klientów. Kiedy jakiś mój artykuł lub inicjatywa budzi ciekawość i zaangażowanie Czytelników – to dla mnie najlepszy dowód na to, że warto w tym kierunku sfokusować swoją energię w kolejnych tygodniach. I odwrotnie – jeśli coś, co wydawało mi się genialne, przechodzi bez echa – parkuję pomysł i zajmuję się tym, co porusza moich współplemieńców. W końcu projektów nie robię tylko dla idei, a dla ludzi. Test w działaniu jest jednym z najlepszych źródeł informacji zwrotnej o pomyśle i mnie samej w roli realizatorki tego pomysłu. Dlatego czasy, kiedy chowałam pomysły tylko dla siebie minęły bezpowrotnie.

Poza tym, w ciągu 5 lat blogowania poznałam tak wiele różnych mechanizmów i aplikacji, których nie miałabym szansy przetestować w innych okolicznościach. Działanie mediów społecznościowych, tworzenie treści do internetu, sprzedawanie wiedzy, prowadzenie sklepu internetowego i platformy z wiedzą – to tylko niektóre spośród kompetencji, o które wzbogaciłam moje CV, dzięki prowadzeniu aktywnych działań na blogu i w internecie.

Od autorki bloga do przedsiębiorczej kobiety

Blog to bez wątpienia jeden z powodów, dla których dziś z dumą mogę powiedzieć o sobie – przedsiębiorca. Nie tylko z powodu prowadzenia własnej działalności biznesowej, ale przede wszystkim z powodu mojego sposobu myślenia. Przedsiębiorczość to dla mnie połączenie ciekawości siebie i świata ze sprawczością w realizacji moich zamierzeń. A blog zdecydowanie otworzył przede mną świat.

A Ty masz swojego bloga? Podziel się linkiem i napisz dlaczego blogujesz.

4 kroki do odkrycia swoich mocnych stron

4 kroki do odkrycia swoich mocnych stron

O ile łatwiej żyje się osobom, które wiedzą w czym są dobre i często to robią… Zawsze marzyłam, by robić to co kocham całą dobę. Ale czy rzeczywiście o to chodzi, aby być na euforycznym haju cały czas? I jak w ogóle odkryć moje mocne strony?

Czym są mocne strony?

Najprościej rzecz ujmując nasze mocne strony są połączeniem talentu, wiedzy i umiejętności. Talent z kolei to wrodzony i powtarzalny sposób działania, reagowania i myślenia. Każdy z nas ma talent. Nie jest to coś zarezerwowanego dla wybrańców, więc wyluzuj się i skup.

Mocne strony to połączenie naturalnego talentu i sposobu jego wykorzystania.

Ta mieszanka talentu i sposobu jego użycia stanowi unikalne połączenie, którego nie znajdziesz u nikogo innego. Każdy dysponuje bowiem wyjątkowym połączeniem doświadczeń, cech, czy wreszcie sposobów reakcji na sytuacje, w których uczestniczymy. Jesteś wyjątkowa. Jeśli kiedykolwiek w to wątpiłaś, powyżej masz na to dowód :)

Jak odkryć co jest moją silną stroną?

Uwielbiam mieć szerokie spojrzenie na każdą sprawę (big picture), bo dzięki temu rozumiem więcej i dostrzegam więcej zależności pomiędzy zjawiskami. Analiza, którą Ci zaraz zaproponuję zapewni Ci wgląd w swoje silne strony z kilku perspektyw:

  • Najpierw spojrzenie w głąb siebie – jak wygląda mój wewnętrzny świat?
  • Potem spojrzenie na zewnątrz – jak zachowuję się w relacjach z innymi ludźmi?
  • Następnie rzut okiem w przeszłość – jakie decyzje mnie doprowadziły do miejsca, gdzie teraz jestem?
  • A na zakończenie w przyszłość – jakie wizje i marzenia ukształtują moje jutro?

Krok 1: mój wewnętrzny świat

Bycie świadomym człowiekiem rozumiem jako znajomość swojego wnętrza i panującej w nim organizacji. To empatia i uważność na siebie. To zrozumienie dlaczego zachowałam się tak, albo inaczej. To język moich wewnętrznych dialogów, czyli sposób w jaki ze sobą rozmawiam. To kształtowanie swojego życia w zgodzie ze swoimi wartościami i potrzebami. To moje nawyki i przyzwyczajenia. To filtry, przez które przyjmuję otaczający mnie świat. Jeśli w środku mam sporo niepoukładane i nieuświadomione, to poszukiwanie tylko zewnętrznych rozwiązań nie przyniesie pożądanych efektów. Dlatego zawsze zaczynam od tego miejsca. Od siebie.

right-arrowOdkrywanie silnych stron w sobie: Weź kartkę i zapisz wszystkie swoje skojarzenia, które pojawią Ci się po przeczytaniu poniższych pytań. Zapisuj wszystko, co przychodzi Ci do głowy i nie oceniaj, tylko pisz dalej. Pozwól sobie na swobodny strumień luźnych skojarzeń i nie zatrzymuj się aż nie wyczerpiesz ostatniego: Co Cię ciekawi? Co Cię przyciąga? Co Cię kręci i daje przyjemność? Co przychodzi Ci łatwo? Czego uczysz się najsprawniej? Za co dasz się pokroić? Zbyt drastycznie? To spróbuj inaczej: W imię jakich wartości walczysz? Warto poszukać nieoczywistych odpowiedzi i uśmiechnąć się do tego, co słyszysz i widzisz. To cała Ty. Warto siebie polubić.

Krok 2: ja wśród ludzi

Jedno z moich ulubionych pytań, które często sobie zadaję to: z jakimi problemami zwykle zwracają się do mnie inni ludzie? Z czym przychodzi do mnie mąż? Z czym współpracownik? A z jakimi bolączkami do rozwiązania dzwoni do mnie mama? To niesamowicie silne pytanie, którego nie zadajemy sobie na co dzień. A szkoda. Naszymi silnymi stronami są bardzo często takie elementy, których nie zauważamy, ponieważ są dla nas oczywiste. Przeglądanie się w oczach innych ludzi jest więc jednym ze sposobów na odkrycie tego, w czym wyróżniamy się na tle otoczenia.

Przyjmijmy, że koledzy w pracy często przychodzą do Ciebie, kiedy utkną przy tworzeniu tabel przestawnych czy stosowaniu formuł na wyszukiwanie pionowe w excelu. Mogłabyś pójść “na skróty” i stwierdzić, że Twoją silną stroną jest obsługa arkusza kalkulacyjnego. Może i tak. Ale nie tylko. Przyjrzyj się temu bliżej. Być może jesteś nieprzeciętnie zaradna, nie poddajesz się bez walki, drążysz temat, dopóki go nie zrozumiesz, albo potrafisz łączyć dotychczasową wiedzę z nowymi oczekiwaniami i robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłaś z łatwością i spokojem? To są właśnie silne strony. Excela można się nauczyć w kilka godzin. Ogarniętości nie.

right-arrowOdkrywanie silnych stron w relacjach z innymi: Nasze mocne strony bardzo często uwidaczniają się dopiero w kontakcie z innymi ludźmi, kiedy stajemy w obliczu nowych zadań, kiedy podejmujemy nowe wyzwania, kiedy pomagamy innym. Przyjrzyj się swojej roli w relacjach z bliskimi i dalszymi osobami. Dostrzeż co zwykle przyciąga innych do Ciebie. Z czym się zwracają do Ciebie? Jakiej pomocy poszukują (i odnajdują) u Ciebie? Nie graj teraz “grzecznej dziewczynki”, która stoi w kącie i czeka pokornie i skromnie aż ktoś odkryje jej moc za nią. To tak nie działa. Bądź obiektywna. A jeśli nie potrafisz zrobić tego zadania samodzielnie, to wyślij teraz smsa do 3 wybranych osób z różnych płaszczyzn Twojego życia (rodzina, praca, grupa pasjonatów) z pytaniem “Jakie są 3 moje wyróżniki?”. Poczekaj cierpliwie na odpowiedzi i pobądź z nimi. Otwierając się na innych – zawsze dowiadujemy się czegoś ważnego także o sobie.

Krok 3: moja przeszłość

Twoje dzisiejsze życie jest wypadkową dotychczasowych decyzji. Oznacza to, że coś, co zrobiłaś wczoraj – wpłynęło na to, jak czujesz się i co robisz dzisiaj. Szanuj swoją przeszłość, bo doprowadziła Cię do miejsca, w którym jesteś teraz. Nie rozpamiętuj błędów, ale ucz się na nich. Nie rozgrzebuj niemiłych wspomnień, ale czerp z nich lekcje.

Twoje silne strony mogły być przez Ciebie używane w przeszłości i z jakiegoś powodu zapomniane. Być może lubiłaś kiedyś wyrażać siebie za pomocą słowa pisanego, albo obrazu, ale jakiś nauczyciel z przeszłości skrytykował Twoją twórczość i przerwałaś robienie tego. A może byłaś kiedyś bardzo otwarta w relacjach z innymi ludźmi, budowałaś sieci kontaktów i łączyłaś ze sobą ludzi z taką lekkością, jak motyl unosi się nad stokrotką, ale… weszłaś w jakąś relację, w której zostałaś zraniona i od tamtej pory stronisz od innych ludzi. Te sposoby wyrażania siebie mogą być Twoimi silnymi stronami. Dziś zakurzonymi, ale będącymi wciąż w Tobie, jakby na “stand by”, w oczekiwaniu na swój powrót.

right-arrowOdkrywanie swoich silnych stron w przeszłości: Wiedza o nas samych jest często ukryta tam, gdzie dawno nie zaglądałyśmy. Dlatego dziś popatrz na siebie sprzed kilku lat, przejrzyj swoje pamiętniki, czy nieaktualizowanego od lat bloga. Poczytaj listy do przyjaciółek, które pisałaś w podstawówce. Sprawdź archiwum swoich certyfikatów ze studiów, czy dokumentów zawodowych i poszukaj wspólnych mianowników – czy jest jakiś wzór, albo właściwość, która się w nich powtarza? Jeśli samodzielnie wymiękasz, to zadzwoń do mamy, czy siostry i zapytaj: Co lubiłaś robić w dzieciństwie w wolnym czasie? Co robiłaś, kiedy wracałaś ze szkoły i już odrobiłaś prace domowe? Jakie zajęcia dodatkowe podrywały Cię z krzesła? Za jakie osiągnięcia otrzymywałaś dyplomy, pochwały, awanse? Notuj wszystkie odpowiedzi, zwłaszcza te, które wydają Ci się totalnie oczywiste, albo bez sensu. Najprawdopodobniej w nich drzemią odpowiedzi, których poszukujesz.

Krok 4: moje jutro

Jestem typem wizjonerki i śmiało patrzę w przyszłość. Uwielbiam snuć wizje. Jestem pełnoetatową marzycielką. Kiedy nie istniałby żadne ograniczenia, to co bym zrobiła w pierwszej kolejności? Jakich magicznych mocy użyłabym do osiągnięcia tego, czego pragnę? Tego typu pytania towarzyszą mi niemal każdego dnia przed zaśnięciem. Mam ogromną łatwość w prognozowaniu pewnych zdarzeń, uwielbiam projektować procesy, które mają doprowadzić do pewnych efektów. Między innymi dlatego zajęłam się projektowaniem i tworzeniem programów rozwojowych i biznesowych, które pomagają przedsiębiorczym kobietom osiągać jeszcze lepsze wyniki w ich projektach. To moje odkryte i pielęgnowane silne strony. Gdyby nie to, że pozwoliłam sobie marzyć, a potem nadałam temu sensowną strukturę – nie czytałabyś dziś mojego bloga.

right-arrowOdkrywanie silnych stron w przyszłości: Nawet jeśli nie czujesz się tak swobodnie w myśleniu o przyszłości, to nie przejmuj się. Małymi kroczkami znajdziesz także i swoje odpowiedzi. Czy myślałaś kiedyś o tym, co by było gdyby na świecie nie istniały pieniądze i mogłabyś robić cokolwiek, co Cię uszczęśliwia? Taki świat z walutą: wymieniam to co potrafię najlepiej na to, co Ty potrafisz najlepiej. Jeśli nie myślałaś nigdy o takim świecie, to zrób to teraz i zapisz wszystkie swoje pomysły. Nie oceniaj ich. Albo z innej strony – co mogłabyś robić w dzisiejszym świecie nawet, gdyby Ci za to nie płacili? Jakie działania podjęłabyś, gdybyś dostała dodatkowe 4 godziny gratis w każdym tygodniu? Tego typu pytania mogą Cię otworzyć na to, co drzemie głęboko w Tobie i czemu w codziennym biegu nie dajesz dojść do głosu. Jeśli chcesz bardziej “realne” pytania, to pomyśl o tym, do czego dążysz w życiu i co jest Twoją gwiazdą polarną. Być może odkryjesz coś ważnego.

Wszystkie aktywności, które podejmujesz w życiu i które dają nadmiar energetyczny, którym możesz podzielić się z innymi są najprawdopodobniej Twoimi mocnymi stronami. Jeśli do talentu dodasz konkretną wiedzę, a potem wypracujesz umiejętności ich wykorzystania – krzykniesz niedługo #SięgnamGwiazd. Jestem o to spokojna.

Odkryłaś już swoje silne strony? Jakimi drogami do tego doszłaś? Opowiesz?

#Projekt7dni: jak zrealizować pomysł o wydaniu książki w tydzień?

#Projekt7dni: jak zrealizować pomysł o wydaniu książki w tydzień?

  • Czy 7 dni to wystarczający czas na zrealizowanie marzenia?
  • Czy w tak krótkim czasie jestem w stanie przetestować, ile da się wycisnąć z mojego pomysłu?
  • Czy tydzień to wystarczający czas, abym mogła sprawdzić, czy naprawdę chcę go realizować i podjąć co do niego decyzję?

Marzycielka tonie w książkach i boi się swojego marzenia

Pamiętam 28-latkę, którą pasjonowały książki. Pochłaniała je szybciej, niż potrafiła przetrawić wiedzę z nich wynikającą. Imponowali jej pisarze książek fantastycznych i naukowych, autorzy przewodników po rozwoju, biznesie, projektach. Marzyła, by kiedyś mieć swoją własną publikację na półce w dużej księgarni, a wcześniej móc powąchać jej strony chwilę po wypuszczeniu z drukarni… Nie miała jednak śmiałości opowiedzieć o tym komukolwiek, bo wizja napisania własnej książki napawała ją z jednej strony podnieceniem, a z drugiej ogromnym lękiem. No bo przecież nie zna nikogo w branży wydawniczej. No bo nie jest nikim znanym, a tylko książki takich osób mogą zainteresować wydawców. No bo nigdy nie napisała nic dłuższego od pracy magisterskiej. No bo…

Sprawczość budzi się małymi krokami

Korzystała jednak ze swojego talentu i wielkiej miłości do pisania. Tworzyła teksty do biuletynów w pracy. Wysyłała swoje artykuły do portali internetowych i magazynów rozwojowych. Niektóre z nich były publikowane, inne ginęły zapomniane na dnie czyichś skrzynek mailowych. Jednak ona nie przestawała pisać. Aż w końcu spod jej rąk wyszedł materiał, który był znacznie bardziej obszerny od zwykłego artykułu czy raportu internetowego i wtedy podjęła wyzwanie.

Podjęcie wyzwania to wejście na ścieżkę Realizatorki

Weszła na stronę swojego ulubionego wydawcy i korzystając z formularza kontaktowego dla osób chcących wydać z nimi książkę, przedstawiła swoją propozycję. Książka miała dotyczyć map myśli, więc przygotowała swoją prezentację w formie mapy i dodała do niej fragment materiału, który aż się palił, aby pokazać go światu. Kiedy wysyłała swoją propozycję współpracy – ani ona, ani jej książka nie były gotowe w 100%. Wręcz przeciwnie – książce brakowało ilustracji (a to miała być książka z dużą ich ilością), głównych rozdziałów, a także redakcji. Jednak ona wysłała propozycję mimo to i… pełna niecierpliwości i wątpliwości czekała na odpowiedź.

Po 2 dniach wydawca zareagował. Chciał wydać książkę o mapach myśli z naszą bohaterką i co więcej – nie przeszkadzało mu wcale to, że: nie była rozpoznawaną osobą, nie miała ilustracji do książki, nie miała napisanej całej książki, nie miała dziesiątek czytelników, którzy ją znają i czekają na jej kolejny tytuł. Od podjęcia decyzji o wypełnieniu formularza zgłoszeniowego, aż do zawarcia umowy wydawniczej minął tydzień.

Marzenia się spełnia

Mapy_mysli_ksiazkaTo wszystko wydarzyło się w 2011 roku i nie ma w tej historii nawet szczypty przesady. Ręczę za tę relację dwoma rękami, bo dziewczyną, która zgłosiła się do Onepress i wydała z nimi książkę Mapy myśli w biznesie jestem ja sama. Kiedy kilka miesięcy temu opisywałam te kilka kroków, które wykonałam, aby doprowadzić do wydania własnej książki (a rok później kolejnej), to zrozumiałam bardzo prosty mechanizm, który zastosowałam wtedy, a także wiele razy w kolejnych latach. Mechanizm, który doprowadził mnie tutaj – czyli do miejsca, z którego jestem dumna i w którym kocham być. Chcę się dzielić tym odkryciem z Tobą i prosić Cię o zaszczepianie tej myśli każdej osobie, która może cierpieć na opory przed ruszeniem z miejsca ze swoim pomysłem.

Formuła ożywiania pomysłów

Nazwałam ten prosty mechanizm – formułą ożywiania pomysłów, a wygląda ona tak: idea – plan – test:

idea-plan-testNajpierw pojawia się pomysł, który dopracowuję. Zastanawiam się też nad tym – kto będzie finalnym jego odbiorcą, klientem – i jakie jego potrzeby zaspokoję. Najważniejsze na tym etapie to nie stracić na to zbyt wiele energii, która będzie potrzebna później – aby doprowadzić pomysł do szczęśliwego finału.

Potem przygotowuję plan działania i próbkę pomysłu. Te próbki mogą mieć różnorodny kształt, ale zawsze ta forma pozwala mi pokazać coś osobom, na które chcę wywrzeć wpływ. Jeśli pomysł dotyczy nowego produktu do mojego e-sklepu – przygotowuję fragment e-booka, albo artykuł na bloga. Jeśli pomysł dotyczy czegoś bardziej namacalnego, to przygotowuję jego prototyp, albo przynajmniej rysuję moją wizję tego pomysłu. Na tym etapie określam też, o co chcę zapytać odbiorców i po czym poznam, że zareagowali tak, jak bym chciała.

Wszystko po to, aby w trzecim kroku zrobić eksperyment i wyjść z próbką pomysłu do potencjalnych odbiorców, albo osób, które będą miały z niego w przyszłości korzystać i zebrać od nich jak najwięcej informacji zwrotnej.

Ten proces nie jest liniowy i nie jest jednorazowy. Czasami pomysły wymagają wielokrotnego zastosowania formuły, a czasami wystarczy jedna iteracja. W przypadku współpracy z Onepress – wystarczyła jedna rundka, bo już po tygodniu wiedziałam, że znalazłam wydawcę. Ale w przypadku innych moich pomysłów, powtarzałam ten cykl tyle razy, ile wymagała tego moja koncepcja. Z każdym kolejnym cyklem wiedziałam o mnie, pomyśle i jego odbiorcach dużo więcej, a to pozwalało mi dopracowywać go i tworzyć finalnie piękne rzeczy.

Każdy nosi w sobie pomysły do realizacji

Być może masz w sobie jakiś świeżutki, jeszcze niedojrzały pomysł, który pojawił się w Twojej głowie niedawno i nie wiesz jak go ugryźć. A może nosisz w sobie jakiś przejrzały pomysł, ciężki od nadmiaru przemyśleń i przygotowanych planów wdrożenia go w życie. W obu tych sytuacjach formuła ożywiania pomysłów przyjdzie Ci z pomocą – uwalniając Cię od myślenia i pozwalając wejść na ścieżkę działania.

Pierwszym krokiem może być dołączenie do naszej super aktywnej grupy dla kobiet sprawczych i realizujących swoje marzenia #SięgamGwiazd, a także włączenie się do programu JUMP, który startuje w najbliższy poniedziałek, w którym w 7 dni wystartujesz na dobre z każdym pomysłem i wreszcie ruszysz z miejsca.

Co zrobiłaś fajnego w 7 dni?

Co Cię powstrzymuje przed działaniem?

Co Cię powstrzymuje przed działaniem?

Czasami mi się chce, a czasami nie chce. I to jest ok. Ale co w sytuacji, w której chciałabym, aby mi się chciało, a jednak nie umiem tego stanu ot tak zmienić? Oto 5 adwokatów ciemnej strony mocy. Poznajmy ich bliżej.

Perfekcjonista

Perfekcjonista mieszka w zasadzie w każdej z nas. Jego głównym zadaniem jest dopieszczanie każdego Twojego pomysłu do granic rozsądku. No bo przecież nie można pokazać światu czegoś “dobrego”, mysi być “lepsze”. Kiedy już się narobisz jak norka, to wtedy stwierdza, że to może być “jeszcze lepsze”. I tak w nieskończoność. Głos Perfekcjonisty w Twojej głowie rzadko kiedy się ucisza. A to wyzwala w Tobie nieustanną potrzebę dopracowywania każdego szczegółu. On jednak prawie nigdy nie jest zadowolony z wyniku. No ale przecież nie możesz się wygłupić i wyjść na niekompetentną nowicjuszkę?!

Jak oswoić Perfekcjonistę? Określić dokładnie co oznacza “lepiej” i się tego trzymać, a także zaakceptować, że “wystarczająco dobre” jest lepsze od nigdy-nie-zakończonego. Kiedy chcesz stworzyć świetną prezentację to określ po czym poznasz, że będzie wystarczająco dobra i skończ nad nią pracę kiedy już taka będzie.

Ochroniarz 

Ochroniarz chroni Cię przed wszystkim, co może się zdarzyć. Wszystkim. Nawet czymś wspaniałym i dobrym. Chce zapobiec jakimkolwiek zmianom, bo zwykle nie można przewidzieć w 100% ich efektów. Budzi się, gdy zbliżasz się do granicy strefy komfortu oraz zawsze kiedy przekraczasz swoje granice “znanego” i “bezpiecznego”. Nie cierpi kiedy podważasz schematy myślowe i założenia, na których opiera się Twój świat. Zadawanie pytań irytuje go i drażni.

Jak oswoić Ochroniarza? Zadawać sobie pytania “przed czym mnie chroni tym razem?”, a jeśli odpowiedzi nie krążą wokół tematów utraty życia i zdrowia – robić swoje. Kontynuuj działanie mimo jego głosu. Tylko głupiec niczego się nie boi, ale można działać odczuwając strach.

Bezpiecznik 

Bezpiecznik nieustannie gromadzi dane i zbiera cudze opinie. Inspiruje się tym, co mówią inni, poszukuje, zgłębia, doktoryzuje się w każdym temacie. Następnie tworzy setki planów i konspiruje w izolacji. Niestety działanie, które kończy się tylko na papierze, albo w Twojej głowie nie doprowadzi Cię do żadnego rezultatu, dlatego jego działania zabezpieczające przed porażką mogą okazać się całkowicie sabotujące. Dopracowywanie każdego planu bez końca tylko dlatego, abyś nie popełniła błędu, to marny argument. Błędy trzeba popełniać, bo tylko na nich nauczysz się czegoś o świecie.

Jak oswoić Bezpiecznika? Przygotuj plan, ale pamiętaj, aby był zwięzły i elastyczny. Przeanalizuj także swoje aktualne zasoby, którymi dysponujesz i których możesz użyć w sytuacji zagrożenia planu. Nie trać jednak na to zbyt dużo energii. Planowanie jest ważne, ale najważniejsze jest sprawne korzystanie z zasobów, które masz, aby zareagować na niespodzianki, kiedy one nadejdą. Nie przygotowuj się miesiącami na wszystkie ewentualności, które najprawdopodobniej nigdy nie przyjdą.

Sceptyk 

Sceptyk jest Twoim głosem zwątpienia i niedowiarkiem. Sprawia, że nie doceniasz swoich możliwości i potencjału. Dla niego wciąż jesteś niewystarczająco dobra i niewystarczająco gotowa. Marzy o tym, abyś przestała marzyć o czymś, co może się wydarzyć i abyś nie podejmowała w związku z tym zbytecznych wyzwań. Dobrze jest jak jest, a nawet jeśli teraz nie jest świetnie, to i tak w przyszłości może być gorzej. Po co więc cokolwiek zmieniać. Najgorsze jest to, że obniżasz przy nim swoją samoocenę i nie dostrzegasz możliwości, które wyskakują Ci przed nosem.

Jak oswoić Sceptyka? Kiedy słyszysz jego głos, sprawdź na ile zagrożenie, które widzi jest realne i prawdopodobne. Najprawdopodobniej wyolbrzymia problem. Jeśli ma rację (rzadko, ale niech mu będzie), to stwórz Plan B i kontynuuj rozpoczęte działanie.

Ferwor

Ferwor to pozytywny wariat i wielki entuzjasta zapalający się do prawie każdego pomysłu. Rusza na oślep i chce robić wszystko na raz. Nie chce, aby ominęło Cię coś fantastycznego. Interesuje się wieloma rzeczami na raz. Uczestniczy w wielu kursach i szkoleniach, bo ciekawi go świat i nowe pomysły. Szuka wciąż czegoś nowego, nudzi go to, co już ma, bo przecież za rogiem czekają niespodzianki i może któraś z nich pobije na głowę to, co zdobyłaś do tej pory. Niestety działanie na kilku frontach jednocześnie sprawia, że jesteś też rozproszona i zniecierpliwiona. Zaczynasz i nie kończysz. Nie masz poczucia sprawczości, bo wiele spraw wymyka Ci się z rąk.

Jak oswoić Ferwor? Spisać lub narysować wszystko, co chodzi Ci po głowie (nazywam to myślodsiewnią), a następnie wybrać z tego wszystkiego jedną rzecz, którą najbardziej chcesz się zająć w tej chwili. Na kolejne zadania przyjdzie czas, jak nacieszysz się tą jedną aktywnością. Entuzjazm nie zdąży opaść, jeśli będziesz robiła myślodsiewnię co kilka dni i uspokajała swoje wewnętrzne dziecko, że na wszystko przyjdzie czas, ale w kolejności.

Najważniejszy morał z tej opowieści jest taki, że wszyscy ci adwokaci ciemnej strony mocy chcą zrobić nam dobrze, osłonić nas, schować przed niepotrzebnym stresem, zapobiec temu, żebyśmy wystawiły się na publiczny osąd, albo krytykę. Niestety chowając się i wiecznie analizując możliwe ryzyka nigdy nie sięgniemy gwiazd! Dlatego dziś zachęcam Cię do tego, abyś (podobnie jak bohaterowie jednej z moich ulubionych bajek W głowie się nie mieści, którzy towarzyszyli nam w tym artykule) zaakceptowała, że wszystkie te elementy są częścią nas i nie walcz z nimi. Bo walczyłabyś z samą sobą, a na to szkoda życia.

Który z nich jest Twoim najsilniejszym adwokatem? A z którym sobie najlepiej radzisz? A może masz jeszcze jakichś innych znajomych?

3 bezcenne rzeczy, które może Ci dać praca w korporacji

3 bezcenne rzeczy, które może Ci dać praca w korporacji

Jeśli korporacja kojarzy Ci się tylko z biurokracją, wyścigiem szczurów i wypaleniem zawodowym to koniecznie przeczytaj ten artykuł.

Nie gloryfikuję pracy w korpo, bo uważam, że tyle z niej weźmiesz ile sobie zaplanujesz. Ani mniej, ani więcej. A jeśli myślisz, że tylko w dużych firmach zdarzają się absurdalne i patologiczne sytuacje, to znaczy, że jesteś dopiero na początku swojej drogi i jeszcze niewiele widziałaś.

Spędziłam w korporacjach większość moich produktywnych godzin w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Chociaż na szczęście moje wieczory także potrafią być eksplozją twórczości. Lubię pracować w dużych firmach. Zawsze czułam, że daje mi to możliwość rozwoju moich kompetencji, o których istnieniu mogłabym sobie nie zdawać sprawy pracując w firmie małej, albo własnej. Ludzie, których poznałam, możliwość udziału w innowacyjnych przedsięwzięciach, poznawanie ciągle nowych tematów – to tylko niektóre z elementów układanki, którą wciąż układam.

Sprawdź jakie są 3 największe korzyści, które możesz wycisnąć z pracy w dużej firmie. Lista jest całkowicie subiektywna i na pewno nie wyczerpuje tematu. Będę szczęśliwa, jeśli pomożesz mi ją rozwinąć dodając swój komentarz poniżej.

Działanie z rozmachem i na wielką skalę

Korporacje mają dostęp do o wiele większych graczy na rynku, partnerów, czy mediów, niż małe i mikro firmy. Zanim te drugie rozwiną się i zaczną przyciągać zainteresowanie tych większych – czasami już się zwijają. Dlatego cenię sobie to, że dzięki pracy w korporacyjnych projektach mogę sięgać dalej, niż bym sięgnęła samodzielnie. Skala nie na wszystkich robi wrażenie, ale ja to lubię. Myślę dzięki temu szerzej, niż do brzegu własnego biurka. Poznaję ludzi z całkowicie innych od mojego światów. Rozmawiam w różnych językach – i nie chodzi mi tutaj tylko o angielski, ale np. język inżynierów, czy webmasterów. Wciąż się rozwijam. I nawet jeśli czasem mam poczucie walenia głową w ścianę i brak możliwości zrealizowania prostych rozwiązań – to przez większość czasu stwarzam sobie przestrzeń do robienia tego, co wychodzi mi najlepiej.

Praca projektowa i interdyscyplinarność

Zawodowo od zawsze jestem związana z zarządzaniem projektami. Taki sposób pracy bardzo mi odpowiada. Lubię tę strukturę i ramy, dzięki którym przedsięwzięcia o wysokim poziomie ryzyka (jakim są najczęściej projekty) mogą się w ogóle wydarzyć i dostarczyć zakładane rezultaty. W ciągu tych wszystkich lat miałam okazję prowadzić lub wspierać kilkanaście wielkich przedsięwzięć. Dzięki tym doświadczeniom naprawdę głęboko poczułam mechanikę działania zespołów projektowych i teraz mogę spojrzeć na nią z poziomu wyższego, niż opisuje to podręcznik czy metodologia działań. Fajne jest też to, że odkryłam dzięki temu moją interdyscyplinarność – którą rozumiem jako wykorzystanie wiedzy zdobytej w jednej dziedzinie do przedsięwzięć z innej dziedziny. Umiem łączyć kropki i doświadczenia, rozmawiać z osobami z różnych branż. To bezcenne umiejętności, które może rozwijać każdy członek zespołów projektowych.

Praca w środowisku międzykulturowym lub międzynarodowym

Nie w każdym miejscu pracy masz dostęp do międzynarodowych oddziałów firmy, czy osób ze spółek z grupy kapitałowej. Dzięki internetowi nasz świat staje się globalną wioską i można pracować w zespołach wirtualnych łączących ludzi z całego globu. Ale uważam, że to nie to samo. Realizując projekt Kreatorka, po godzinach, budowałam wielki zespół wirtualny. W czasie jego największego rozkwitu pracowałyśmy z kilkunastu zakątków kraju i Europy. To było genialne. Ale nie miałyśmy budżetów i zasobów na miarę wielkich koncernów, aby np. spotykać się na żywo i spędzać ze sobą tyle czasu ile potrzebowałyśmy dla dobra projektu.

PM TIPS: jeśli pracujesz na etacie to pomyśl dzisiaj o jednej rzeczy, której nie miałabyś pracując gdzieś indziej i wykorzystaj ją do swoich osobistych planów. Myśl szeroko. To, co robisz i czego uczysz się każdego dnia w pracy – może po wyjściu z niej stać się Twoim wyróżnikiem, rynkową przewagą, albo po prostu mocną stroną, którą możesz z łatwością używać w innych kontekstach. W moim przypadku była to właśnie umiejętność zarządzania realizowania zamierzeń w życiu osobistym i wspieram w tym moje klientki.

W kolejnym artykule opiszę moje lekcje z kilkuletniej przygody przedsiębiorcy i freelancera. A tymczasem…

Znasz pracę w korpo z doświadczenia? Co byś z niej wzięła, gdybyś mogła zacząć raz jeszcze, ale wiedząc to, co wiesz dzisiaj?

#MyFirst7Jobs

#MyFirst7Jobs

Na blogach w ostatnich tygodniach zagęściło się od wpisów z serii #MyFirst7Jobs. Czytanie opowieści moich ulubionych blogerek o tym, jakie miały zakręty i niespodziewane zwroty akcji w swoich życiorysach totalnie mnie wciągnęło. Podejmuję wyzwanie i ja. Opowiem Ci dzisiaj o moich pierwszych 7 pracach.

#1 / korepetycje z matmy

W liceum byłam w klasie matematyczno-przyrodniczej = połączenie mat-fiz i biol-chem, czyli 4 przedmioty kierunkowe. Moja dzisiejsza ciekawość świata i zachwyt tym, czego jeszcze nie rozumiem – na moje nieszczęście, nie objawiły się w czasach licealnych. Wtedy wszystko poza matematyką było dla mnie katorgą. Nie byłam orłem w większości kierunkowych tematów. Poza matmą. No więc od czasów szkoły średniej udzielałam korepetycji. Zdarzało się, że także rocznikom starszym ode mnie. Dzięki moim korkom co najmniej kilku orłów zdało maturę. Zarabiałam wtedy na wyjazdy na wakacje i książki. Od zawsze miałam na ich punkcie fioła.

Nauczyłam się tutaj: że im szybciej skupię się na tym, w czym jestem dobra i będę to rozwijać (zamiast na siłę uzupełniać swoje luki i zmuszać się do czegoś, czego nie czuję) – tym szybciej osiągnę stan spokoju i spełnienia.

#2 / pomarańczowy staż i pierwszy awans

Na trzecim roku studiów trafiłam na staż do Orange (wtedy jeszcze Idea). Założenie było takie, że robię tam wakacyjne praktyki, a zostałam na 6 lat. Od asystentki Project Managerów, przez Specjalistkę aż do wymarzonego stanowiska Project Managerki… Wspaniałe lata, kiedy uczyłam się siebie i odkrywałam swoje możliwości i niemożliwości. Korporacja stała się moim placem manewrowym. Wspominam mój zespół, projekty i całą firmę z tych czasów totalnie nostalgicznie.

Nauczyłam się tutaj: że można poznać miłość swojego życia w pracy.

#3 / wyzwanie za miliony

W telekomach dużo się wtedy działo. Zapragnęłam sprawdzić, jak wygląda konkurencja. Moja 4-letnia przygoda w Plusie rozpoczęła się od wyzwania życia, czyli projektu modernizacji całej sieci sprzedaży. Od pierwszego dnia stałam się członkiem zespołu projektującego przyszłość. Naprawdę. Współpracowaliśmy z najlepszymi specjalistami w branży – projektanci, designerzy, inżynierowie, producenci mebli i logistycy. Szkoła życia. Budżet – kilkadziesiąt milionów. Działo się.

Nauczyłam się tutaj: że najlepsza szkoła zarządzania projektami to dostać projekt, który mnie przerasta.

#4 / girl power 

Ostatnie 1,5 roku w Plusie to była szkoła przywództwa i zarządzania zmianą. Zespół, za który odpowiadałam to była ekipa Girl Power – 6 genialnych i pięknych blondynek. Jedyny taki zespół w całym telekomie. Aż mam ciary, jak o nas myślę. Zarządzałyśmy tonami papieru (na pierwszy rzut oka), a w rzeczywistości pozwalałyśmy całej sieci sprzedaży funkcjonować (zapewniając jej właściwe podstawy prawne i rozliczeniowe). Tutaj poznałam rynek nieruchomości od strony najemcy, pośrednika i właściciela, ale najbardziej potęgę siły kobiet w zespole.

Nauczyłam się tutaj: że kobiety mają ogromną moc, ale często potrzebujemy kogoś kto dmuchnie w nasze żagle, abyśmy ruszyły z miejsca.

#5 / energetyczne innowacje

Z telekomu przeszłam do energetyki, gdzie jestem od 3 lat. I kolejny raz w roli Project Managerki zmagam się z korporacyjnymi absurdami. A jest ich tutaj spore zagęszczenie na metr kwadratowy. Ale podobnie, jak w dotychczasowych korporacjach – udało mi się stworzyć dla siebie mały ogródek, w którym mogę wykorzystywać moje naturalne kompetencje – wymyślanie, kreowanie, organizowanie, szkolenie, projektowanie. Jestem w samym centrum innowacyjności w naszej grupie kapitałowej i przez większość czasu czuję się jak ryba w wodzie.

Nauczyłam się tutaj: że wszędzie można stworzyć sobie miejsce do rozwoju, jeśli tylko się ma na siebie pomysł.

#6 / praca marzeń – redaktor naczelna 

Prawie dwa lata temu powołałam do życia projekt Kreatorka Jutra, a chwilę później zbudowałam redakcję wyjątkowego kobiecego magazynu Kreatorka Uskrzydla. To była największa przygoda mojego życia, jak dotąd. I pomyśleć, że to wszystko odbywało się “po godzinach”! Przez ponad rok dumnie pełniłam funkcję Redaktor Naczelnej, a także Redaktorki działu Kreatornia, na łamach którego pisałam o najciekawszych inicjatywach naszej kilkutysięcznej społeczności kobiet – Kreatorek. Redaktor Naczelna to moja praca marzeń. O żadnym innym zawodzie nie marzyłam nigdy tak mocno jak o tym. Ale też nigdy nie zaczęłam szukać na poważnie pracy w żadnym magazynie, czy redakcji. Wykorzystałam więc w 100% rozwojową przestrzeń, którą sama stworzyłam dla Kreatorek i uruchomiłam eksperymentalnie nasz magazyn. Dzięki Magdzie, Eli, Karoli i pozostałym dziewczynom z redakcyjnego zespołu – stworzyłyśmy markę, która na zawsze wbiła się w serca naszych Czytelniczek. A co najważniejsze – nasz zespół pracował całkowicie on-line, bo w całej naszej rocznej pracy – miałyśmy tylko jedno spotkanie na żywo. Czyli można.

Nauczyłam się tutaj: że zamiast szukać pracy marzeń w redakcjach magazynów czy wydawnictw – mogę ją sobie stworzyć sama.

#7 / przedsiębiorcze życie pozaetatowe

Jedna praca na raz to dla mnie zdecydowanie za mało. Dlatego mam też swoje życie pozaetatowe. Po wydaniu dwóch książek zapragnęłam nauczyć się tego, jak przekazać moją wiedzę innym. Ukończyłam więc roczną szkołę trenerską i… od kilku lat jestem trenerką biznesu. W praktyce oznacza to, że wymyślam programy rozwojowe i warsztaty, a potem realizuję je na żywo i on-line. To świetny sposób na poznawanie ciekawych ludzi, bycie częścią ważnych wydarzeń, a także budowania czegoś swojego, gdzie nie ma innego szefa, niż ja sama. Taka praca uczy wytrwałości, pokory i wyobraźni. A rozwój technologii pomaga mi w szerzeniu moich pomysłów i wiedzy praktycznej bardzo szeroko. Dzięki internetowi w moich kursach on-line, webinarach i wyzwaniach wzięło do tej pory udział kilka tysięcy kobiet. A czuję, że dopiero się rozkręcam.

Nauczyłam się tutaj: że albo robię biznes, albo się bawię w biznes.

Gdziekolwiek nie jestem – zawsze staram się zbierać dla siebie życiowe lekcje do wielokrotnego wykorzystania w przyszłości. Napisanie tego tekstu było dla mnie jak cudowna podróż w czasie i tak sobie myślę, że chcę móc wrócić tutaj za kolejne 10 lat i dopisać następny rozdział tej przygody, której scenariusz piszę dzisiaj.

Jak Ci się podoba? Czy Ty też masz ciekawe zakręty zawodowe na koncie? Podzielisz się?