inspiratorzy: Ola Budzyńska

inspiratorzy: Ola Budzyńska

Czy myślałaś kiedyś o tym, że chętnie byś rozciągnęła swoją dobę do 48 godzin? Że nie wyrabiasz na zakrętach? Że chciałabyś wygrać zamiast miliona złotych – kilka dni tylko dla siebie? Jeśli tak, to zaraz dowiesz się co z tymi marzeniami zrobić. Mój dzisiejszy gość – Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu opowie o swoich sposobach na panowanie nad czasem. Olę poznałam dzięki jej blogowi Pani Swojego Czasu, na łamach którego dzieli się swoimi praktycznymi wskazówkami dot. kobiecego zarządzania czasu. Z ogromną radością zapraszam Cię do przeczytania zapisu naszej rozmowy. Oto Moja Inspiratorka…

Katarzyna Żbikowska: Ola, jak zostałaś Panią Swojego Czasu?

Ola Budzyńska: W pewnym sensie zawsze byłam Panią Swojego Czasu tylko nie miałam odwagi się do tego przyznać i powiedzieć tego głośno. Od zawsze byłam znana ze świetnej organizacji, punktualności i rzetelności, ale nigdy nie traktowałam tego jako specjalnych kompetencji. Myślałam, że tak po prostu mam i już.

Jednak kiedy w lipcu 2014 roku u mojego syna zdiagnozowano cukrzycę typu 1 zobaczyłam, że moje zarządzanie czasem jest w zasadzie doprowadzone do perfekcji, co jednak wcale nie oznacza, że jestem perfekcjonistką.

Choroba mojego syna wymaga zdyscyplinowania i planowania do przodu – na dzień, tydzień, miesiąc, a nawet kwartał do przodu. I ten plan obejmuje nie tylko mnie, ale także mojego męża i całą naszą rodzinę.

Siedząc pewnego wieczora rozmyślałam po prostu o tym wszystkim i zwyczajnie przyszła mi do głowy taka myśl: „Kurczę, ja jestem Panią Swojego Czasu”. Jeżdżę po całej Polsce i powadzę szkolenia, mam swoją firmę Governess Lane, piszę bloga Mama Cukiereczka o naszym życiu z cukrzycą, no i mam męża i dwóch synów. I nie jestem zgorzkniałą, zapracowaną i zmęczoną życiem Kobietą. Daję radę i jestem z tego dumna.

A jednocześnie rozmyślałam o tym, w jaki sposób ja faktycznie tym czasem zarządzam. Bo przecież od prawie 10 lat prowadzę szkolenia z zarządzania czasem, więc wszystkie metody i techniki z tym związane mam w małym palcu, a jednak w tych szkoleniach zawsze mi czegoś brakowało i teraz wiem czego.

Otóż kobiece zarządzanie czasem, to w najmniejszym stopniu reguły, metody i techniki, a w największym nasze przekonania i postawy, pewność siebie, asertywność. To co o sobie myślimy, to na co sobie pozwalamy i to w jakich rolach funkcjonujemy ma niesamowity wpływ na to w jaki sposób zarządzamy swoim czasem.

I o tym właśnie uczę i piszę jako Pani Swojego Czasu. Oczywiście o technikach też, ale one są raczej wisienką na torcie, a nie jego podstawą.

Pani Swojego Czasu_logoProwadzisz bloga Pani Swojego Czasu od kilku miesięcy i zgromadziłaś wokół siebie tysiące Kobiet. Myślę, że można się od Ciebie uczyć budowania społeczności… Jak myślisz, co sprawiło, że Twój przekaz i życiowa filozofia trafiają do tylu Kobiet? Czy aż tak bardzo potrzebujemy lepszego zarządzania czasem? Czy są inne powody?

Nie wiem czy wszystkie potrzebujemy lepszego zarządzania czasem, ale na pewno każda z nas chciałaby mieć więcej czasu. Nie spotkałam jeszcze Kobiety, która by powiedziała, że ma tego czasu dokładnie tyle ile jej trzeba. Zawsze chcemy go mieć więcej.

W moim odczuciu czas jest najważniejszym zasobem jakim mamy, bo zawsze go mamy tyle samo i bez względu na to, co robisz nie będziesz miała go więcej. Możesz mieć więcej pieniędzy, znajomych, popularności. Ale czasu masz zawsze tyle samo.

Więc od jego wykorzystania zależy komfort naszego życia.

A co do społeczności i mojego przekazu, który trafia do czytelniczek. No cóż, jesteś jedną z nich więc mogę Ciebie o to zapytać :)

A tak serio – Pani Swojego Czasu jest mną, a ja jestem Panią Swojego Czasu. Jestem bardzo pomocną osobą, uwielbiam pomagać innym ludziom na różne sposoby. Ale jednocześnie nie lubię się roztkliwiać i od gadania wolę działanie.

Na moim blogu, nie lukruję, nie owijam w bawełnę i walę prosto z mostu. Nikogo nie głaszczę po głowie i nie szepczę „będzie dobrze”. Wręcz przeciwnie – raczej jestem z tych, które krzyczą głośno, że będzie fatalnie, jak nie zbierzesz czterech liter i nie zaczniesz zmieniać swojego życia!

Piszę też szczerze jak moje zarządzanie czasem wygląda, bo ono jest bardzo specyficzne. Nie jestem Perfekcyjną Panią Domu i nie zamierzam nią być. Nie jestem Matką Polką stawiającą w pierwszej kolejności dzieci, potem męża, a dopiero na końcu siebie. Nie robię w swoim życiu mnóstwa rzeczy właśnie po to, by mieć więcej czasu dla siebie.

Kobiety mają wyrzuty sumienia, gdy odpoczywają, gdy mają czas dla siebie! A ja im te wyrzuty sumienia wyrzucam z głowy i pozwalam się cieszyć czasem wolnym.

Od lat testuję i wdrażam (z różnym skutkiem) techniki i usprawnienia dot. mojej organizacji czasu. I odkryłam ostatnio, że sztuka zarządzania czasem to w zasadzie sztuka eliminowania. Co o tym myślisz?

W 100% się zgadzam i cięgle o tym trąbię na prawo i lewo. Jeden z mitów zarządzania czasem jest taki, że trzeba zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. W związku z tym kobiety harują niesamowicie we wszystkich obszarach swojego życia i odhaczają ze swoich listy tysiące zadań, a wieczorem nie wiedzą już jak się nazywają i kładą się do łóżka zmęczone, by obudzić się rano i znów zacząć swoją harówkę.

A ja się pytam po co? Po co to robisz? Co jest najważniejszego w Twoim życiu? Zacznij robić ważne rzeczy, na nich się skup, a resztę zostaw. Oddaj komuś, zrób później. I nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia.

Ja jestem już w zasadzie znana z tego, że nie sprzątam. Nie lubię tego i uważam to za stratę czasu Oczywiście nie lubię żyć w brudzie, więc mam Panią Monikę, która robi to lepiej i szybciej ode mnie. Dostaję z tego powodu ciągłe słowa krytyki od bardziej perfekcyjnych czytelniczek, ale to nie robi na mnie wrażenia, bo to jest mój sposób na znalezienie więcej czasu na inne, ważne dla mnie sprawy.

Kto jest Twoim inspiratorem, a być może nawet autorytetem w zakresie zarządzania czasem? Czy są w Polsce osoby, z którymi chciałabyś pracować nad wspólnymi projektami o “czasie”?

Mam nadzieję, że nie zabrzmi to butnie, ale tak naprawdę nie mam autorytetów w temacie zarządzania czasem. Oczywiście od lat szkolę z tego tematu, więc w zasadzie znam całą klasykę literatury na ten temat i wszystkie nowe pozycje książkowe od razu znajdują się na mojej półce, ale to, co mi przeszkadza w autorytetach to fakt, że zawsze polecają jeden jedyny, super fajny (w ich mniemaniu oczywiście) system zarządzania czasem.

A ja jestem zwolenniczką elastyczności i różnorodności i nie uważam, że trzeba na siłę się zmieniać, by pasować do jednego modelu zarządzania czasem. Ciągle powtarzam moim, że jeśli działasz w jakiś sposób, który Ci pasuje i który powoduje, ze jesteś efektywna to nie ma żadnego powodu, żeby to zmieniać.

Dlatego tak naprawdę inspiracją są dla mnie wszystkie kobiety, które radzą sobie z czasem, bo przecież nie mają innego wyboru prawda? Inspiracją są dla mnie matki, żony i założycielki firm, które chcą od życia czegoś więcej, które się realizują i spełniają w realizacji swoich marzeń. W tym sensie z każdą przedsiębiorczą kobiet jestem w stanie pracować nad wspólnym projektem o czasie.

Czy masz jakieś ulubione narzędzia, które wspierają Cię w ogarnianiu chaosu Twoich wielu ról, które pełnisz każdego dnia? Jesteś Kobietą, Mamą (nie tylko Mamą Cukiereczka), przedsiębiorcą, trenerką, blogerką, autorką programów rozwojowych. Pewnie ról jest jeszcze więcej, ale o tych wiem na pewno :)

Hm fakt, że pełnię w swoim życiu wiele ról nie nazwałabym chaosem lecz dobrodziejstwem. Uwielbiam to, że w moim życiu dużo się dzieje. Inaczej zasnęłabym z nudów :)

Jeśli chodzi o narzędzia to na pewno w grę wchodzą wszystkie narzędzia do planowania zadań w czasie. Zarówno ja, jak i mój mąż mamy elastyczny czas pracy, co oznacza, że żadne z nas nie może założyć, że to drugie jest od 9 do 17 w pracy a potem w domu. Codziennie pracujemy inaczej, jesteśmy w różnych miejscach, rozjazdach spotkaniach itp. Precyzyjne planowanie naszego czasu pozwala uniknąć wpadek.

Robimy to na planerze miesięcznym, który stworzyłam specjalnie na potrzeby Pani Swojego Czasu, czyli tak naprawdę moje (można go dostać po zapisaniu się na mój newsletter).

Kalendarz online – zsynchronizowany z moim telefonem i komputerem męża – wszystkie aktywności są automatycznie widoczne dla każdego z nas więc nie mamy problemu z ustaleniem wspólnego planu.

OneNote – program do prowadzenia notatek. Jeśli chodzi o artykuły na blogu to moja głowa myśli ciągle – bez tego narzędzia nie byłoby kilku naprawdę świetnych artykułów, na które wpadłam w kolejce na poczcie, na spotkaniu, robiąc zakupy itp. Gdybym nie zapisała tego szybko w One Note to już byłoby po moim pomyśle.

Rescue Time – to mój ulubiony program do monitorowania mojej aktywności online, który powoduje, że trzymam się ryzach jeśli chodzi o niepotrzebne aktywności w sieci. Co tydzień przychodzi do mnie orzeźwiający prysznic mojej aktywności online w postaci raportu od Rescue Time.

Nie używam żadnych aplikacji ani programów do tworzenia listy zadań, choć znam je prawie wszystkie. Tutaj jednak jestem staromodna i robię to na papierze.

Generalnie choć znam wiele narzędzi do zarządzania czasem, to nie jestem jakąś ich wielką zwolenniczką, bo czasem wprowadzają więcej chaosu niż ułatwień. Dodatkowo powodują, że włączamy magiczne myślenie polegające na budowaniu w sobie przekonania, że narzędzia rozwiążą za nas problem samodyscypliny, motywacji i konsekwencji w działaniu.

Przeszkoliłaś już setki ludzi na swoich szkoleniach, spotkałaś pewnie jeszcze więcej w innych aspektach swojej działalności. Czy na podstawie swoich obserwacji i doświadczeń czujesz, że kobiety i mężczyźni inaczej zarządzają czasem? (jeśli tak, to powiedz w czym te różnice najbardziej widać).

Powiedziałabym nawet, że liczba przeszkolonych osób idzie już w tysiące :)

Oczywiście zauważyłam taką różnicę, między innymi dlatego Pani Swojego Czasu jest stworzona dla Kobiet i dedykowana Kobietom. Bo my o czasie myślimy ciągle.

Gdy na szkoleniach, w których uczestniczą i mężczyźni, i kobiety, pytam jak zarządzacie czasem w domu, w swoim życiu prywatnym, to kobiety głęboko i wręcz z bólem wzdychają, a mężczyźni ze zdziwienia unoszą brwi… bo nie mają zielonego pojęcia o co ja pytam.

Z moich obserwacji wynika (i choć jestem socjolożką, to zastrzegam, że to nie są dane statystyczne tylko moje subiektywne obserwacje), że mężczyźni zarządzają czasem w pracy – mają do tego narzędzia i techniki, i planują, działają, odhaczają. Wracając do domu – po prostu w nim są. Tam już nie ma przymusu, obowiązków, listy zadań itp.

Kobiety natomiast z tych ról nie wychodzą i wracając do domu wchodzą tak naprawdę w rundę drugą zabawy „ja kontra czas”.

Według mnie kobiety mają spory problem z tym, żeby po prostu być – w danej chwili i w danym momencie. Zawsze z tyłu głowy są jakieś sprawy do załatwienia i zadania do zrealizowana. Zawsze jakaś lista czeka w pogotowiu. Stąd takie problemy z wypoczywaniem bez wyrzutów sumienia. Moje klientki nie raz są bardzo zdziwione, gdy pierwszą radę z zarządzania czasem, jaką ode mnie słyszą na konsultacjach jest – porządnie się wyspać.

W jaki sposób powstał twój kurs 7 kroków do panowania nad czasem? Jak wyglądał u Ciebie proces “od pomysłu do realizacji”?

To był cudowny proces i do tej pory pękam z dumy, że ten plan udało mi się zrealizować w 100%.

Na początku była myśl i luźny pomysł. Zobaczyłam kurs z tworzenia domowego budżetu u Michała Szafrańskiego i pomyślałam, że też chciałabym stworzyć taki profesjonalny kurs – z nagraniami video, podcastami, ćwiczeniami i materiałami do ściągnięcia. Na osobnej platformie, gdzie wszystko działoby się automatycznie.

Byłam przekonana, że pomysł jest świetny, bo takiego kursu nie ma na polskim rynku (i miałam rację – kurs rozchodzi się jak świeże bułeczki) ale nie wiedziałam jak się fizycznie za to zabrać. O ile umiem sama zbudować sobie stronę internetową, to jednak kurs połączony z listą do newslettera, systemem do płatności i wystawiania faktur, hasłami dostępu itp. to zupełnie inna bajka.

Nie lubię wyważać otwartych drzwi i korzystam z rozwiązań, na które już ktoś wpadł. Dzięki temu moja platforma została zbudowana przez tego samego eksperta, który tworzył kurs dla Michała Szafrańskiego a ja miałam pewność, że wszystko będzie działało doskonale.

W międzyczasie tworzyłam wsad merytoryczny i dużym problemem było dla mnie rezygnowanie z ogromnej ilości materiałów, bo chciałam pokazać absolutnie wszystko. Ale grupa testowa, która na bieżąco testowała to, co umieszczam na kursie, ciągle mówiła „mniej” i chyba słusznie, bo mam teraz uwagi od uczestniczek, że kurs jest mocno wypełniony merytoryką.

Nagrywałam też filmy video i okazało się, że uwielbiam kamerę. W życiu bym nie pomyślała, że tak przyjemnie będzie mi się mówić do kamery! Zamierzam to wykorzystać w dalszej działalności Pani Swojego Czasu więc w 2015 roku będzie można mnie też oglądać, a nie tylko czytać.

Na zakończenie chciałabym Cię prosić o wskazówkę dla Kobiet, które cierpią na “brak czasu”. Od czego zacząć zmiany ku lepszemu?

Po pierwsze pomyśl, że nie jesteś sama, bo prawie każda kobieta na to cierpi. Od razu będzie Ci raźniej :)

Po drugie, jeśli naprawdę chcesz coś zmienić, to z ręką na sercu zanalizuj to, w jaki sposób wykorzystujesz czas w tym momencie. Kobiety na moim kursie to robią i są zachwycone efektami, jakie widzą. Czarno na białym widać gdzie trzeba wdrożyć zmiany.

Po trzecie zastanów się PO CO jest Ci potrzebna większa ilość czasu. Nie ma sensu zabijać się o więcej czasu, jeśli nie wiesz na co ten czas chcesz wykorzystać.

Po czwarte zdecyduj co jest dla Ciebie ważne i codziennie się pytaj czy to, co teraz robisz przybliża Cię do tego ważnego.

Po piąte naucz się być asertywną – marnujemy ogromną ilość czasu, bo nie umiemy odmawiać i nie dajemy sobie prawa do działania po swojemu.

Po szóste – nie wierz w cuda i nie szukaj cudownej metody na zmotywowanie się. Nikt jeszcze nie wymyślił 5 kroków na powstanie z krzesła i rozpoczęcie roboty. Po prostu trzeba wstać i robić :)

Po siódme – dopiero teraz zacznij się rozglądać za narzędziami, które Ci pomogą w organizacji czasu.

Ola, dziękuję za rozmowę.

Ola Budzyńska – Pani Swojego Czasu. Od 8 lat uczy innych jak zarządzać swoim czasem, a jej misją jest sprawienie, by Kobiety uwierzyły w to, że potrafią robić to doskonale. Wierzy, że każda Kobieta potrafi wziąć czas w swoje ręce i zarządzać nim po swojemu – na Kobiecy sposób.

Olę znajdziesz tutaj: 

Pani Swojego Czasustrona www, fanpage, grupa “Panie Swojego Czasu” oraz

Mama Cukiereczka strona www, fanpage.

inspiratorzy: Justyna Kwiatkowska

inspiratorzy: Justyna Kwiatkowska

Mam wielki zaszczyt gościć na moim blogu Justynę Kwiatkowską – moją serdeczną przyjaciółkę, biznesową partnerkę i mentorkę zarazem. Poznałyśmy się rok temu, a mam wrażenie, jakby była w moim życiu od zawsze. Udało mi się ją namówić do udzielenia wywiadu, którego pełny zapis znajdziesz poniżej. Oto Moja Inspiratorka…

Katarzyna Żbikowska: Justyna, czy można wystartować i zarabiać?

Justyna KwiatkowskaOczywiście, że można wystartować i zarabiać, tylko trzeba wykonać szereg różnych prac i skorzystać z dostępnych narzędzi. Obserwując dzisiejszy wysyp mikrofirm i patrząc na smutne statystyki – nie wszyscy zarabiają. Z mojego doświadczenia z klientami widzę, że niektórym wystarczy już sam pomysł by wystartować lub ich pasja, bez której oczywiście jest trudniej, ale sam dobry pomysł i pasja nie są wystarczającym katalizatorem zarabiania. Inni piszą biznes plan, analizują, wyceniają i chociaż na papierze wszystko dobrze wygląda, to w rzeczywistości to już tak pięknie nie wygląda.

Oczywiście, jeśli mamy dobrą strategię marketingową i duży budżet na to przygotowany, może się powieść, jednak wielu właścicieli mikrofirm takim budżetem nie dysponuje. Budżet wystarcza im na stworzenie strony internetowej, wizytówek i ulotek a gdzie reszta?

Można zarabiać bez wielkiego budżetu marketingowego, startując. Na początek trzeba bardzo dobrze doprecyzować swojego klienta. Kim jest mój klient? to zasadnicze pytanie by znaleźć własną niszę. Praca nad tym kim jest mój klient, jest często procesem. Nie wystarczy tu ogólna odpowiedź, na przykład: “kobiety, które…”, albo “ludzie, którzy…”, albo “rodziny z dziećmi, którzy chcą spędzić aktywnie wolny czas”. To bardzo słabo doprecyzowany segment klienta. Żeby zrobić to dobrze, trzeba wejść w buty” tego klienta i sprawdzić jaką ona ma perspektywę, jakie ma doświadczenia, kto go otacza, w jakim środowisku przebywa, skąd czerpie informacje, ile ma lat, co myśli i czuje, a co robi. Zasada jest tu prosta, jeśli kierujemy swój produkt lub usługę do wszystkich, to tak naprawdę do nikogo on nie trafia. Smutne, ale prawdziwe.

Kolejna kwestia do przemyślenia i opracowania to odpowiedź na pytanie – jaki problem rozwiązujesz swojemu klientowi. Nie wiem czy wiesz, ale ludzie są nam w stanie zapłacić, kiedy zdejmujemy z nich problem, kiedy załatwiamy coś za nich, kiedy zaspakajamy ich potrzebę. To fundament by dobrze opracować wspomniane “Kto? Co?”.

I w tym miejscu często jest pierwszy opór. Nie wiem, Kasia, czy wiesz jak ludziom ciężko podjąć decyzję i wybrać własną niszę. Właściciele projektów, pasjonaci często uważają, że ich usługi i produkty są dla każdego. Może i są, ale budując biznes w ten sposób bez budżetu marketingowego, nie będą zarabiać. Boją się często wybrać specyficzną nisze i segment klienta, bo mają mylne wrażenie, że inni klienci im uciekną, a w związku z tym i pieniądze. Tu pojawia się paradoks: nie zarabiają jeszcze, ale już się boją, że pieniądze im uciekną. Tylko które? Podjęcie tej decyzji jest strategicznym punktem wyjściowym każdego biznesu, który chce zarabiać. Oczywiście ci, którzy chcą być hobbystami, czy amatorami danej dziedziny, nie muszą tego robić ;-)

Dlaczego zdecydowałaś się na projektowanie rozwiązań rozwojowych i biznesowych do kobiet?

inspiratorzy_Just_03Prowadzę dwa projekty, jeden jest dedykowany kobietom, którym brakuje siły przebicia w życiu zawodowym i osobistym. Projekt ten realizuję pod nazwą Pracownia Sukcesu (www.PracowniaSukcesu.com). To był mój pierwszy projekt, kiedy podjęłam decyzję o swojej firmie. Kobiety są mi bliskie, bo sama nią jestem. Widziałam, z jakimi problemami się borykają, bo sama je kiedyś miałam. To nie oznacza, że teraz nie mam problemów, zawsze je będę miała ;) Tutaj, w Pracowni, skupiamy się na poczuciu własnej wartości, niezależności, pewności siebie i skuteczności życiowej. To biskie mi tematy i problemy moich klientów.

inspiratorzy_Just_04Jednak moje projekty rosną razem ze mną. W pewnym momencie, w Pracowni, okazało się, że większość moich klientek indywidualnych to kobiety, które prowadzą swoje mikrofirmy lub małe firmy. Pomagałam im w tym, by mogły więcej w nich zarabiać oraz w tym, by miały więcej czasu dla siebie. Wszystkie klientki łączyło jedno miały pasję :-) i na tej pasji budowały swoje biznesy. Żadna z nich nigdy nie powiedziała, że nie lubi swojej pracy. Po moich doświadczeniach z tymi klientkami postanowiłam powołać do życia projekt skierowany dla mikrofirm, które chcą zarabiać na swoich biznesach. Właściciele tych firm albo dopiero startują, albo już wystartowali, ale niestety nie wiąże się to z ich wzrostem dochodów. Tak powstał projekt Startuj i Zarabiaj od zera do prosperującej firmy (www.StartujiZarabiaj.pl). Startuj i Zarabiaj nie jest skierowany tylko do właścicieli mikrofirm, które są kobietami, ale dzieje się tak, ze na warsztaty i na cały program zapisują się głównie kobiety. Natomiast mężczyźni, którzy korzystają z moich usług, pracują ze mną głównie indywidualnie.

Pracownia Sukcesu i Startuj i Zarabiaj to dwa odrębne projekty, które w pewnym stopniu zazębiają się ze sobą. Gdyby nie było Pracowni – w efekcie nie byłoby Startuj i Zarabiaj, a ja uwielbiam pomagać innym. W sprawach biznesowych i rozwojowych czuję się jak ryba w wodzie.

Zrealizowałaś już sporo projektów biznesowych. Dlatego chciałabym dowiedzieć się, jaką drogę przebyłaś od swojego startu do własnej, dobrze prosperującej firmy?

Moja droga była dłuuuga i kręta :-) Na samą myśl, pojawiają mi się różne obrazy i sama się sobie dziwię, że udało się, że dokonałam tego, co robię w tej chwili. Nie wiem jak Ty, ale ja byłam (już nie jestem, tak myślę) Zosią Samosią. Rad innych nie słuchałam, zawsze chciałam wymyśleć swoje własne koło” :-) To była dobra lekcja jaką sobie sprawiłam.

Przez pierwszy rok działalności nie zarabiałam nawet na ZUS. Płaciłam od początku normalną stawkę, ale nawet nie byłam w stanie zarobić każdego miesiąca 1000 złotych. Sama nie wiem, jak przetrwałam.

Początek drugiego roku był kluczowy. Zatrzymałam się na chwilę i zaczęłam zmieniać. Zabrałam się do tego „z głową”: określiłam klienta, zmieniłam strategię, przemyślałam komunikację i zaczęłam budować relacje z klientami. Stworzyłam własną koncepcję, którą nazywam “sprzedaż empatyczna”. Sama nie lubię wciskania i natarczywości. I tak, krok po kroku zaczęłam zdobywać klientów, którzy płacili za moje usługi.

Większość błędów, które popełniłam opisałam na blogu. I wiesz – ten cykl wpisów również zakończył się podpisaniem kilku kontraktów :-) Ten pierwszy rok był mega ciężki, ale miałam bardzo dużo satysfakcji ze swojej pracy. Podejmowanie kolejnych wyzwań, pierwsze wystąpienia publiczne. Dzięki temu wszystkiemu budowałam swoją siłę biznesową, która teraz rozkwita :-) 

inspiratorzy_Just_02Pamiętam ten cykl Twoich artykułów o błędach młodych przedsiębiorców. Artykuły były naprawdę świetne! Pozbawiłaś mnie dzięki nim wielu złudzeń co do prowadzenia własnej firmy i jestem Ci za to bardzo wdzięczna. Dzielenie się swoimi doświadczeniami i przekładanie ich na praktyczne wskazówki dla klientów to był zawsze Twój znak rozpoznawczy. Jeśli miałabyś wybrać jeden z takich błędów, które popełniłaś, a przed którym chciałabyś wyjątkowo przestrzec kobiety przedsiębiorcze, to co by to było?

Cieszę się, że pamiętasz ten mój cykl :-) Z mojej perspektywy ten cykl był kluczowy dla mnie. A jeśli miałabym wybrać ten jeden błąd, hmm, wiem: “nie rozpoczynaj własnego biznesu jeśli nie masz odłożonych pieniędzy”. Budowanie prosperującego biznesu to proces, który wymaga czasu i nawet jeśli będziesz zarabiać na początku, te kwoty mogą nie być wystarczające na pokrycie kosztów firmy i życia. Nic tak bardzo nie dołuje, jak perspektywa braku pieniędzy. Ja popełniłam ten błąd, bo wybrałam wolność osobistą nie chciałam wracać na etat bo miałam 2 małych dzieci. Rzuciłam się na głęboką wodę bez zbudowania, odpowiednio wcześniej, poduszki finansowej. Bolało.

Co byś powiedziała sobie z przeszłości, gdybyś mogła skorzystać z wehikułu czasu i wpłynąć w ten sposób na swoją przyszłość?

Co bym powiedziała? Nigdy się nie poddawaj i bądź konsekwentna. Czerp z wiedzy innych, słuchaj siebie i testuj. Spełniaj swoje marzenia i te biznesowe i osobiste, no i czasem zaszalej :-)

Gdybyś miała wybrać 3 słowa, które najlepiej określają Twój sposób pracy z klientkami, to byłyby to…

Ciekawość, prowokacja, sukces :-) 

Jakie aspekty Twojej działalności biznesowej lubisz najbardziej? Coaching, projektowanie i prowadzenie warsztatów, rozwijanie własnej firmy, a może coś jeszcze innego?

Co ja lubię najbardziej? Równowagę pomiędzy tym, co robię. Staram się i czasem mi nie wychodzi takie planowanie swojego czasu, aby i spotykać się z klientami na coachingu i prowadzić szkolenia i projektować programy i rozwijać firmę. Nie mogłabym tylko prowadzić szkoleń. Prędzej, czy później wpadłabym w rutynę.

W każdym tygodniu mam przewidziany cały jeden dzień na pracę koncepcyjną. Jeśli mam sporo innych zajęć i nie mam tego jednego dnia – cierpię po nocach :-)

Przede wszystkim lubię dawać wartość i patrzeć na efekty wspólnej pracy. W pewnym momencie, kiedy dobrze idzie w firmie – zaczyna być trochę inaczej. Chcę już oddać komuś innemu pewne obszary działalności, bo widzę, że robi się coraz bardziej intensywnie. Moja praca jest dla mnie ważna, ale ogromnie ważne są także moje dzieci i rodzina. Takie maluchy mają dużo energii i ja także chcę mieć tę energię również dla nich.

Gdzie widzisz siebie i swoją rodzinę za 5 lat? Czy budowanie własnej firmy pomoże Ci zrealizować te cele?

Za 5 lat będziemy rodziną podróżującą. Będziemy kilka miesięcy w roku żyć w innym kraju i na kilka miesięcy wracać do Polski. Uwielbiam możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Z klientami mogę pracować ON LINE i już to robię. Chcę, by moje dzieci poznały świat z różnych perspektyw. Ja także chcę te perspektywy poznać i doświadczyć. Moja dusza podróżnika i odkrywcy przejęła dowodzenie, jeśli można tak to nazwać. Pytasz, czy budowanie własnej firmy pomoże mi zrealizować ten cel. Jasne, że tak. Będąc na etacie nie mogłabym chyba tak żyć, a może to tylko moje przekonanie? Powiem Ci, Kasia, że odkąd wiem jak chcę żyć podróżująca rodzina mam więcej determinacji i energii do tego, by rozwijać swój biznes. To moje życie osobiste determinuje życie zawodowe, a nie na odwrót.

Justyna, dziękuję Ci za rozmowę. Jak zawsze, spotkanie z Tobą kończy się u mnie burzą różnych myśli i nowymi spojrzeniami na znane mi tematy. W końcu jesteś moją Inspiratorką. Do zobaczenia przy kolejnej kawie.

Ja także bardzo dziękuję.

inspiratorzy_Just_01Justyna Kwiatkowska – przedsiębiorca, coach skuteczności, trener biznesu. Rozwija z rozmachem dwa projekty: Pracownia Sukcesudedykowany kobietom, którym brakuje siły przebicia w życiu zawodowym i osobistym, a także Startuj i Zarabiaj – od zera do prosperującej firmy, kierowany do przedsiębiorców chcących zarabiać na własnej firmie.

Jej misją jest wspieranie innych w dążeniu do budowania harmonii życiowej i zawodowej. Wyznaje prostą zasadę “nic nie muszę – wszystko mogę” i do tego samego namawia swoich klientów.

W wolnych chwilach tworzy koncepcje nowych projektów biznesowych, konsultuje, doradza, pisze artykuły do magazynów branżowych i na swojego bloga.

Prywatnie, jest żoną i mamą dwójki fantastycznych chłopaków. To oni byli katalizatorem największych zmian w jej życiu.

Justynę znajdziesz tutaj: 

inspiratorzy: Magda Bębenek

inspiratorzy: Magda Bębenek

Z niesamowitą radością prezentuję Wam wspaniałą Polkę, która potrafi! Mam na myśli Magdę Bębenek, którą poznałam dzięki jej ostatniemu projektowi. Magda jest podróżniczką, blogerką, tancerką, ale dla mnie – przede wszystkim ogromnym wulkanem energii i odwagi. Takiej wewnętrznej siły, która nie pozwala jej wątpić we własne decyzje i daje moc zmieniania świata na lepsze. Przed Wami – Magda Bębenek – mój Inspirator.

Katarzyna Żbikowska: Magda, czy Polka potrafi?

Magda Bębenek: Każdy potrafi. Polka, Francuz, Wietnamka – spełnianie marzeń i osiąganie szczęścia w życiu nie znają płci ani narodowości. Oczywiście, w niektórych częściach świata jesteśmy na bardziej uprzywilejowanej pozycji niż w innych, ale posiadanie prawdziwej wizji tego, co chcemy osiągnąć połączone z objęciem proaktywnej postawy czynią cuda w każdej szerokości geograficznej.

Jeśli chodzi o tytuł mojej książki „Polka potrafi. Zostań bohaterką własnego życia!”, to nie mam wątpliwości, że potrafimy: tworzyć cudowne relacje z innymi, osiągać spełnienie zawodowe, być szczęśliwymi i zakochanymi w życiu.

baner Polka potrafiDlaczego dziewczyna podróżująca od kilku lat po wszystkich kontynentach, kochająca taniec i prowadząca kilka blogów podróżniczych i rozwojowych, postanowiła napisać książkę o kobietach?

Dlatego, że dzieląc się tym, jak żyje i co robi zauważyła, że ma pozytywny wpływ na swoje otoczenie a także na tych, którzy śledzą jej poczynania za sprawą bloga Magu Bee at World’s End Living the dream, a także facebooka. Zaczęła czytać coraz więcej wiadomości od ludzi, którzy pisali jej: „Jesteś moją inspiracją.”, „Dziękuję, że jesteś, że piszesz i że nie boisz się spełniać swoich marzeń.”, „Dajesz mi nadzieję.”

Samotne podróże po świecie wywróciły jej światopogląd do góry nogami. Pomogły uwierzyć w dobroć ludzką, zauważyć nieznane dotąd sposoby patrzenia na rzeczywistość, wyrobiły nowe wzorce zachowania, nauczyły ufać światu i sobie. Raz za razem w głowie „zaskakiwały” jej kolejne trybiki, stawała się coraz szczęśliwsza i bezkompromisowa jeśli chodzi o budowę stylu życia, jakiego pragnęła.

Jednocześnie, sama na swojej drodze spotykała ludzi, którzy postanowili żyć marzeniami i nieustannie pokazywali jej, że można. Ich historie były niewyczerpanym źródłem inspiracji i namacalnym dowodem na to, jak dużo zależy od nas i naszych wyborów. Wiele z tych osób wywodziło się z grona znajomych kobiet, które miała w swoim życiu: aktywnych, ambitnych, odważnych i piszących własne reguły gry. Pewnego dnia pomyślała sobie: O kurczę, ale fajnie by było zebrać podobne historie w jednym miejscu i przekazać światu!

Dwa i pół roku później w końcu pozbyła się ograniczających przekonań na temat tego, kim jest i co może w życiu osiągnąć, po czym rzuciła się na projekt samodzielnego wydania książki, którą chciała poderwać tysiące kobiet do walki o swoje szczęście. Walki, którą zarówno ona, jak i bohaterki książki toczą już od kilku lat. Za miesiąc książkę będzie można kupić m.in. na stronie Projektu Książka Polka Potrafi :-)

Jak myślisz, dlaczego kobiety potrzebują wsparcia innych kobiet i kopniaka motywacyjnego, aby zaczęły realizować swoje marzenia? Czy różnimy się w tym aspekcie od mężczyzn?

Po pierwsze, moja książka w żaden sposób nie stawia kobiet w opozycji do mężczyzn. Ani razu ja, ani moje bohaterki nie mówimy: Kobiety muszą się trzymać razem, bo to męski świat. Mówimy: Musimy się wspierać, żeby wszystkim żyło się lepiej – niezależnie od naszej płci i pochodzenia.

Poza tym myślę, że każdy potrzebuje w swoim życiu pozytywnych wzorców i źródeł inspiracji. Nie pustych frazesów i z pamięci klepanych regułek „pozytywnego myślenia”, a przykładów z życia wziętych, które czarno na białym pokazują, że kobiety z przeróżnych środowisk, z odmiennym wykształceniem i doświadczeniem życiowym, o różnorodnych zawodach i w różnym wieku, codziennie z sukcesem budują swoje szczęście. Bo szczęście nie jest punktem docelowym ani też czymś, co do nas nagle przyjdzie – to jest droga. Proces, którym to my możemy, i musimy, sterować.

Czym różnimy się od mężczyzn? Zasadniczo – niczym. Dokładnie tak jak oni mamy prawo i możliwości do tego, żeby się realizować, osiągać kolejne szczyty kariery zawodowej i spełniać marzenia. Jednak w praktyce bardzo wiele z nas odmawia sobie tych możliwości i „poświęca” się rodzinie lub poddaje się presji otoczenia, dużo częściej niż mężczyźni. 

Co wzięłaś dla siebie z projektu Polka potrafi?

Ciężko to opisać w kilku słowach, tym bardziej, że wydanie książki „Polka potrafi. Zostań bohaterką własnego życia!” jest dopiero początkiem całego projektu. Ale gdybym miała zdecydować się na jedną rzecz – pewność siebie.

Pięknem zbierania i obróbki tak inspirującego materiału do książki jest to, że bardzo często obcowałam ze słowami dziewczyn, które co i rusz przekonywały mnie, że doprawdy można osiągnąć to, czego się chce. Z każdej historii utknęło mi w głowie kilka zdań i teraz, w momentach zwątpienia lub kryzysu, przychodzą mi one z pomocą. Zresztą nawet we wstępie do książki napisałam bardzo szczerze, że zaczynając projekt nie przypuszczałam, że osobą, która się nim najbardziej zainspiruje będę ja sama.

Magda Bębenek 2W Polsce powstaje coraz więcej projektów, w których kobiety wspierają inne kobiety. Wśród tych, które znam osobiście są m.in Przedsiębiorcza Kobieta i Akademia Kobiet Sukcesu. Czy w innych krajach, w których mieszkałaś, także powstają podobne inicjatywy?

Z pewnością, choć szczerze powiem, że nigdy się nimi nie interesowałam. Mam jednak w moich kręgach kilka znajomych dziewczyn, które są coachami i które w swoich krajach pracują z kobietami lub obracają się w środowiskach wspierających płeć piękną. Wiem, że działają bardzo prężnie.
Nie dziwi mnie to – w końcu nikt nie zrozumie kobiety i jej problemów lepiej niż druga kobieta, która ma bardzo podobne doświadczenia.

Zresztą ja sama, zanim zaczęłam „Polkę”, nie miałam pojęcia o tym jak wiele mamy w kraju inicjatyw networkingu kobiecego czy promocji przedsiębiorczości i proaktywności kobiet. Projektów o wydźwięku podobnym do „Polki” jest mnóstwo, jednak są bardzo rozproszone i większość z nich ma dość ograniczony zasięg. Moim celem jest docierać do nich i promować je przy okazji mojej książki. Konkurencja konkurencją, ale przecież wszystkim nam chodzi o to, żeby razem zainspirować jak najszersze grono Polek. Dlatego nie mam problemu z odsyłaniem moich potencjalnych czytelniczek do innych trenerek, coachów i informowania o niezwiązanych ze mną inicjatywach prokobiecych.

Powiem więcej – z ogromną chęcią będę wchodzić we współpracę z innymi kobietami! Zresztą już zaczyna to mieć miejsce, ponieważ zgłaszają się do mnie osoby prowadzące cudowne, inspirujące projekty na terenie całego kraju. Wspólnie planujemy moje spotkania autorskie oraz robimy wstępny zarys warsztatów, które ruszą jesienią, po wrześniowej premierze mojej książki.

Co odkryłaś w sobie podróżując po świecie?

Temat rzeka… Dzięki podróżom, a dokładniej – sytuacjom, w których się znalazłam i ludziom, których spotkałam – odkryłam, i cały czas odkrywam, siebie. Może pozwól, że zacytuję fragment mojego przewodnika po tanim podróżowaniu pt. „Podbij świat na budżecie!”, a w którym odpowiadam na pytanie: Co dają podróże?

Ze swoich wypraw ludzie wracają zazwyczaj odmienieni: są bardziej niezależni, samoświadomi i odpowiedzialni; uczą się jak reagować w sytuacjach stresowych; przestają przejmować się, czy nawet zauważać, „codzienne problemy” i jednocześnie odkrywają w sobie nowe pokłady cierpliwości; uczą się większej empatii i lepszego zrozumienia innych; szybko i trzeźwo myślą, a także nastawieni są na szukanie rozwiązań. W dzisiejszym świecie podobna postawa zdaje się być jedyną gwarantującą sukces w życiu.”

To główne z cech, które odkryłam u siebie w trakcie dotychczasowych wyjazdów.

Jest w Tobie mnóstwo energii i pasji. Czy połączenie tych dwóch elementów wystarcza do tego, aby realizować się zawodowo i prywatnie?

Konieczne są, moim zdaniem, jeszcze dwa elementy – działanie i odpowiednia psychologia. Jeśli nie podejmujemy konkretnych kroków w celu realizacji naszych planów, nie pomoże nam żadna ilość pasji i energii. Podobnie, w którymś momencie procesu na pewno pojawią się cięższe chwile, momenty zwątpienia i odpływ entuzjazmu – jeśli nie będziemy na to przygotowane i nie będziemy wiedziały jak sobie radzić ze zmianami naszego nastroju, polegniemy.

Wierzę, że kiedy odnajdziemy już w sobie pasję, wyzwolimy energię do działania i podeprzemy je odpowiednim nastawieniem, nic nas nie zatrzyma.

W tym miejscu wymieniłabym jeszcze np. konieczność posiadania zaufania do siebie i innych, ale to można podciągnąć pod „odpowiednie nastawienie” :-)

Magda Bębenek 4

Skąd czerpiesz pomysły do kolejnych projektów?

Z obserwacji świata i innych ludzi. Niezależnie od tego, czy mówimy o projekcie napisania książki, czy organizacji kolejnego z moich wyjazdów, inspiracja jest połączeniem tego, co głęboko we mnie z reakcją na impulsy, które przychodzą z zewnątrz.

Z czytania książek, uczęszczania na warsztaty samorozwojowe, rozmów ze znajomymi coachami i spotkanymi na świecie podróżnikami, przeglądania blogów podróżniczych, zdjęć i artykułów zamieszczanych w Internecie.
Wszystko to się we mnie kotłuje i przerabia, a ja czekam na moment, w którym bardziej zabije mi serducho – w to idę.

Projektów, które mam w głowie, a nad którymi nie zaczęłam jeszcze pracować lub które są dopiero w powijakach, jest całe mnóstwo. Na brak pomysłów nie narzekam!

Godna pozazdroszczenia jest Twoja wyjątkowa pewność, że się uda, że czegokolwiek dotkniesz – zamienisz w złoto. Twoja konsekwencja i wytrwałość są na wagę złota. Czy te cechy i umiejętności są w Tobie od zawsze, czy dopiero jakieś konkretne wydarzenia rozwinęły je w Tobie? Jak można się tego nauczyć? :)

Nie, zdecydowanie nie było to dla mnie naturalne. Podobnego myślenia i zaufania w to, że się uda musiałam się nauczyć. I był to proces trwający kilka lat.

Przez całe życie miałam mnóstwo kompleksów. Cały czas uważałam, że z tego czy innego względu jestem niezadowalająca: za młoda, za stara, za brzydka, zbyt głośna, zbyt roztrzepana, za biedna, za głupia… Myślę, że każda z nas choć raz w życiu ma podobne myśli.

Kiedyś zastanawiałam się jak to jest z tą moją pewnością siebie (w kontekście podróży i rzucania się w świat bez przygotowania) i doszłam do wniosku, że wcale nie chodzi o to, że ja jestem mega pewna siebie. Ja mam mega zaufanie do świata i do innych ludzi. Jeszcze się na tym nie „przejechałam”, a wręcz uważam, że to główny klucz moich dotychczasowych sukcesów.

Jeśli chodzi o pewność, że uda mi się z „Polką”, wynika ona z głębokiego poczucia misji i wizji tego, co chcę osiągnąć. Tak długo zwlekałam z odpaleniem podobnego projektu, że teraz po prostu nie przyjmuję do wiadomości tego, że miałoby się nie udać.
Wiąże się to też z procesem przemiany wewnętrznej, który przeszłam w maju tego roku w Londynie, gdzie jako wolontariusz poleciałam na szkolenie Tonego Robbinsa, guru z dziedziny samorozwoju i człowieka, który wymyślił pojęcie life coaching. W najbliższych miesiącach będę prowadzić warsztaty oparte na moich doświadczeniach. Zamierzam wykorzystywać ćwiczenia, które odmieniły moje życie poprzez zmianę tego, jak sama siebie postrzegam. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę pomagać kobietom przejść podobny proces.

moja mapa myśli, którą zrobiłam po pierwszym spotkaniu z Magdą

moja mapa myśli, którą zrobiłam po pierwszym spotkaniu z Magdą

Dzięki projektowi Polka potrafi zostałaś dla wielu kobiet prawdziwą inspiratorką. Co byś poradziła tym wszystkim, które jeszcze nie wierzą w siebie i nie odkryły w sobie odwagi do realizacji swoich marzeń? Jaki jest pierwszy krok, żeby poczuć się spełnioną?

Nie wiem. Nie mam na to pytanie odpowiedzi, bo każdej z nas coś innego da spełnienie, więc potrzebny będzie i inny pierwszy krok.

Wiem jednak po sobie, oraz z doświadczeń wielu kobiet, z którymi rozmawiałam na potrzeby książki (a także tych poznanych w ciągu kilku lat moich podróży), że spełnienie przychodzi do nas wtedy, gdy my dochodzimy do tego, co i jak chcemy robić w życiu. Jasne, czasem łatwiej powiedzieć niż zrobić, ponieważ nie jesteśmy uczone słuchania swoich potrzeb i przeczuć, a podążania w z góry narzuconym kierunku (szkoła, studia, praca, dom, rodzina).

Ja nie mam nic przeciwko studiom, pracy ani zakładaniu rodziny – sama chcę przejść przez każdy z tych etapów. Jednak kluczowe jest, żebyśmy robiły to na własnych warunkach i we własnym tempie.

Do kobiet, które wiedzą już, co chcą robić, ale nie do końca wierzą, że się uda: znajdźcie środowisko, które w Was uwierzy i napędzi do działania. Poszukajcie lokalnych grup networkingowych, znajdźcie mentora lub mentorkę, od których mogłybyście czerpać wiedzę i doświadczenie, skontaktujcie się z osobami takimi jak ja, którym wiary w sukces starczy za setki osób J Szukajcie materiałów, które pomogą Wam dokopać się do Waszej pewności siebie (celowo mówię „dokopać”, ponieważ ona jest w każdej z nas! Może być jedynie chwilowo zagłuszona…), np. książek takich jak „Obudź w sobie olbrzyma” wspomnianego już Tonego Robbinsa.

Do kobiet, które jeszcze nie wiedzą, co chcą robić: próbujcie, działajcie, nie bójcie się zmieniać swoich planów i próbować od nowa, czegoś zupełnie innego. Nawet jeśli 10 razy zaczniecie pracę czy hobby, które Wam nie podpasują, nie będzie to zmarnowany czas. Zawsze się czegoś nauczycie a dodatkowo będziecie miały więcej informacji na temat tego, czego macie w życiu unikać, a czego szukać więcej.

Do wszystkich: nie bójcie się marzeń. Co więcej, miejcie ogromne marzenia, bo tylko te sprawią, że naprawdę rozwiniecie skrzydła.

Dopilnujcie jednak koniecznie, żeby na marzeniach się nie skończyło – bez działania, marzenia są nic nie warte. Co dokładnie mam na myśli możecie przeczytać w artykule, który opublikowałam kilka miesięcy temu na mojej platformie Bee The Adventure:

Spójrzcie na mnie: moim marzeniem było napisanie inspirującej książki dla kobiet i zbierałam się do tego ponad dwa lata. Początkowo miał to być jedynie ebook, a teraz okazuje się, że samodzielnie wydaję wersję drukowaną „Polki”, 3000 sztuk! Do tego szykuję trasę promocyjną książki w 12 miastach w Polsce i jestem już powoli zapraszana jako gość na wydarzenia w całym kraju, a nieznajome kobiety obdarzają mnie zaufaniem i opisują mi w mailach historie swojego życia. Dodatkowo, już teraz planuję wypuszczenie na rynek kolejnych produktów i organizację warsztatów samorozwojowych. A książki nawet nie ma jeszcze na rynku. Całą tę machinę wprawiłam w ruch pod koniec czerwca, kiedy zaczęłam pisać „Polkę”… Minęły niewiele ponad dwa miesiące! Pomyśl, gdzie będę za rok.

Pomyśl, gdzie Ty możesz być za rok.

Magda Bębenek

Magda, powiedz nam na zakończenie, jak można się z Tobą skontaktować i jak można zdobyć Twoją książkę „Polka potrafi. Zostań bohaterką własnego życia!”.

Skontaktować się ze mną można na FB, za sprawą mojego profilu podróżniczego Magu Bee lub projektowego Polka Potrafi.

Zachęcam też wszystkie czytelniczki do dołączenia na newsletter „Polki” – dwa razy w tygodniu wysyłam fragmenty wywiadów z bohaterkami książki oraz informacje okołoprojektowe (ostatnio udostępniłam np. spis treści).

Jeśli chodzi o bezpośredni kontakt – piszcie na magda@ksiazkapolkapotrafi.pl.

Ksążką dostępna będzie w przedsprzedaży już od 15 września na stronie projektowej www.ksiazkapolkapotrafi.pl– w ofercie promocyjnej tylko dla osób zapisanych na newsletter projektu.

Od 22 września dostępna będzie dla wszystkich, zarówno na mojej stronie internetowej, w e-sklepach wybranych partnerów, a także w trakcie spotkań autorskich w całym kraju.

Pamiętajcie, że każda z nas jest bohaterką własnego życia, a gdy pisana jest jego historia, to MY powinnyśmy trzymać długopis.

Dziękuję Ci za energetyczną rozmowę. Myślę, że niejednego czytelnika (bo wierzę, że nie tylko kobiety) zachęciła do odkurzenia swoich marzeń i wystartowania z ich realizacją.

Magda Bębenek 3Magda Bębenek – Absolwentka Japonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Podróżniczka, tancerka i dziennikarka, mieszkała i pracowała w Polsce, Belgii i Indiach. Jej pasją jest poznawanie świata, w czym pomaga znajomość czterech języków obcych. Odbyła podróże do ponad 30 krajów świata, prowadzi platformę BeeTheAdventure – Bądź przygodą. Jest autorką inspirującej książki dla kobiet pt. „Polka Potrafi. Zostań bohaterką własnego życia!”, a także przewodnika po tanim podróżowaniu pt. „Podbij świat na budżecie!” (premiera w 2014 roku). Obecnie przygotowuje cykl coachingu i warsztatów samorozwojowych dla kobiet.

inspiratorzy: Klaudia Tolman

inspiratorzy: Klaudia Tolman

Z ogromną radością przedstawiam Wam dzisiaj Klaudię Tolman – moją koleżankę i chodzącą zbiornicę kreatywnych pomysłów. Klaudia jest jedynym w kraju trenerem myślenia wizualnego, który zachęca do rysowania w celu znalezienia nowych pomysłów, rozwiązywania problemów, zabawy, uczenia się i zdobywania nowych doświadczeń.

ryśliciel

ryśliciel (rys. Klaudia Tolman)

Katarzyna Żbikowska: Klaudia, kto to jest ryśliciel?

Klaudia Tolman: Przede wszystkim to mój pomysł na to, jak skrócić hasło “trener myślenia wizualnego”. To ktoś, kto myśli wizualne, ale także przekłada myśli na rysunki. Jestem zatem rysującym myślicielem :-) Wszystko co wymyślę, stworzę w głowie, co sobie wyobrażę, jestem w stanie przekuć na rysunek. Jestem jak sądzę jedyną osobą, która używa tego określenia (głównie dlatego, że sama go wymyśliłam :P). A idąc tropem “czego nie ma w Google, nie istnieje” – ryśliciel jeszcze nie istnieje, dopiero rozpowszechniam tę ideę :-)

No właśnie, nie spotkałam jak dotąd nikogo, kto by tak siebie nazywał. Czym różnisz się od innych trenerów wykorzystujących w swojej pracy elementy wizualne?

Różnię się tym, że ja przede wszystkim nie tylko je wykorzystuję, ale także uczę tego innych! Uczę, zachęcam, pokazuję jak to robić. Istnieją na rynku trenerzy prowadzący twarde szkolenia (excelowe, finansowe, z programów komputerowych, itd.), którzy wzbogacają swoje szkolenia tyle, ile mogą. Ale są też i trenerzy umiejętności miękkich. I jedni, i drudzy mogą wykorzystywać elementy myślenia wizualnego. To, co mnie może różnić od innych to pewnie też to, że ja uwielbiam to robić! I robię to, bo wiem, że to działa, sprawia przyjemność mnie samej, ale i uczestnikom szkoleń.

Dodałabym jeszcze jedną cechę unikalną – Ty nie tylko uczysz, ale żyjesz rysunkami.

To fakt! :-) Uwielbiam to robić. Od kiedy rysunek towarzyszy mi na co dzień, przyznaję, że w mojej głowie dosłownie pojawiają się gotowe rysunki. Widzę wiele rzeczy, wiele sytuacji, zagadnień w formie rysunkowej. To tak, jakbym widziała komiksami. Nie ma dnia, żebym czegoś nie narysowała. Bo poza prowadzeniem szkoleń z myślenia wizualnego robię też kilka innych rzeczy, wszystkie wykorzystujące rysunki i myślenie przestrzenne.

To musi być genialne uczucie! Jak zatem wygląda Twój zwykły dzień?

Biorąc pod uwagę, że pracuję jako freelancer czy też inny wolny strzelec (wolny wodnik? :-)), każdy dzień wygląda inaczej. Natomiast jest seria powtarzających się elementów. Przykładowo: zaczynam od wielkiego śniadania w stylu ‘Dolce Vita’! Nie wyobrażam sobie pracować na głodnego! Czytam maile, sprawdzam mój facebookowy profil Myślenie Wizualne bo niektórzy Fani są aktywni w nocy i zgadują kalambury właśnie wtedy :-) Rysuję nowe kalambury do zgadywania… Zdarza się, że przygotowuję koncepcję przyszłego szkolenia. I w czasie przygotowań do szkolenia mój pokój z reguły wygląda jak pogorzelisko: mam dość duży pokój i w każdym możliwym miejscu – na łóżku, na podłodze, na ścianach, są rysunki, pomysły, kolorowe kartki, kredki, itd. Co ciekawe – nie mam biurka! Choć i w tym widzę pozytyw: dzięki temu nie jestem ograniczona jego małą przestrzenią – moim biurkiem jest WSZYSTKO, łącznie ze ścianami.

kalambury

kalambury (rys. Klaudia Tolman)

No właśnie kalambury – to jedna z Twoich aktywności, o których wspomniałaś wcześniej. Opowiedz o nich coś więcej.

Kalambury to pomysł, na który wpadłam jakiś czas temu. Zaczęło się od rysowania zgadywanek mojej przyjaciółce, tak zwyczajnie – na kolanie, w zeszycie. Bawiłyśmy się przy tym przednio! Pamiętam, byłyśmy wtedy w Colombia Bar na Kruczej, byłyśmy prawie same i nasz śmiech roznosił się po lokalu. Potem robiłyśmy coś w rodzaju pojedynków rysunkowych (możecie je znaleźć na FB), czyli każda rysowała to samo hasło i potem je sobie pokazywałyśmy zaśmiewając się przy tym do rozpuku. To niesamowite, jak różne można mieć pomysły! Na fali rysunkowej inspiracji zaczęłam rysować nowe kalambury i umieszczać je na FB, nie mówiąc nikomu co jest narysowane, internauci mieli to sami zgadnąć. Czyli to pierwszy sposób rozumienia, co to są moje kalambury – zgadywanki na facebookowym Myśleniu Wizualnym. A potem uznałam, że przecież to nie jest nic nowego, każdy z nas pewnie pamięta Kalambury na Polsacie. Zaczęłam więc organizować wydarzenia kalamburowe w swoim domu. Ku mojemu zdziwieniu – sądziłam, że takich rysunkowych frików jak ja, nie ma aż TAK DUŻO – przyszło sporo moich znajomych, bawili się świetnie. Następnego dnia miałam zdarte gardło ze śmiechu. Mam już za sobą już 5 odcinków domowych kalamburów, wszystkie rysunki wykonane przez obecnych kalamburzystów są dostępne też u mnie na prywatnym profilu na FB).

A teraz kalambury wyszły z Twojego domu na świat i organizujesz je dla wszystkich chętnych, tak?

Dokładnie, teraz wyszłam z nimi “na miasto” zachęcona zasłyszaną gdzieś w radiu informacją, że przecież można także UCZYĆ kalamburami. Póki co robię kalambury (a nawet “KlaLambury”, bo pod taką nazwą to działa) w warszawskiej Yerbaciarni Terere. Nawet niedawno wpadłam na pomysł, że mogę je robić na zlecenie, jako atrakcja na imprezach firmowych, czy innych wydarzeniach :-) A ten pomysł z kolei przyszedł do mnie, bo od innego trenera zasłyszałam, że na weselu organizował jakąś grę szkoleniową, ludzie się bardzo zaangażowali i zamiast latać oszalali wokół krzesełek, łapać welon i tak dalej, grali w bardzo wciągającą grę. Nie sposób było ich odciągnąć. Jestem przekonana, że Kalambury spotkałyby się z podobną entuzjastyczną reakcją odbiorców.

Podoba mi się ta koncepcja, żeby uczyć kalamburami. W końcu każdy człowiek ma tak różne doświadczenia, skojarzenia i w ogóle percepcję, że w zasadzie każdą rzecz widzi w zupełnie wyjątkowy sposób. Nie ma dwóch takich samych map świata w naszych głowach.

Dokładnie tak. Idąc dalej: kalamburami można robić świetne warsztaty międzykulturowe. Warsztaty dla emigrantów, warsztaty koedukacyjne dla – chociażby – mniejszości różnego rodzaju. Że nie wspomnę o takich najprostszych, jak kalambury językowe, kalambury wyczulające na ważne umiejętności miękkie. Zastosowań jest cała masa!

dzieci wewnętrzne się budzą z dorosłych

dzieci wewnętrzne się budzą z dorosłych (rys. Klaudia Tolman)

Zwłaszcza, że dorośli rzadko dają sobie na tyle dużo luzu, żeby się pobawić jak ich własne dzieci. No właśnie – jak dorośli uczestnicy twoich szkoleń reagują na takie dziecięce zabawy na zajęciach? Otwierają się na nie, czy buntują i oczekują “poważnych” metod edukacyjnych?

Z chwilą, gdy dorosły uznaje, że jest dorosły, przestaje dostarczać sobie okazji do zabawy. Na moich szkoleniach jednak nie zdarzyło mi się nigdy spotkać się z reakcją “co to za głupie zabawy, bądźmy poważni”. Nigdy! :-) Zgodzę się, że nie każdy jest w stanie to “przełknąć”… ale tylko na początku! I dużo zależy przede wszystkim od trenera. Bo wiecie… Bez urazy dla nikogo, ale jeśli na szkoleniu uczestnik widzi trenera zapiętego pod szyję w garnitur, trener przedstawia się jako super specjalista, z 20 letnim doświadczeniem, mówi powoli, stanowczo, profesjonalnie, i nagle nic z gruchy ni z pietruchy oznajmia “Dobrze, a teraz się pobawimy, porysujemy, bo to takie fajne i bardzo nas rozluźni”, to nie dziwię się, że ktoś mógłby zareagować słowami “bądźmy poważni” i mógłby nie chcieć wejść w tego typu zabawę.

przyciągam ludzi z otwartymi głowami

przyciągam ludzi z otwartymi głowami (rys. Klaudia Tolman)

Czyli po prostu przyciągasz do siebie ludzi z otwartymi umysłami.

Tak, z samego założenia, jeśli moje szkolenie dotyczy robienia kreatywnego CV, czy szukania kreatywnych pomysłów na biznes, czy innowacyjnych pomysłów na prowadzenie szkoleń, to jakich mam mieć uczestników? Właśnie z otwartymi umysłami! A poza tym, moje tzw. “wewnętrzne dziecko” ma się naprawdę świetnie! Jest to jedna z moich dominujących cech osobowości. I ludzie to widzą często po kilkunastu sekundach obcowania ze mną. I sami uwalniają swojego być może uśpionego przez lata ciekawskiego dzieciaka-rozrabiakę!

Jesteś spójna w tym, co robisz, dlatego za tobą idą.

Jeśli ja im mówię “bierzemy kredki i dajemy sobie teraz pofolgować”, oni to robią, bo widzą, że ja to robię na co dzień. I chcą się pobawić, zaszaleć. Na KAŻDYM szkoleniu jestem zadziwiona tym, jak dorośli potrzebują takich zabaw, jak bardzo im brakuje wyjścia z codziennej rutyny, bawienia się swoimi pomysłami. Mało tego! Co jeszcze cudowniejsze – uczestnicy bardzo mnie edukują! To oczywiście stały element życia trenera, ta energia wychodzi ode mnie, i wraca od uczestników ze zdwojoną mocą, to jest edukacja dwustronna. Jednak w przypadku moich szkoleń czy wydarzeń takich jak kalambury, ludzie często POTEM, po wyjściu z sali, piszą do mnie, dzwonią ze słowami: “Słuuuuchaj, zrobiłam to i to, ale super, nie mogę przestać, wciąż mam nowe pomysły na to, jak usprawnić moją codzienność, jak rysując pomóc sobie w pracy, w uczeniu, w życiu prywatnym! Kiedy znowu masz jakieś szkolenie?”. I to co dają mi po zajęciach uczestnicy często jest dla mnie nową okazją na wpadnięcie na kolejny pomysł! I ta energia tak krąży, i krąży bez końca!

Wokół Ciebie jest już sporo takich osób, zadowolonych uczestników szkoleń, albo zainspirowanych twórczością, a przecież dopiero się rozkręcasz! Strach pomyśleć, co będzie za kilka tygodni, kiedy na dobre rozkręcisz machinę myślenia wizualnego :-) Czyli jesteś inspiratorem!

Najwyraźniej :-)

Ja nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Budzisz w innych pozytywną stronę mocy i za to Cię kochają.

A ja kocham ich za to, że dają w sobie tę moc obudzić. Mam często wrażenie, że ludzie tak naprawdę bardzo chętnie dadzą się zaprosić do takiego pozytywnego szaleństwa, tylko po prostu nikt ich do tego nie zaprasza!

naprawdę czujesz, że nie umiesz

naprawdę czujesz, że nie umiesz? (rys. Klaudia Tolman)

Często spotykasz się ze stwierdzeniami typu “nie umiem rysować”?

Słowa “nie umiem rysować” padają w zasadzie na każdym szkoleniu!

Myślę, że to jedno z największych ograniczeń w naszych głowach. Bardzo nieprawdziwe, ale zbierające żniwa, bo bez wyzwalacza, zupełnie sami, najczęściej nie zaczynamy działać w tej materii…

Tak! To bardzo nieprawdziwe i bardzo krzywdzące ograniczenie! Dorośli często zachwycają się – i nie dziwota, ja zachwycam się tak samo jak inni! – kreatywnością i pomysłowością dzieci. Ale ten zachwyt jest generowany nieproduktywnie, bo nie idzie za tym refleksja – CZEMU TAK JEST? Czemu dzieci są kreatywne? Jeśli Asia-lat-4, jest kreatywna, to czy ta sama Asia-lat-13, Asia-lat-21, Asia-lat-37, czy ta sama Asia nie będzie tak samo kreatywna przez resztę swojego życia? Asia  b y ł a b y  kreatywna, gdyby miała na to warunki. Przykre jest to, że szkoła i system edukacyjny zabija w nas kreatywność, artystyczną duszę. A na moich szkoleniach ludzie odkrywają w sobie tę Asię-lat-4!

Co byś powiedziała tym wszystkim, którzy czytając teraz zapis naszej rozmowy mają właśnie taką pierwszą myśl w głowie, że „nie umieją rysować”?

Pewnie trudno byłoby mi przekonać czytelników SŁOWEM CZYTANYM o zasadności RYSUNKU :-) Plus jako trener wiem, że dorosły, żeby mógł się nauczyć, musi doświadczyć, musi sam to przeżyć. Dlatego na moich zajęciach każdy rysuje. Co i rusz ktoś rzuca “ale ja nie umiem rysować”, a ja im odpowiadam “nie oczekuję, że masz umieć rysować, masz po prostu rysować”. Trudno jest nam, dorosłym, wyzbyć się przekonania, że jak się rysuje, to trzeba robić to ŁADNIE. Tego nas uczyli w szkole. Rysunki, które ja wykorzystuje na co dzień, gdybym koniecznie miała je ocenić na skali ładności, wg mnie, wcale nie są ładne! Rzecz w tym, że ja nie uczę ŁADNEGO RYSOWANIA, ja uczę ludzi tego, aby próbowali SŁOWO, emocje, abstrakcyjne pojęcia, zamieniać w proste rysunki. I każdorazowo przekonują się o tym, po swoich rysunkach, i po rysunkach innych ludzi, że nie muszą być ładne. I że można rysować nawet nie umiejąc rysować!

Życzę nam wszystkim tego, aby twoje działania edukacyjne dla dorosłych i dzieci przyniosły owoce – czyli żeby nasz skostniały system edukacyjny i krzywdzące systemy naszych przekonań zostały trwale zmienione. A na zakończenie pytanie praktyczne – jakich rad udzieliłabyś początkującym ryślicielom?

Przede wszystkim radziłabym Wam, ryśliciele, zredefiniować pojęcie “umieć rysować”. Umie rysować każdy, kto jak narysuje byle jaki bazgroł, a przynajmniej jedna osoba (niebędąca autorem rysunku) zrozumie, co jest na rysunku. Wtedy umiemy rysować. Umiemy ŁADNIE rysować, kiedy kończymy ASP (a że znam jedną studentkę ASP, to wiem, z jej obserwacji, że i to jest często nieprawdą :-) A my chcemy po prostu narysować coś, co MY SAMI rozpoznamy, co nam w czymś pomoże, lub ewentualnie pomoże komuś jeszcze. Jak już zmienicie swoje przekonanie na temat tego, czy umiecie rysować, to wtedy rysujcie, rysujcie i rysujcie! Cały czas, codziennie, wszystko, co tylko możecie, a nawet to, czego nie możecie (na przykład możecie narysować Dziabąga i podrzucić go do mojej galerii Dziabągów!) Ćwiczcie, bo przecież praktyka czyni mistrza! Bardzo szybko zobaczycie efekty!

Dziękuję, Klaudia, za inspirującą rozmowę i do zobaczenia na KlaLamburach, albo innych warsztatach pobudzających wyobraźnię!

Również bardzo dziękuję:-) Do zobaczenia! A okazji będzie sporo, wszystkie są na mojej stronie www.klaudiatolman.pl

(wszystkie ilustracje do naszej rozmowy przygotowała Klaudia :-)

Klaudia TolmanKlaudia Tolman – jedyny w Polsce trener myślenia wizualnego. Rozwija umiejętność myślenia wizualnego głównie wśród innych trenerów, studentów, managerów. W planach ma też zajęcia dla dzieci i młodzieży, a biorąc pod uwagę, że WSZYSCY myślą wizualnie, odbiorcami jej szkoleń może być dosłownie każdy!

Poza pracą w roli  freelancera (szkolenia otwarte i zamknięte; wykonywanie ilustracji na zamówienie), przez 2 lata współpracowała m.in. z jednym z największych outsourcingowych  call center na świecie jako Trener Wewnętrzny i Specjalista ds. Szkoleń i Rozwoju (szkolenia miękkie dla pracowników operacyjnych średniego szczebla oraz wyższej kadry kierowniczej).

Przed pracą w roli trenera zajmowała się m.in. project managementem, event managementem, sprzedażą oraz wieloma innymi. 

Gdyby miała odpowiedzieć na pytanie „Co chciałabyś zrobić dla świata?”, odpowiedziałaby:

„Wprowadziłabym kreatywne metody nauczania i pracy, w tym myślenie wizualne, do każdego polskiego przedszkola, do każdej podstawówki, do każdego gimnazjum, do każdego liceum i do każdej szkoły wyższej!”

Wykształcenie: psychologia społeczna w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Absolwentka Europejskiej Szkoły Trenerów Grupy SET. Członkini Mazowieckiego Klubu Trenerów Zarządzania MATRIK. Autorka ilustracji do książki „Trening trenera” (Adam Walerjańczyk, Wydawnictwo Złote Myśli).

inspiratorzy: Marcin Kwieciński

inspiratorzy: Marcin Kwieciński

to do list

http://goo.gl/lZC4Z

Dziś mam przyjemność przedstawić Wam Marcina Kwiecińskiego – prywatnie mojego kolegę, a zawodowo doradcę biznesowego, trenera, architekta skuteczności, twórcę autorskiego programu szkoleniowego „Ogarnij Chaos”, a także autora bloga www.marcinkwiecinski.pl.

Katarzyna Żbikowska: Marcin, opowiedz jak smakuje produktywność? 

Marcin Kwieciński: Nie mam pojęcia! Ale wiem jak czują się osoby produktywne. Gdy posiadają poczucie kontroli nad swoją pracą, są zrelaksowane, a zadania niemalże „same się wykonują”. Ich plany zaczynają się realizować. To taki fajny stan, gdzie mamy poczucie, że wszystko toczy się właściwym tempem i we właściwym kierunku. Gdzie widzimy rezultaty naszych działań i mamy dużo motywacji do robienia kolejnych ciekawych zadań. Gdybym miał określić smak, z którym taki stan mi się kojarzy to byłby to mleczno-czekoladowy :-)

Czy jest chwilowym kaprysem, czy raczej stylem życia?

Zdecydowanie stylem życia. To kompetencja, którą rozwijamy każdego dnia. Podobnie jak język obcy, czy gotowanie. Ale to również styl życia, gdyż zakłada, że zależy Ci aby coś w życiu osiągnąć. Jeżeli Twoją strategią jest dryfowanie od zdarzenia do zdarzenia, biorąc co życie przyniesie, szkoda czasu na rozwijanie swojej produktywności. O ile filozofię życiową możemy kształtować dowolnie, o tyle w biznesie nie mamy już takiej wolności wyboru. W biznesie produktywność i jej stały wzrost to obowiązkowy element sukcesu zawodowego. Jeżeli nie umiemy kontrolować swojego strumienia zadań i portfela projektów, wybierać z nich  tych najważniejszych i dostarczać określonych rezultatów, nie ma dla nas miejsca we współczesnym biznesie. Co więcej, współczesny biznes każdego roku oczekuje od nas zwiększonej wydajności. Jeżeli stoisz w miejscu, to tak jakbyś się cofała.

Masz rację, kiedy nie umiemy zdecydować, które wartości są dla nas najważniejsze – nie będziemy w stanie ani zaplanować najbliższego dnia, ani tym bardziej naszego życia w dalszej przyszłości. Czy można zatem powiedzieć, że większość pracy nad swoją produktywnością sprowadza się do większej samoświadomości, a potem zaufania do siebie? 

To na pewno bardzo duża część. Świadome odkrycie i zaprojektowanie własnych perspektyw życiowych i zawodowych znacząco ułatwia podejmowanie lepszych decyzji. Świadomość w jaki sposób korzystamy ze swojego czasu pozwala nam lepiej ten czas wykorzystywać. A to z kolei prowadzi do większego zaufania w zakresie realizowanych priorytetów. Ale praca nad produktywnością, to również pozyskiwanie i doskonalenie konkretnych umiejętności, m.in.: technik planowania, analizy portfela projektów, asertywności, udzielania konstruktywnej informacji zwrotnej, kreatywnego rozwiązywania problemów, czy optymalizacji procesów. Podobnie jak mechanik ma w swoim warsztacie młotki, klucze i śrubokręty, tak produktywny pracownik wiedzy rozwija własne narzędzia, które wykorzystuje do zwiększania własnej skuteczności i wydajności.

Gdybyś miał przed sobą osobę „początkującą” w tej dziedzinie, to od rozwijania jakich umiejętności radziłbyś jej zacząć? 

Prawdopodobnie od umiejętności kontrolowania własnego strumienia zadań i projektów. Im szybciej nauczymy się sprawnie domykać otwarte zobowiązania, tym szybciej możemy przejść dalej, do optymalizacji rytmu i stylu działania. Oczywiście wszystko zależy od konkretnego przypadku – są osoby, które są początkujące w dziedzinie produktywności, ale świetnie radzą sobie z tzw. „bieżączką”. Wtedy możemy popracować nad perspektywami i długoterminową wizją rozwoju. Zazwyczaj jednak rozpoczynamy od odzyskania kontroli nad tym co już jest otwarte.

Jak zacząłeś ogarnianie chaosu w twoim życiu?

Prawdopodobnie, jak większość osób, która zaczyna pracę nad swoją produktywnością. W pewnym momencie awansowałem do momentu, gdy liczba projektów zaczęła mnie przerastać. Dotychczasowe narzędzia przestały działać, praca zaczęła zajmować mi bardzo dużą część życia, a ponieważ staram się funkcjonować w wielu obszarach, to zacząłem się zastanawiać, czy da się te projekty zrobić w sposób, który pozwoli mi również na posiadanie życia pozazawodowego.

I udało się?

Na początku nie J Pierwsze podejście to była nieudana próba implementacji metody GTD Davida Allena – po pierwszym entuzjazmie rzuciłem to w kąt. Potem wpadłem w tzw. etap “productivity porn”, zacząłem szukać narzędzia doskonałego, które rozwiąże wszystkie moje problemy związane z produktywnością. Oczywiście bezskutecznie. Dopiero zetknięcie z “7 nawykami skutecznego działania” S. Coveya, było swoistym przełomem…

Czyli 7 nawyków uzupełniło GTD i znalazłeś złoty środek.

Po lekturze 7 nawyków, wziąłem się porządnie za implementację. Nawyk po nawyku… Natomiast wciąż brakowało mi odpowiedzi na pytanie “ok, jest środa, 10.00, to czym powinienem się teraz zająć?”. Nawet posiadając dość dobrze zdefiniowane wyższe perspektywy, nie umiałem dobrze odpowiedzieć na to pytanie. Wtedy wróciłem do GTD raz jeszcze. Podszedłem bardzo metodycznie – implementując każdą część systemu…

Czyli można powiedzieć, że jesteś “szczęśliwym posiadaczem” dopasowanego do Twoich potrzeb systemu GTD, tak? I w związku z tym, że wdrażałeś go metodą prób i błędów – znasz jego mocne strony i pokazujesz innym jak zbudować ich własny, działający w ich życiu system?

Dziś, to już w zasadzie kolejnej wersji takiego systemu. Bo w miarę rozwoju tej kompetencji i zmieniającej się rzeczywistości biznesowej, nasz system ewoluuje wraz z nami. Tak, na bazie własnych doświadczeń i zdobywanej od tamtego czasu wiedzy, wspieram ludzi w budowaniu ich własnego systemu wspierającego ich produktywność.

Czyli tak powstały fundamenty projektu “Ogarnij Chaos”?

Tak powstały fundamenty mojej produktywności. Fundamenty projektu “Ogarnij Chaos” powstały trochę później. W pewnym momencie zacząłem dzielić się tym, w jaki sposób zacząłem pracować. Początkowo ze znajomymi, później ze studentami w Akademickim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Bardzo dużo dała mi również praca konsultanta biznesowego dla dużych, międzynarodowych korporacji. To w takim środowisku nauczyłem się szlifować produktywność w sytuacji, gdy realizujesz wiele projektów jednocześnie, zazwyczaj w różnych firmach i krajach. Okazało się, że sporo osób ten temat interesuje, bo wszyscy oni zastanawiają się jak lepiej wykorzystywać swój czas. Wtedy powstał fundament, o który pytasz – aby im to dobrze wyjaśnić, sam musiałem się zastanowić, co to jest ta produktywność i jak najłatwiej zaimplementować techniki w swoim działaniu. Z każdym nowym pytaniem, projekt dojrzewał.

I założę się, że będzie się jeszcze rozwijał. Temat jest bardzo na czasie. Coraz więcej osób, zwłaszcza pracowników umysłowych, pracujących projektowo, ma problemy z efektywnym zarządzaniem dostępnym czasem. Co więcej, musimy go dzielić pomiędzy życie zawodowe i prywatne. Czy Tobie udaje się to robić? czy możesz powiedzieć, że “masz zorganizowane życie”?

Masz rację, obserwuję, że temat produktywności i dobrego zarządzania swoimi zadaniami staje się coraz bardziej popularny. Myślę, że obecny tzw. kryzys ma na to duży wpływ. Firmy zaczęły szukać oszczędności, zmniejszyła się ilość etatów, a na nowe brakuje budżetu. Z drugiej strony ilość pracy nie maleje, a wręcz rośnie wraz z presją na poprawę wyników. To powoduje, że ludzie zaczynają szukać sposobów, jak zrobić to co robili dotychczas w bardziej wydajny sposób. Rośne również presja na osiąganie konkretnych wyników. Coraz bardziej rozliczani jesteśmy z tego, co zrobiliśmy, a nie tego co robiliśmy. Czytałem ostatnio raport, że menedżerowie w dużych, amerykańskich firmach będą oczekiwali w 2013 roku wzrostu produktywności pracowników o ok. 20%.

A wracając do pytania o życie zawodowe i prywatne… osobiście uważam, że jest jedno życie do przeżycia… i w zależności od sytuacji, aspiracji i własnej dojrzałości odpowiednio rozkładamy zaangażowanie w różne jego obszary… To nie chodzi o “zorganizowanie” życia czy pracy, choć wiele osób tak właśnie postrzega tę dziedzinę biznesu – jak lepiej zorganizować pracę. Punktem wyjścia jest raczej pytanie, czy chcesz wieść życie (albo pracować) w sposób skoncentrowany na rezultatach.

Podoba mi się Twoja koncepcja jednego życia. Bardzo do mnie przemawia. W końcu wszystko, co robimy ma wpływ na naszą rodzinę, osiągane cele, realizowane marzenia, czy wizerunek zawodowy. Nie można tego oddzielić prostą kreską.

Dokładnie! Zresztą podział na tzw. życie zawodowe i prywatne jest tylko modelem, stworzonym na potrzeby zarządzania przedsiębiorstwem. Zainteresowanych odsyłam do książki “Winning Znaczy Zwyciężać” Jack’a Welch’a – bardzo dosadnie i prawdziwie opisał punt widzenia zarządu na te kwestie. Myślę, że dla wielu lektura tego rozdziału może być szokiem. Jest jeszcze jeden aspekt – w długoterminowej perspektywie nie da się wieść dobrego życia “prywatnego” i złego “zawodowego” lub na odwrót. Brak spójności prędzej czy później odbije się na obydwu tych obszarach

Dziękuję za polecenie, na pewno sięgnę po książkę. a teraz przejdźmy do konkretnych przykładów – jakie są twoje ulubione narzędzia do zarządzania zadaniami i projektami? Czy w dzisiejszym multimedialnym świecie, “ogarniaczowi chaosu” mogą wystarczyć notes i długopis, czy niezbędne są aplikacje mobilne i komputerowe?

To jest bardzo indywidualna sprawa i zawsze narzędzia trzeba dostosować do preferencji danego człowieka oraz sytuacji zawodowej, w której funkcjonuje. Nowoczesne technologie nie mają tu nic do rzeczy – mogą bardzo pomóc, ale mogą też doprowadzić do spadku produktywności. Pracowałem kiedyś z menedżerem departamentu IT, który stworzył dla siebie system na bazie papierowego segregatora i uzyskał znaczący wzrost produktywności. Z drugiej strony kiedyś zatrudnił mnie przedstawiciel firmy z doliny krzemowej, który jak sam się określił jest „gadżeciarzem” i budowaliśmy system w oparciu o najnowsze aplikacje w chmurze, z dostępem z Iphona i Ipada. Czasami występuje też wymieszanie tradycyjnych narzędzi z nowoczesnymi – czasem technologia ma przewagę, a czasami duża czysta kartka papieru i żółte karteczki.

Uff. ulżyło mi, że z moim notesem z rysunkami i mapami myśli nie jestem jaskiniowcem. 

Nie, zdecydowanie nie :-) Obserwuję nawet pewien renesans notesów, piór, kredek i papieru.

Marcin, myślę, że dzięki naszej rozmowie zdecydowanie lepiej rozumiem, czym jest produktywność i o ile bardziej może wzrosnąć moja efektywność w działaniu dzięki odpowiedniemu zarządzaniu swoimi zadaniami i projektami.

Bardzo się cieszę, że mogłem trochę rozjaśnić temat. Najważniejsze, aby pamiętać, że ta produktywność jest zawsze po coś. To nie jest kompetencja, którą rozwijamy dla samej siebie, ale po to, by osiągać więcej interesujących nas rezultatów. Wiele osób w początkowych okresach fascynacji tym tematem zatrzymuje się na ciągłym poszukiwaniu magicznego rozwiązania lub narzędzia, a zapomina o rezultatach i celach do realizacji. W efekcie ich produktywność zamiast rosnąć, spada.

Na zakończenie powiedz proszę, gdzie można Cię spotkać, albo jak się z Tobą skontaktować, gdyby ktoś poczuł, że to, o czym opowiadałeś jest tym, czego mu najbardziej potrzeba w tej chwili.

Zainteresowanych tematem zapraszam na mojego bloga: www.marcinkwiecinski.pl oraz twittera @m_kwiecinski. Można mnie również spotkać na konferencjach, a także na gościnnych występach w korporacjach i dużych przedsiębiorstwach, podczas których zapraszam do osobistych dyskusji i wymiany doświadczeń.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia!

Dziękuję również :-)

Marcin Kwieciński

Marcin Kwieciński – Trener, Doradca, Architekt Skuteczności. Autor programu doradczo-szkoleniowego „Ogarnij Chaos”. Realizuje projekty doradcze, które skutkują lepszym wykorzystaniem czasu w biznesie dla menadżerów oraz zespołów specjalistów w korporacjach i dużych przedsiębiorstwach. Doradzał i projektował sposoby działania w międzynarodowych przedsiębiorstwach, administracji publicznej oraz organizacjach non-profit w Polsce i za granicą. Posiada wieloletnie doświadczenie w praktycznej i skutecznej implementacji metodyki „Getting Things Done”. Jest uczniem Davida Allena, twórcy metodyki GTD. W wolnych chwilach rozwija pasje związane z lotnictwem i fotografią.

inspiratorzy: Mariusz Kapusta

inspiratorzy: Mariusz Kapusta

Od kilku tygodni opowiadam Wam w artykułach o myśleniu wizualnym z własnej perspektywy i przekonuję do otwarcia się na to, co nowe. Na szczęście praca ze szkicownikiem i kolorowymi flamastrami nie dla wszystkich jest nowością. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że narzędzia myślenia wizualnego wykorzystują designerzy i projektanci, tymczasem w środowisku biznesowym dla wielu są również codzienną praktyką.

Z ogromną radością zapraszam Was do lektury zapisu mojej rozmowy z Mariuszem Kapusta – praktykiem biznesu. Poznacie dzięki niej nowe spojrzenie na temat wizualnej komunikacji w biznesie, a także dowiecie się po co managerowi wyobraźnia :-)

Katarzyna Żbikowska: Mariusz, czy masz wyobraźnię? 

Mariusz Kapusta: Zdecydowanie wiem, że mam. Czasem nawet za bardzo działa. Z mojego testu osobowości w Belbinie wynika, że jestem siewcą idei, więc generuję dużo pomysłów, nie zawsze takich najlepszych. Bez wyobraźni nie ma postępu, nie da się osiągnąć niczego długoterminowego, bo dzięki niej można przewidzieć konsekwencje naszych działań, znaleźć zagrożenia, co ważniejsze znaleźć sposoby rozwiązywania problemów. Jak mówił Churchill „Jestem skromny. Mam powody”. Parafrazując odpowiem „Mam wyobraźnię. Mam dowody.”

To świetnie, ulżyło mi :-) Czyli dzięki wyobraźni identyfikujesz ryzyka, rozwiązujesz problemy. W jaki jeszcze sposób wykorzystujesz ją na co dzień, w biznesie?

Czasem za dużo się martwię ;) jak zidentyfikuję za dużo problemów. To czasem obciążenie, bo zdając sobie sprawę z poziomu skomplikowania problemu trudniej się podjąć wyzwania. Natomiast nauczyłem się, że pomimo tego trzeba działać. Tu sprawdza się czasem powiedzenie o tym, że ten, kto nie wie, że czegoś nie można zrobić po prostu to robi ;).Przełożenie pomysłu na produkt na rzeczywistość wymaga wyobrażenia sobie jak będzie wyglądał, jak ktoś będzie z niego korzystał, jak ma działać. To oznacza przełożenie tej wizji na jakąś formę przekazu, którą zrozumie ktoś, kto będzie miał te pomysły realizować. Nie wyobrażam sobie braku wyobraźni. Tutaj przyznaję mnie zawodzi.

Czy do przedstawiania swoich pomysłów wykorzystujesz jakieś narzędzia? A może masz do tego jakieś swoje ulubione sposoby? Mam na myśli np. szkice, mapy, ilustracje, wykresy, albo jeszcze inne opcje.

Moje ulubione narzędzie to zestaw 20 kolorowych cienkopisów i kartki A3. A3 dlatego, że wiele pomysłów na A4 się po prostu nie mieści, gdy się je rozrysuje. Gdy wpada mi coś do głowy to zaczynam „iść za ciosem” i rysuję pomysł. Często zaczyna się od narysowania czegoś na kształt mind-map’y, ale zaraz uzupełniam go o jakieś macierze, piramidy, uzupełniam strzałkami, opisami, notatkami. Nie trzymam się jakiegoś schematu. Po prostu wrzucam moje myśli w taką formę, która pozwala mi na nie w miarę całościowo spojrzeć. Jeżeli okazuje się, że jest to zbyt skomplikowane lub mam bałagan myślowy i nie potrafię tego w prosty sposób komuś wytłumaczyć, to pracuję dalej. Podobnej techniki używam, gdy spotykam się z klientem, żeby zrozumieć czego potrzebuje, w jaki sposób mogę pomóc. Ponieważ nie wiem co usłyszę, a nie zawsze z drugiej strony informacje też są ustrukturyzowane tylko takie podejście pozwala mi na ogarnięcie całości. Jednocześnie ze słuchaniem zaznaczam sobie miejsca, które wymagają dopytania w taki sposób, żeby nie przerywać drugiej stronie, a jednocześnie upewnić się, że wszystko wychwyciłem.  Gdy przekazuję komuś moje pomysły też często je rysuję. To pozwala mi zapanować nad strukturą i ułatwia przekazanie kluczowych rzeczy drugiej stronie. Zmniejsza niepewność i ryzyko popełnienia błędu. W naszym biurze praktycznie wszystkie ściany mają miejsce do pisania, notowania i rysowania. Wiszą 2 duże białe tablice, stoi flip-chart, oprócz tego często wieszam flip chart z pomysłami na ścianie, żeby mieć go pod ręką na czas dojrzewania pomysłów. Prowadzę często prezentacje, wystąpienia i szkolenia. Często wykorzystuję zdjęcia ilustrujące pewne kwestie, czasem na ich wyszukanie poświęcam więcej czasu niż na samą treść. Ostatecznie staram się sprowadzić cały pomysł, cała ideę do kilku prostych punktów, które da się łatwo narysować, łatwo opisać. Bez rozrysowania sobie problemu nie da się zaobserwować i okiełznać jego wielowymiarowości. Zawsze gdy wyciągam u klienta moje kartki i cienkopisy widzę chęć „pobawienia” się nimi z drugiej strony. I czasem dzieje się tak, że rysujemy wspólnie. To naprawdę świetne narzędzie komunikacji.

Jakie są twoje doświadczenia z rysowaniem przy klientach? Czy jest na to ciche “przyzwolenie” w biznesie, czy raczej uznawane jest to za mało poważne, a może nawet dziecinne?

Bardzo pozytywne. Chociaż pierwszy komentarz może być deprymujący „O jakie Pan ma ładne długopisy!”, to odbieram to pozytywnie. Co ciekawe to najczęściej komentarz, który słyszę od kobiet. Chyba są bardziej wrażliwe na estetykę ;).Zawsze to budzi ciekawość. Część osób próbuje rozgryźć jakich kolorów używam do czego, jakiego systemu stosuję. Raz jedna osoba mnie przeanalizowała pod kątem stosowanych technik „aktywne słuchanie, gromadzenie, kreatywne myślenie”. Szczerze mówiąc nie studiowałem tej wiedzy nigdy pod kątem wiedzy dlatego nawet części technik nie znam. Wynikają z czystej praktyki, podpatrzenia z czego korzystają inne osoby i co się sprawdza. Odbiór jest bardzo pozytywny, bo gdy się trzymam mojego podejścia mogę od razu zaprezentować do czego doszliśmy. W wielu wypadkach druga strona bierze ode mnie oprzyrządowanie i zaczyna dorysowywać swój punkt widzenia. Co mi też ułatwia zrozumienie tematu i powoduje, że nasze zaangażowanie rośnie. Nigdy nie spotkałem się z określeniem, że to dziecinne. Raczej można to wykorzystać jako ice-breaker, gdy opowiadacie o wyższości papieru A3 nad kartką A4 i dlaczego zeszyty A4 oznaczają zagładę naszej cywilizacji ;). Jest jednak jeden warunek, którego się trzymam – to jest tylko narzędzie i klient musi zobaczyć, że czemuś to służy. Robienie notatek jest potrzebne, robienie ich w taki sposób, że jednocześnie można prowadzić konwersację, przetwarzać informacje i notować rozgałęziające się wątki jest bezcenne. Sprawdza się w czasie rekrutacji, prowadzenia coachingu, zbieraniu wymagań od klienta, tłumaczenia czegoś w czasie szkolenia. Pewnie nie przez przypadek najciekawsze ćwiczenia, i te najbardziej angażujące są związane z wykorzystaniem kredek.

A co myślisz o prezentacjach przygotowywanych w Power Point? Niektórzy twierdzą, że praca w tej aplikacji zabija kreatywność.

To niech nie pracują w PowerPoint ;). To nie jest narzędzie do rozwijania kreatywności tylko do prezentowania. Warto uporządkować podejście i pojęcia. Uwielbiam Power Point’a za jego prostotę, możliwości, a najbardziej za możliwość przekształcania tekstu na grafikę SmartArt! To jest genialne i uwielbiam tę opcję. Ale, żeby to dobrze ubrać. Tworzenie prezentacji w tym programie to ostatni krok w całym procesie. Najpierw trzeba się zastanowić co się chce powiedzieć, przełożyć to na scenariusz, scenariusz rozpisać sobie to co się ma dziać w trakcie prezentacji/wystąpienia/prelekcji, dopiero wtedy projektuje się slajdy, czyli co ma na nich być w formie treści i jak to pokazać obrazem, zbiera ilustracje, zdjęcia, szlifuje zdania, a na końcu wrzuca się to do PowerPointa, żeby zaprezentować. Patrząc z tej perspektywy to cały kreatywny proces przebiega poza tą aplikacją, ona jest przydatna dopiero na samym końcu. Ale ponieważ jest bardzo uniwersalna, można ładnie sortować slajdy, dodawać animacje (tutaj wolę proste środki wyrazu i proste efekty, są bardziej eleganckie i lepiej się sprawdzają), wyświetlać z widokiem prezentera z podglądem notatek, to z niej korzystam. Nie widziałem do tej pory czegoś lepszego. W ogóle komputer nie jest narzędziem do kreatywnego myślenia, ekran jest za mały, za bardzo musimy się skupiać na jego obsłudze. Nie lubię. A co do samych prezentacji w PP, to cóż. Wiele z nich jest koszmarnych i źle zrobionych, ale śmiem twierdzić, że to nie wina narzędzia, tylko tego, kto prezentację przygotowuje.

Zgadzam się z Tobą, że Power Point jest do prezentowania, a nie do kreowania. Jednak nie raz byłam świadkiem, jak prelegent “chował” się za slajdami wypełnionymi danymi, zamiast potraktować je tylko jako tło swoich słów. Jedno mnie w tej kwestii zastanawia. Skoro jako słuchacze mamy oczekiwania, żeby informacje były prezentowane w sposób jak najbardziej przystępny i atrakcyjny, to dlaczego jako prelegenci często o tym zapominamy…? 

Ja nieskromnie powiem, że nie zapominam. Moje przykładowe slajdy wyglądają jak na załączonym przykładzie. Obraz i kluczowe słowa. Dużo uwagi poświęcam ich design’owi graficznemu i doborowi słów. Cały czas pracuję nad tym, żeby same slajdy opowiadały historię. Jak widać bez prezentera te slajdy są bez wartości. Dzięki temu słuchacze widzą slajd, ale chcą mnie słuchać, żeby dowiedzieć się jaką mam wartość dodaną. Oprócz samej prezentacji ważne też są materiały, z którymi uczestnicy pracują sami po prezentacji. Nie każdą treść da się tak łatwo przełożyć, czasem faktycznie operuje się na tekście, wtedy jeżeli to możliwe staram się znowu, tu niespodzianka, rysować ;) na żywo w trakcie szkolenia. Zamalowuję dużo ilości flip-chartów obrazując to, co chcę przekazać. Gdy pierwszy raz spotkałem się z „Presentation Zen” urzekło mnie to maksymalnie. Tego szukałem jako prezenter. Trochę się obawiałem zastąpienia tradycyjnej formy zdjęciami, ale okazało się, że po prezentacji podchodziły do mnie osoby i dziękowały za inspirację i pierwszą w życiu prezentację, która tak ich ożywiła. Zakładam, że to nie tylko slajdy, ale treść i moja osobowość oczywiście ;).  Odpowiadając wprost na twoje pytanie to myślę, że po prostu robimy to, co jest bezpieczne. A skoro 95% ludzi robi prezentacje oparte na tekście, to przynajmniej masz gwarancję, że nie wystajesz z tłumu. Rada, którą kiedyś dostałem, która pomaga pokonać lęk prze wystąpieniami: Ci ludzie przychodzą tu po to, żeby usłyszeć najlepszą prezentację w swoim życiu, są po twojej stronie. Ta rada ma też głębszy sens. Pomaga uznać publiczność za zwolennika, a jednocześnie myśleć o „niej” w kategorii ludzi. Inwestują swój czas w obecność z Tobą, są na tyle grzeczni, że nie wychodzą w trakcie ;), oferują Ci kredyt zaufania. Zrób to, co w twojej mocy, żeby dobrze spędzili czas. Jeżeli przygotowujesz prezentację to poświęć zastanowieniu się nad publicznością co najmniej tyle samo czasu, co nad sobą. Najczęściej popełniany błąd to myśleniu o sobie, a nie o ludziach, do których mówisz. A drugi, prostszy do przeskoczenia to poszerzenie palety narzędzi prezentera.

Mariusz, co byś radził osobom, które chcą zastosować te techniki w praktyce?

Po prostu nie bać się, próbować wykorzystać różne metody i dobrać je do siebie i zadania, które mamy do wykonania. Wtedy to nie tylko działa, ale i sprawia niezłą frajdę.

Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę.

 

Mariusz Kapusta to Ekspert zarządzania projektami, coach i trener. Prowadzi firmę szkoleniowo-doradczą Leadership Center specjalizującej się w tworzeniu gier symulacyjnych dla managerów. Pasjonat praktycznego podejścia do rozwoju osobistego – twórca proaktywnie.pl

 

 

 

Poniżej moja mapa myśli, którą przygotowałam na podstawie rozmowy z Mariuszem.