Od autorki bloga do przedsiębiorcy, czyli moje 5 lat blogowania

Od autorki bloga do przedsiębiorcy, czyli moje 5 lat blogowania

Kilka dni temu minęło 5 lat odkąd zaczęłam blogować. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo blog umożliwi mi realizację moich marzeń i obudzi drzemiącą we mnie siłę.

Widzę siebie i swoje postępy

Gdybym miała wybrać tylko jeden powód, dla którego jestem szczęśliwa, że uruchomiłam własnego bloga, to bez zawahania wskazałabym na obserwowanie swojego rozwoju. Nie mając punktów odniesienia trudno byłoby mi dostrzec postępy, który zrobiłam w realizacji mojej wizji przyszłości i sięganiu po marzenia. Patrząc tylko przez pryzmat list zadań w codziennym kalendarzu nie widzimy szerokiego obrazu naszego życia. A blog umożliwia obserwowanie efektów podejmowanych decyzji.

Kilka lat temu napisałam na blogu o tym, że chciałabym stworzyć zespół marzeń, być redaktorką naczelną magazynu dla kobiet, a także stworzyć platformę do dzielenia się wiedzą z innymi ludźmi. I dzięki blogowi mogę z uśmiechem na ustach stwierdzić “Kaśka, you did it!”. Czuję ogromną sprawczość, kiedy składam na blogu publiczną deklarację swojego zamierzenia, a kilka miesięcy później opisuję mój zdobyty Mont Everest. Myślę, że nie ma nic piękniejszego, niż obudzona odwaga, a potem dobra przestrzeń do świętowania osiągnięcia tego, czego tak bardzo pragnęłam.

Patrząc wstecz, na własne posty publikowane na różnych etapach mojego życia – widzę jakie tematy zajmowały mnie wtedy najmocniej. Zaczynałam prowadzić tego bloga pod nazwą MapyMysli.com i byłam wtedy zapalonym praktykiem map myśli (mind mappingu). Wszystko, co wizualne pochłaniało mnie i przyciągało. Rozwijałam się wtedy w kierunku zarządzania wizualnego, czyli przede wszystkim wykorzystaniu visual thinking w życiu i w pracy. Później przyszedł czas, w którym stawałam się trenerem biznesu i wtedy blog nazywał się MyślęInaczej.pl, a moje teksty dotyczyły najczęściej psychologii biznesu, edukacji dorosłych i rozwoju osobistego. Następny etap moich pasji to biznes internetowy i sieci społeczne. Kolejny to budowanie zaangażowanej społeczności i realizowanie projektów w projektach osobistych i zawodowych. Była z tym powiązana ostatnia zmiana nazwy bloga, która do dziś brzmi ProjectManagerka.pl. Aktualnie pasjonuje mnie ruszanie z własnymi pomysłami i marzeniami z miejsca i wykorzystywanie do tego sprytnego myślenia projektowego (design thinking, lean startup). To niesamowite jak przechodziłam płynnie z jednego tematu do drugiego, dobudowując do poprzednich elementów kolejne, nie burząc fundamentów. Dzięki blogowi dostrzegam ten progres. Widzę moje postępy. Jestem z siebie dumna.

Docieram do wspaniałych ludzi

Blog jest świetną trampoliną do nawiązywania nowych relacji. W ciągu ostatnich lat poznałam setki osób dzięki niemu. To tutaj zainicjowałam najbardziej przełomowy (jak dotąd) projekt w moim życiu. Mam na myśli projekt Kreatorka. To była otwarta przestrzeń do rozwoju dla kobiet z całego świata, w ramach której tworzyłyśmy z zespołem wolontariuszek m.in. profesjonalny magazyn elektroniczny, zorganizowałyśmy kilkadziesiąt spotkań dla kobiet w całej Polsce, warsztaty rozwojowe, multiautorskiego bloga i platformę do sprzedaży wiedzy, kursy i wyzwania, a także grupę wsparcia dla ponad 2 tysięcy kobiet. To było coś pięknego! Czytelniczki bloga szybko stały się moimi partnerkami w projekcie lub osobami, z którymi wymieniałyśmy się energią podczas spotkań na żywo.

Co więcej, napisanie do kogoś znanego tylko z mediów czy książek nigdy nie było prostsze. Przedstawiając się jako autorka bloga – wysyłam tej osobie swoją najlepszą wizytówkę. A nieznajomy może szybko wejść do mojego świata i zorientować się jak na niego patrzę. I podjąć decyzję, czy mamy wspólne wartości, marzenia, potrzeby. To świetne narzędzie do weryfikacji, czy chcemy kogoś poznać bliżej.

Testuję pomysły i uczę się nieustannie

To na blogu uruchomiłam większość moich istotnych pomysłów i projektów. To tutaj zaczęła się moja przygoda w roli redaktor naczelnej, liderki społeczności, trenerki autorskich warsztatów i programów rozwojowych. To miejsce, w którym informuję świat o moich koncepcjach. Dzięki temu sprawnie i szybko badam wczesne zainteresowanie, zbieram opinie od pierwszych entuzjastów, a także pozyskuję klientów. Kiedy jakiś mój artykuł lub inicjatywa budzi ciekawość i zaangażowanie Czytelników – to dla mnie najlepszy dowód na to, że warto w tym kierunku sfokusować swoją energię w kolejnych tygodniach. I odwrotnie – jeśli coś, co wydawało mi się genialne, przechodzi bez echa – parkuję pomysł i zajmuję się tym, co porusza moich współplemieńców. W końcu projektów nie robię tylko dla idei, a dla ludzi. Test w działaniu jest jednym z najlepszych źródeł informacji zwrotnej o pomyśle i mnie samej w roli realizatorki tego pomysłu. Dlatego czasy, kiedy chowałam pomysły tylko dla siebie minęły bezpowrotnie.

Poza tym, w ciągu 5 lat blogowania poznałam tak wiele różnych mechanizmów i aplikacji, których nie miałabym szansy przetestować w innych okolicznościach. Działanie mediów społecznościowych, tworzenie treści do internetu, sprzedawanie wiedzy, prowadzenie sklepu internetowego i platformy z wiedzą – to tylko niektóre spośród kompetencji, o które wzbogaciłam moje CV, dzięki prowadzeniu aktywnych działań na blogu i w internecie.

Od autorki bloga do przedsiębiorczej kobiety

Blog to bez wątpienia jeden z powodów, dla których dziś z dumą mogę powiedzieć o sobie – przedsiębiorca. Nie tylko z powodu prowadzenia własnej działalności biznesowej, ale przede wszystkim z powodu mojego sposobu myślenia. Przedsiębiorczość to dla mnie połączenie ciekawości siebie i świata ze sprawczością w realizacji moich zamierzeń. A blog zdecydowanie otworzył przede mną świat.

A Ty masz swojego bloga? Podziel się linkiem i napisz dlaczego blogujesz.

#Projekt7dni: jak zrealizować pomysł o wydaniu książki w tydzień?

#Projekt7dni: jak zrealizować pomysł o wydaniu książki w tydzień?

  • Czy 7 dni to wystarczający czas na zrealizowanie marzenia?
  • Czy w tak krótkim czasie jestem w stanie przetestować, ile da się wycisnąć z mojego pomysłu?
  • Czy tydzień to wystarczający czas, abym mogła sprawdzić, czy naprawdę chcę go realizować i podjąć co do niego decyzję?

Marzycielka tonie w książkach i boi się swojego marzenia

Pamiętam 28-latkę, którą pasjonowały książki. Pochłaniała je szybciej, niż potrafiła przetrawić wiedzę z nich wynikającą. Imponowali jej pisarze książek fantastycznych i naukowych, autorzy przewodników po rozwoju, biznesie, projektach. Marzyła, by kiedyś mieć swoją własną publikację na półce w dużej księgarni, a wcześniej móc powąchać jej strony chwilę po wypuszczeniu z drukarni… Nie miała jednak śmiałości opowiedzieć o tym komukolwiek, bo wizja napisania własnej książki napawała ją z jednej strony podnieceniem, a z drugiej ogromnym lękiem. No bo przecież nie zna nikogo w branży wydawniczej. No bo nie jest nikim znanym, a tylko książki takich osób mogą zainteresować wydawców. No bo nigdy nie napisała nic dłuższego od pracy magisterskiej. No bo…

Sprawczość budzi się małymi krokami

Korzystała jednak ze swojego talentu i wielkiej miłości do pisania. Tworzyła teksty do biuletynów w pracy. Wysyłała swoje artykuły do portali internetowych i magazynów rozwojowych. Niektóre z nich były publikowane, inne ginęły zapomniane na dnie czyichś skrzynek mailowych. Jednak ona nie przestawała pisać. Aż w końcu spod jej rąk wyszedł materiał, który był znacznie bardziej obszerny od zwykłego artykułu czy raportu internetowego i wtedy podjęła wyzwanie.

Podjęcie wyzwania to wejście na ścieżkę Realizatorki

Weszła na stronę swojego ulubionego wydawcy i korzystając z formularza kontaktowego dla osób chcących wydać z nimi książkę, przedstawiła swoją propozycję. Książka miała dotyczyć map myśli, więc przygotowała swoją prezentację w formie mapy i dodała do niej fragment materiału, który aż się palił, aby pokazać go światu. Kiedy wysyłała swoją propozycję współpracy – ani ona, ani jej książka nie były gotowe w 100%. Wręcz przeciwnie – książce brakowało ilustracji (a to miała być książka z dużą ich ilością), głównych rozdziałów, a także redakcji. Jednak ona wysłała propozycję mimo to i… pełna niecierpliwości i wątpliwości czekała na odpowiedź.

Po 2 dniach wydawca zareagował. Chciał wydać książkę o mapach myśli z naszą bohaterką i co więcej – nie przeszkadzało mu wcale to, że: nie była rozpoznawaną osobą, nie miała ilustracji do książki, nie miała napisanej całej książki, nie miała dziesiątek czytelników, którzy ją znają i czekają na jej kolejny tytuł. Od podjęcia decyzji o wypełnieniu formularza zgłoszeniowego, aż do zawarcia umowy wydawniczej minął tydzień.

Marzenia się spełnia

Mapy_mysli_ksiazkaTo wszystko wydarzyło się w 2011 roku i nie ma w tej historii nawet szczypty przesady. Ręczę za tę relację dwoma rękami, bo dziewczyną, która zgłosiła się do Onepress i wydała z nimi książkę Mapy myśli w biznesie jestem ja sama. Kiedy kilka miesięcy temu opisywałam te kilka kroków, które wykonałam, aby doprowadzić do wydania własnej książki (a rok później kolejnej), to zrozumiałam bardzo prosty mechanizm, który zastosowałam wtedy, a także wiele razy w kolejnych latach. Mechanizm, który doprowadził mnie tutaj – czyli do miejsca, z którego jestem dumna i w którym kocham być. Chcę się dzielić tym odkryciem z Tobą i prosić Cię o zaszczepianie tej myśli każdej osobie, która może cierpieć na opory przed ruszeniem z miejsca ze swoim pomysłem.

Formuła ożywiania pomysłów

Nazwałam ten prosty mechanizm – formułą ożywiania pomysłów, a wygląda ona tak: idea – plan – test:

idea-plan-testNajpierw pojawia się pomysł, który dopracowuję. Zastanawiam się też nad tym – kto będzie finalnym jego odbiorcą, klientem – i jakie jego potrzeby zaspokoję. Najważniejsze na tym etapie to nie stracić na to zbyt wiele energii, która będzie potrzebna później – aby doprowadzić pomysł do szczęśliwego finału.

Potem przygotowuję plan działania i próbkę pomysłu. Te próbki mogą mieć różnorodny kształt, ale zawsze ta forma pozwala mi pokazać coś osobom, na które chcę wywrzeć wpływ. Jeśli pomysł dotyczy nowego produktu do mojego e-sklepu – przygotowuję fragment e-booka, albo artykuł na bloga. Jeśli pomysł dotyczy czegoś bardziej namacalnego, to przygotowuję jego prototyp, albo przynajmniej rysuję moją wizję tego pomysłu. Na tym etapie określam też, o co chcę zapytać odbiorców i po czym poznam, że zareagowali tak, jak bym chciała.

Wszystko po to, aby w trzecim kroku zrobić eksperyment i wyjść z próbką pomysłu do potencjalnych odbiorców, albo osób, które będą miały z niego w przyszłości korzystać i zebrać od nich jak najwięcej informacji zwrotnej.

Ten proces nie jest liniowy i nie jest jednorazowy. Czasami pomysły wymagają wielokrotnego zastosowania formuły, a czasami wystarczy jedna iteracja. W przypadku współpracy z Onepress – wystarczyła jedna rundka, bo już po tygodniu wiedziałam, że znalazłam wydawcę. Ale w przypadku innych moich pomysłów, powtarzałam ten cykl tyle razy, ile wymagała tego moja koncepcja. Z każdym kolejnym cyklem wiedziałam o mnie, pomyśle i jego odbiorcach dużo więcej, a to pozwalało mi dopracowywać go i tworzyć finalnie piękne rzeczy.

Każdy nosi w sobie pomysły do realizacji

Być może masz w sobie jakiś świeżutki, jeszcze niedojrzały pomysł, który pojawił się w Twojej głowie niedawno i nie wiesz jak go ugryźć. A może nosisz w sobie jakiś przejrzały pomysł, ciężki od nadmiaru przemyśleń i przygotowanych planów wdrożenia go w życie. W obu tych sytuacjach formuła ożywiania pomysłów przyjdzie Ci z pomocą – uwalniając Cię od myślenia i pozwalając wejść na ścieżkę działania.

Pierwszym krokiem może być dołączenie do naszej super aktywnej grupy dla kobiet sprawczych i realizujących swoje marzenia #SięgamGwiazd, a także włączenie się do programu JUMP, który startuje w najbliższy poniedziałek, w którym w 7 dni wystartujesz na dobre z każdym pomysłem i wreszcie ruszysz z miejsca.

Co zrobiłaś fajnego w 7 dni?

3 bezcenne rzeczy, które może Ci dać praca w korporacji

3 bezcenne rzeczy, które może Ci dać praca w korporacji

Jeśli korporacja kojarzy Ci się tylko z biurokracją, wyścigiem szczurów i wypaleniem zawodowym to koniecznie przeczytaj ten artykuł.

Nie gloryfikuję pracy w korpo, bo uważam, że tyle z niej weźmiesz ile sobie zaplanujesz. Ani mniej, ani więcej. A jeśli myślisz, że tylko w dużych firmach zdarzają się absurdalne i patologiczne sytuacje, to znaczy, że jesteś dopiero na początku swojej drogi i jeszcze niewiele widziałaś.

Spędziłam w korporacjach większość moich produktywnych godzin w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Chociaż na szczęście moje wieczory także potrafią być eksplozją twórczości. Lubię pracować w dużych firmach. Zawsze czułam, że daje mi to możliwość rozwoju moich kompetencji, o których istnieniu mogłabym sobie nie zdawać sprawy pracując w firmie małej, albo własnej. Ludzie, których poznałam, możliwość udziału w innowacyjnych przedsięwzięciach, poznawanie ciągle nowych tematów – to tylko niektóre z elementów układanki, którą wciąż układam.

Sprawdź jakie są 3 największe korzyści, które możesz wycisnąć z pracy w dużej firmie. Lista jest całkowicie subiektywna i na pewno nie wyczerpuje tematu. Będę szczęśliwa, jeśli pomożesz mi ją rozwinąć dodając swój komentarz poniżej.

Działanie z rozmachem i na wielką skalę

Korporacje mają dostęp do o wiele większych graczy na rynku, partnerów, czy mediów, niż małe i mikro firmy. Zanim te drugie rozwiną się i zaczną przyciągać zainteresowanie tych większych – czasami już się zwijają. Dlatego cenię sobie to, że dzięki pracy w korporacyjnych projektach mogę sięgać dalej, niż bym sięgnęła samodzielnie. Skala nie na wszystkich robi wrażenie, ale ja to lubię. Myślę dzięki temu szerzej, niż do brzegu własnego biurka. Poznaję ludzi z całkowicie innych od mojego światów. Rozmawiam w różnych językach – i nie chodzi mi tutaj tylko o angielski, ale np. język inżynierów, czy webmasterów. Wciąż się rozwijam. I nawet jeśli czasem mam poczucie walenia głową w ścianę i brak możliwości zrealizowania prostych rozwiązań – to przez większość czasu stwarzam sobie przestrzeń do robienia tego, co wychodzi mi najlepiej.

Praca projektowa i interdyscyplinarność

Zawodowo od zawsze jestem związana z zarządzaniem projektami. Taki sposób pracy bardzo mi odpowiada. Lubię tę strukturę i ramy, dzięki którym przedsięwzięcia o wysokim poziomie ryzyka (jakim są najczęściej projekty) mogą się w ogóle wydarzyć i dostarczyć zakładane rezultaty. W ciągu tych wszystkich lat miałam okazję prowadzić lub wspierać kilkanaście wielkich przedsięwzięć. Dzięki tym doświadczeniom naprawdę głęboko poczułam mechanikę działania zespołów projektowych i teraz mogę spojrzeć na nią z poziomu wyższego, niż opisuje to podręcznik czy metodologia działań. Fajne jest też to, że odkryłam dzięki temu moją interdyscyplinarność – którą rozumiem jako wykorzystanie wiedzy zdobytej w jednej dziedzinie do przedsięwzięć z innej dziedziny. Umiem łączyć kropki i doświadczenia, rozmawiać z osobami z różnych branż. To bezcenne umiejętności, które może rozwijać każdy członek zespołów projektowych.

Praca w środowisku międzykulturowym lub międzynarodowym

Nie w każdym miejscu pracy masz dostęp do międzynarodowych oddziałów firmy, czy osób ze spółek z grupy kapitałowej. Dzięki internetowi nasz świat staje się globalną wioską i można pracować w zespołach wirtualnych łączących ludzi z całego globu. Ale uważam, że to nie to samo. Realizując projekt Kreatorka, po godzinach, budowałam wielki zespół wirtualny. W czasie jego największego rozkwitu pracowałyśmy z kilkunastu zakątków kraju i Europy. To było genialne. Ale nie miałyśmy budżetów i zasobów na miarę wielkich koncernów, aby np. spotykać się na żywo i spędzać ze sobą tyle czasu ile potrzebowałyśmy dla dobra projektu.

PM TIPS: jeśli pracujesz na etacie to pomyśl dzisiaj o jednej rzeczy, której nie miałabyś pracując gdzieś indziej i wykorzystaj ją do swoich osobistych planów. Myśl szeroko. To, co robisz i czego uczysz się każdego dnia w pracy – może po wyjściu z niej stać się Twoim wyróżnikiem, rynkową przewagą, albo po prostu mocną stroną, którą możesz z łatwością używać w innych kontekstach. W moim przypadku była to właśnie umiejętność zarządzania realizowania zamierzeń w życiu osobistym i wspieram w tym moje klientki.

W kolejnym artykule opiszę moje lekcje z kilkuletniej przygody przedsiębiorcy i freelancera. A tymczasem…

Znasz pracę w korpo z doświadczenia? Co byś z niej wzięła, gdybyś mogła zacząć raz jeszcze, ale wiedząc to, co wiesz dzisiaj?

#MyFirst7Jobs

#MyFirst7Jobs

Na blogach w ostatnich tygodniach zagęściło się od wpisów z serii #MyFirst7Jobs. Czytanie opowieści moich ulubionych blogerek o tym, jakie miały zakręty i niespodziewane zwroty akcji w swoich życiorysach totalnie mnie wciągnęło. Podejmuję wyzwanie i ja. Opowiem Ci dzisiaj o moich pierwszych 7 pracach.

#1 / korepetycje z matmy

W liceum byłam w klasie matematyczno-przyrodniczej = połączenie mat-fiz i biol-chem, czyli 4 przedmioty kierunkowe. Moja dzisiejsza ciekawość świata i zachwyt tym, czego jeszcze nie rozumiem – na moje nieszczęście, nie objawiły się w czasach licealnych. Wtedy wszystko poza matematyką było dla mnie katorgą. Nie byłam orłem w większości kierunkowych tematów. Poza matmą. No więc od czasów szkoły średniej udzielałam korepetycji. Zdarzało się, że także rocznikom starszym ode mnie. Dzięki moim korkom co najmniej kilku orłów zdało maturę. Zarabiałam wtedy na wyjazdy na wakacje i książki. Od zawsze miałam na ich punkcie fioła.

Nauczyłam się tutaj: że im szybciej skupię się na tym, w czym jestem dobra i będę to rozwijać (zamiast na siłę uzupełniać swoje luki i zmuszać się do czegoś, czego nie czuję) – tym szybciej osiągnę stan spokoju i spełnienia.

#2 / pomarańczowy staż i pierwszy awans

Na trzecim roku studiów trafiłam na staż do Orange (wtedy jeszcze Idea). Założenie było takie, że robię tam wakacyjne praktyki, a zostałam na 6 lat. Od asystentki Project Managerów, przez Specjalistkę aż do wymarzonego stanowiska Project Managerki… Wspaniałe lata, kiedy uczyłam się siebie i odkrywałam swoje możliwości i niemożliwości. Korporacja stała się moim placem manewrowym. Wspominam mój zespół, projekty i całą firmę z tych czasów totalnie nostalgicznie.

Nauczyłam się tutaj: że można poznać miłość swojego życia w pracy.

#3 / wyzwanie za miliony

W telekomach dużo się wtedy działo. Zapragnęłam sprawdzić, jak wygląda konkurencja. Moja 4-letnia przygoda w Plusie rozpoczęła się od wyzwania życia, czyli projektu modernizacji całej sieci sprzedaży. Od pierwszego dnia stałam się członkiem zespołu projektującego przyszłość. Naprawdę. Współpracowaliśmy z najlepszymi specjalistami w branży – projektanci, designerzy, inżynierowie, producenci mebli i logistycy. Szkoła życia. Budżet – kilkadziesiąt milionów. Działo się.

Nauczyłam się tutaj: że najlepsza szkoła zarządzania projektami to dostać projekt, który mnie przerasta.

#4 / girl power 

Ostatnie 1,5 roku w Plusie to była szkoła przywództwa i zarządzania zmianą. Zespół, za który odpowiadałam to była ekipa Girl Power – 6 genialnych i pięknych blondynek. Jedyny taki zespół w całym telekomie. Aż mam ciary, jak o nas myślę. Zarządzałyśmy tonami papieru (na pierwszy rzut oka), a w rzeczywistości pozwalałyśmy całej sieci sprzedaży funkcjonować (zapewniając jej właściwe podstawy prawne i rozliczeniowe). Tutaj poznałam rynek nieruchomości od strony najemcy, pośrednika i właściciela, ale najbardziej potęgę siły kobiet w zespole.

Nauczyłam się tutaj: że kobiety mają ogromną moc, ale często potrzebujemy kogoś kto dmuchnie w nasze żagle, abyśmy ruszyły z miejsca.

#5 / energetyczne innowacje

Z telekomu przeszłam do energetyki, gdzie jestem od 3 lat. I kolejny raz w roli Project Managerki zmagam się z korporacyjnymi absurdami. A jest ich tutaj spore zagęszczenie na metr kwadratowy. Ale podobnie, jak w dotychczasowych korporacjach – udało mi się stworzyć dla siebie mały ogródek, w którym mogę wykorzystywać moje naturalne kompetencje – wymyślanie, kreowanie, organizowanie, szkolenie, projektowanie. Jestem w samym centrum innowacyjności w naszej grupie kapitałowej i przez większość czasu czuję się jak ryba w wodzie.

Nauczyłam się tutaj: że wszędzie można stworzyć sobie miejsce do rozwoju, jeśli tylko się ma na siebie pomysł.

#6 / praca marzeń – redaktor naczelna 

Prawie dwa lata temu powołałam do życia projekt Kreatorka Jutra, a chwilę później zbudowałam redakcję wyjątkowego kobiecego magazynu Kreatorka Uskrzydla. To była największa przygoda mojego życia, jak dotąd. I pomyśleć, że to wszystko odbywało się “po godzinach”! Przez ponad rok dumnie pełniłam funkcję Redaktor Naczelnej, a także Redaktorki działu Kreatornia, na łamach którego pisałam o najciekawszych inicjatywach naszej kilkutysięcznej społeczności kobiet – Kreatorek. Redaktor Naczelna to moja praca marzeń. O żadnym innym zawodzie nie marzyłam nigdy tak mocno jak o tym. Ale też nigdy nie zaczęłam szukać na poważnie pracy w żadnym magazynie, czy redakcji. Wykorzystałam więc w 100% rozwojową przestrzeń, którą sama stworzyłam dla Kreatorek i uruchomiłam eksperymentalnie nasz magazyn. Dzięki Magdzie, Eli, Karoli i pozostałym dziewczynom z redakcyjnego zespołu – stworzyłyśmy markę, która na zawsze wbiła się w serca naszych Czytelniczek. A co najważniejsze – nasz zespół pracował całkowicie on-line, bo w całej naszej rocznej pracy – miałyśmy tylko jedno spotkanie na żywo. Czyli można.

Nauczyłam się tutaj: że zamiast szukać pracy marzeń w redakcjach magazynów czy wydawnictw – mogę ją sobie stworzyć sama.

#7 / przedsiębiorcze życie pozaetatowe

Jedna praca na raz to dla mnie zdecydowanie za mało. Dlatego mam też swoje życie pozaetatowe. Po wydaniu dwóch książek zapragnęłam nauczyć się tego, jak przekazać moją wiedzę innym. Ukończyłam więc roczną szkołę trenerską i… od kilku lat jestem trenerką biznesu. W praktyce oznacza to, że wymyślam programy rozwojowe i warsztaty, a potem realizuję je na żywo i on-line. To świetny sposób na poznawanie ciekawych ludzi, bycie częścią ważnych wydarzeń, a także budowania czegoś swojego, gdzie nie ma innego szefa, niż ja sama. Taka praca uczy wytrwałości, pokory i wyobraźni. A rozwój technologii pomaga mi w szerzeniu moich pomysłów i wiedzy praktycznej bardzo szeroko. Dzięki internetowi w moich kursach on-line, webinarach i wyzwaniach wzięło do tej pory udział kilka tysięcy kobiet. A czuję, że dopiero się rozkręcam.

Nauczyłam się tutaj: że albo robię biznes, albo się bawię w biznes.

Gdziekolwiek nie jestem – zawsze staram się zbierać dla siebie życiowe lekcje do wielokrotnego wykorzystania w przyszłości. Napisanie tego tekstu było dla mnie jak cudowna podróż w czasie i tak sobie myślę, że chcę móc wrócić tutaj za kolejne 10 lat i dopisać następny rozdział tej przygody, której scenariusz piszę dzisiaj.

Jak Ci się podoba? Czy Ty też masz ciekawe zakręty zawodowe na koncie? Podzielisz się?

Dobre pomysły nie wystarczą do sięgnięcia po marzenie

Dobre pomysły nie wystarczą do sięgnięcia po marzenie

Kaja i Roma wpadają na siebie w kawiarni na rogu. Nie znają się, ale wiele je łączy. Obie są skoncentrowane na świecie, który tworzą w swoich głowach. Obie są aktywne zawodowo  i znają swoje mocne strony i słabości. Wiedzą co je kręci w życiu i na tym skupiają swoją uwagę przez większość czasu.

Czy to możliwe, że czegoś im brakuje? Poznajmy je bliżej.

Wizjonerka i Działaczka

Kaja ma artystyczną duszę. Od kiedy tylko uniesie o świcie powieki – kreuje. Maluje w głowie piękne obrazy tego, co by chciała zrobić i zapełnia nimi kolorowe notesy. Była na kilku kursach o życiu z pasją i odkrywaniu swojego potencjału. Poznała tam tyle wspaniałych kobiet. Z kilkoma koleżankami z kursów regularnie spotyka się przy kawie. Spotkania te są cudowne. Pełno w nich ciepła, zrozumienia i inspiracji. Kaja wraca po tych kawach rozanielona i zapisuje kolejne strony w swoich notesach. Czasami pisze o tym, co odkryła na swoim blogu.

Roma najlepiej się czuje, kiedy dostaje kolejne zlecenie od szefa. Kiedy musi pogimnastykować głowę, aby rozgryźć temat tak, by go wykonać szybko i sprawnie. Uwielbia kiedy coś się dzieje, kiedy zadanie goni zadanie, a lista TO DO jest ciągle w ruchu. Kiedy na koniec dnia lista jest pomazana długopisem i większość tematów jest odhaczona, Roma ma poczucie dobrze przepracowanego dnia. Nie zastanawia się nad tym, co będzie się działo za tydzień, czy miesiąc, najważniejsze jest bieżące wyzwanie i działanie. Planowanie jest dla mięczaków – to jej ulubione powiedzenie.

Skutki nadmiaru pomysłów i zadań

Kaja często budzi się w nocy, albo nie może zasnąć od nadmiaru myśli. Wszystkie pomysły są takie porywające. Myśli o nowym poście na bloga, o tym, jak odpisze na komentarz czytelniczki, o czym opowie dziewczynom podczas kolejnej inspirującej kawy, o tym, że zaczęła czytać w tym miesiącu 3 książki rozwojowe i żadnej nie może skończyć. Trochę jest przytłoczona ilością pięknych tematów, które plączą się w jej głowie.

Roma jest często przemęczona. Ciągle jest w biegu. Spotkanie goni spotkanie. Są dni, w których łapie się na tym, że kończy spotkania o 17 i dopiero wtedy może usiąść i nadrobić zaległości w mailach, napisać raport dla szefa, rozliczyć projekt z zeszłego miesiąca. Wyłącza laptopa wieczorem, ale jadąc w metrze wciąż sprawdza wiadomości na smartfonie i przesyła do zespołu i podwykonawców zadania nie cierpiące zwłoki, koresponduje ze współpracownikami i klientami, którzy mają jeszcze “kolejną, ale już na pewno ostatnią zmianę” do zgłoszenia w projekcie.

Jak odzyskać zaufanie do siebie?

Ani Kaja, ani Roma nie są w pełni efektywne i sprawcze. Nie wszystko je cieszy. Nieustanne wymyślanie pomysłów, snucie marzeń i pięknych wizji przyszłości może w nadmiarze powodować bóle głowy, a nawet być udręką. Kiedy po zapisaniu dziesiątek słów w notesie – nie mam siły ich wdrożyć w życie, to tracę zaufanie do samej siebie. Ciągłe poszukiwanie nowości, inspiracji i genialnych wskazówek na blogach, webinarach, w książkach i na szkoleniach jest na dłuższą metę bardzo męczące.

Z drugiej strony, ciągłe działanie, finalizowanie transakcji czy zamykanie projektów także nie owocuje zdrowiem, dobrą kondycją i spokojem ducha. Nie zastanawiając się dokąd tak naprawdę biegnę i nie robiąc przystanków na myślenie, posłuchanie siebie i wyciągnięcie wniosków z doświadczeń, robię sobie krzywdę. Kiedy biegnę – rozmywa mi się obraz całości, tracę poczucie sensu i wizji końca. Stres, przytłoczenie, depresja. To wtedy bardzo prawdopodobne scenariusze.

Czy Kaja albo Roma robią coś nie tak? Czy są niekompletne, albo słabe? Nie! W żadnym wypadku nie! Są wspaniałymi Kobietami – pierwsza jest Kreatorką, a druga Realizatorką. Gdyby połączyć to, co w nich obu najlepszego, a odrzucić skrajności – naszym oczom ukazałaby się Projektantka. Czyli marzycielka podejmująca wyzwania i realizująca swoje pomysły.

Warto się cofnąć, aby zrozumieć

Czasami trzeba zrobić 3 kroki w tył, aby zyskać szeroki obraz i wydobyć z niego to, co naprawdę ważne. Najpierw zrobiłam sobie detoks od internetów i bycia w ciągłym kontakcie z innymi, potem zamknęłam duże projekty, w które byłam silnie zaangażowana, aż wreszcie skupiłam się na pracy z gronem kilkunastu najbardziej aktywnych kursantek mojego kursu Realizuję Pomysły, aby TO zrozumieć. Bycie Kreatorką jest piękne, ale to tylko połowa sprawczej natury każdej Kobiety. Aby realizować swoje marzenia potrzebujemy czegoś więcej, niż ciekawości i zadziwienia światem, smakowania go każdym zmysłem i wymyślania wciąż czegoś nowego. Aby realizować swoje marzenia potrzebujemy także czegoś więcej, niż planowania, delegowania, działania, realizowania setek zadań i umiejętności ogarniania wielu różnorodnych (wspierających nas) narzędzi. Aby sięgnąć gwiazd potrzeba cech i Kreatorki i Realizatorki.

Dlatego już teraz zapraszam Cię do wspaniałej grupy na FB, którą mam przyjemność prowadzić >>> SięgamGwiazd, w której aktualnie znajdziesz ponad 800 Kobiet pragnących, podobnie jak Ty – uwolnić w sobie siłę i zrealizować swoje marzenia.

Które cechy Kreatorki, Realizatorki lub Projektantki dostrzegasz w sobie? Które z nich wspierają Cię, a które są czasami ciężarem?

Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi?

Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi?

Moja dusza Managerki została obudzona na nowo. Jeśli myślisz, że zarządzanie ludźmi to bułka z masłem – lepiej to przeczytaj.

skuteczny_menedzer_okladka

Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi Marty Pawlikowskiej-Olszta to książka, którą powinien przeczytać każdy, kto zaczyna realizować się w roli managera, a także Ci, którzy robią to od tak dawna, że wydaje im się, że już nic ich nie zaskoczy. Książka będzie jak zimny prysznic dla każdego, kto chociaż przez chwilę pomyślał, że zarządzanie ludźmi jest oczywiste.

Książka ma kilka mocnych stron, a kluczową jest sama Autorka, która na co dzień zajmuje się wsparciem etycznego i efektywnego zarządzania ludźmi w Polsce (cytat za blogiem Jak zarządzać po ludzku, który bardzo polecam). Marta Pawlikowska-Olszta bardzo dobitnie i absolutnie nie w amerykańskim stylu, rozprawia się z mitami zarządzania, które znamy z powierzchownych artykułów i pseudo-poradników o niczym. Co więcej, opisuje polskie realia, gdzie działają specyficzne zasady i standardy. Pokazuje patologie systemu wynagradzania i zwalniania pracowników, rozpoczynające się już w procesie rekrutacji, a przenikające cały obszar rozwoju, oceny i motywowania pracowników. Myślę, że właśnie ta część książki zasługuje na szczególną uwagę. Bo tutaj znajdziesz informacje, które zrozumie tylko praktyk, a której nawet nie szukaj na kursach z serii “Przywództwo i zarządzanie w weekend”.

Co warto, a co się opłaca

Dziś jestem Project Managerką i zarządzam zespołami projektowymi i zespołami wolontariuszy. Przez jakiś czas pełniłam też funkcję kierownika i zarządzałam kilkuosobowym zespołem w telekomie. I naprawdę wiem (a nie tylko mi się wydaje), że to trudna i pełna odpowiedzialności praca, w której nie wystarczy zmienić stopki w mailu, aby zyskać autorytet i poważanie u podwładnych. To nie jest zajęcie dla osób mających ego większe od ich gabinetu. To zajęcie dla osób chcących służyć ludziom wykorzystując swoje silne kompetencje (specjalistyczne i przywódcze). Nie żartuję. Napisałam o służbie i nie cofnę tych słów, bo o to w tym wszystkim chodzi. O służenie innym tym, co mamy w sobie najlepszego.

Książka nie zaleje Cię lukrem i nie zasłodzi. Tutaj nie ma opisanych prostych rozwiązań. Bo Managerka to nie ta osoba, która się lansuje na szpilkach i w garsonce przed pokojem prezesa, ale osoba, która dba o swoich pracowników i o to, aby środowisko, w którym wykonują swoją pracę było dla nich jak najbardziej sprzyjające i wspierające. To także osoba, która zatrudnia i zwalnia, jeśli tego wymaga sytuacja. To ktoś, kto odróżnia mobbing od manipulacji i potrafi o tym rozmawiać z pracownikami, działem HR, czy przełożonymi. To człowiek mający silny kręgosłup i odróżniający to co warto, od tego co się opłaca.

Kilka wskazówek praktycznych, których naprawdę nie uczyli mnie w szkole zarządzania i przedsiębiorczości, a powinni:

  • Stworzenie zespołu zależy od Ciebie. Nawet jeśli dostałaś go “w spadku” po innym kierowniku, albo jeśli jest dany Ci z przydziału i nie miałaś wpływu na jego skład osobowy. W tych przypadkach nawet bardziej, niż w innych – to Ty tworzysz zespół. Swoją postawą, zachowaniami, codziennymi decyzjami.
  • Nie tłum konfliktów, a zarządzaj nimi. Jeśli stworzysz kontrakt z zespołem i uwzględnisz w nim Wasze zasady współpracy oraz cele, które chcecie osiągać, a następnie wszyscy przyjmiecie ten kontrakt do stosowania, to masz w rękach świetne narzędzie do rozwiązywania trudnych sytuacji i punkt odniesienia w przypadku konfliktu, zagrożenia, czy kłótni.
  • Delegowanie zadań może być skutecznym narzędziem rozwijania i doceniania pracowników. Jeśli właściwie określisz cel zlecenia zadania, a nie tylko zrzucisz je jak “forward manager”, to możesz pokazać taką decyzją, że pracownik dojrzał do tego, aby otrzymać bardziej odpowiedzialne zadania, że mu ufasz, że w niego wierzysz i dajesz swobodę realizacji nowych zadań. To nieraz lepsze od premii. Serio.
  • Rekrutując pracowników spośród świeżych absolwentów nie spodziewaj się “gotowego” podwładnego. Przed Tobą sporo pracy i najprawdopodobniej będziesz musiał mnóstwo czasu i energii włożyć w proces “socjalizacji” tego człowieka. System edukacji nie przygotowuje młodych ludzi do efektywnej pracy, nie daje kręgosłupa moralnego i umiejętności budowania relacji społecznych w pakiecie. Dlatego tak ważne jest to, abyś Ty posiadała te cechy, by móc je przekazać młodszemu pokoleniu wchodzącemu dopiero na rynek pracy. Masz misję.

I na zakończenie, jako małe podsumowanie roli Skutecznego Menedżera, wskazówka, której udziela Czytelnikowi Autorka w ostatnim zdaniu książki: Zachowując zdrowy rozsądek przy szukaniu równowagi między nastawieniem na zadania i ludzi, a także wyznaczając najwyższe standardy pracy i relacji w zespole, zbudujesz z czasem nie tylko swój wizerunek, lecz przede wszystkim coś, czego szuka wielu menedżerów, a znajdują nieliczni: autorytet w oczach pracowników.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Samo Sedno za egzemplarz książki, a Autorce za wartościową refleksję.