Nie jesteśmy z innej planety, czyli o kobiecości w zarządzaniu projektami

Nie jesteśmy z innej planety, czyli o kobiecości w zarządzaniu projektami

Mężczyźni są z Marsa a kobiety są z Wenus? Czy oby na pewno? Z moich doświadczeń wynika, że nie jesteśmy z innej planety… A przynajmniej nie z bardzo odległej.

Każdy człowiek ze swoim unikalnym zestawem talentów i silnych stron wnosi wartość do zespołu projektowego. Płeć nie ma tutaj żadnego znaczenia. Są jednak pewne cechy przypisywane społecznie kobietom, które mogą stanowić element decydujący dla sukcesu całego zespołu. To zdecydowanie twórcze przywództwo, myślenie kontekstowe i intuicja.

Zespół buduje się na sprzecznościach i różnorodności

Kobiety i mężczyźni nie zamieszkują bardzo odległych planet. W końcu każdy z nas zna na pewno zarówno delikatnych mężczyzn jak i kobiety-twardzielki. Co więcej, nasze osiągnięcia w zarządzaniu projektami zawdzięczamy zwykle połączeniu różnorodności i sprzeczności, a nie jednej konkretnej kompetencji. Dlatego projekty realizują zespoły, a nie jednostki.

Gdybyśmy jednak przyjrzeli się bliżej wszystkim mieszkańcom galaktyki, to okaże się, że ciągły rozwój i dążenie do znajdywania rozwiązań zmieniających świat na lepszy to domena praktycznie każdej kobiety. Dodajmy do tego umiejętność postrzegania szerokiej perspektywy zjawisk, zwłaszcza społecznych, oraz naturalne instynkty i wrażliwość, a już widać kto najczęściej wnosi do zespołu twórczy potencjał.

Czytaj dalej, jeśli masz ochotę poznać 3 elementy jasnej strony mocy każdej kobiety, które odkryte i wzmacniane przyniosą najwięcej korzyści Tobie i Twojemu zespołowi projektowemu.

Twórcze przywództwo

Kobiety uwielbiają się rozwijać. Im więcej kobiet z całej Polski poznaję, tym wyraźniej dostrzegam to zjawisko. To kobiety szukają ciągle nowych inspiracji i przewodników. Są ciekawe świata i podążają za tą ciekawością. Widzę to każdego dnia, kiedy na newsletter PM TIPS zapisują się kolejne osoby, a do grupy #SięgamGwiazd dołączają kolejne kreatywne kobiety chcące zrealizować swoje marzenia. Najpierw się przyglądają, czytają, obserwują. Kolejnym krokiem jest komentowanie postów, pisanie do mnie wiadomości, nawiązywanie relacji. Kolejnym podejmowanie coraz większych wyzwań, które pozwalają rozciągnąć strefę komfortu tam, gdzie jeszcze nas nie było. Tak to działa u kobiet. Mężczyźni także poszukują inspiracji i wiedzy, ale robią to zupełnie inaczej. Mało który zadaje otwarcie pytania na forum, bo trudniej im publicznie pokazać, że czegoś nie wiedzą.

Jako liderki – kobiety budują efektywne zespoły i przewodzą innym kierując się sercem. Zmienianie świata na lepszy to coś, do czego dążymy każdego dnia. Dlatego kobiety świetnie realizują się w projektach społecznych, wolontariackich, polegających na służeniu innym wsparciem i wiedzą. A ja nawołuję tutaj głośno – dodaj do każdego dobrego uczynku dla świata coś, co stanowić będzie inwestycję w twoje osobiste cele (zarobkowe, biznesowe, czy rozwojowe), a stworzysz mieszankę cech nie do ujarzmienia. Będziesz pomagać innym równocześnie wspierając siebie. To fundament twórczego przywództwa.

Uważaj jednak, bo ciągły rozwój łatwo pomylić z ciągłym doszkalaniem, ulepszaniem siebie, dopieszczaniem produktów. A od tego bardzo blisko do stagnacji, którą fundujemy sobie same traktując siebie jako ciągle niewystarczająco gotowe do przejęcia sterów. Nie wpędzaj się w ten stan, bo trudno z niego wyjść. Wystarczająco dobre jest lepsze od niezrobionego wcale.

Jak wzmacniać w sobie twórcze przywództwo: korzystaj z zasobów, które już masz i nie czekaj na idealny moment (bo taki nie istnieje). Zaczynaj z tym, co już wiesz i ucz się w działaniu.

Myślenie kontekstowe

Kobiety są świetne w rozumieniu relacji międzyludzkich. Naszym naturalnym filtrem, przez który postrzegamy świat są ludzie i związki pomiędzy nimi. Także w projektach. A projekty realizują ludzie, a nie procedury czy urządzenia, dlatego tak wielki wkład w prace każdego zespołu projektowego mają właśnie kobiety. Liderka powinna słuchać i obserwować, aby zrozumieć. Czasami trzeba stanąć dwa kroki za zespołem, zająć miejsce na drugim planie, aby móc dostrzec to co niewidoczne dla osób zaangażowanych w dane zadanie. Wtedy łatwiej zobaczyć big picture. Dzięki postrzeganiu projektu całościowo, jako systemu połączonych ze sobą zdarzeń, zadań i ludzi – łatwiej nam podejmować decyzje strategiczne. Naprawdę widzimy więcej.

Zauważyłam, że kobiety wspaniale sprawdzają się jako negocjatorki i mediatorki. Potrafimy odkrywać interesy każdej ze stron przedsięwzięcia i łączyć ludzi wokół wspólnej wizji. Widziałam to wielokrotnie w praktyce. Empatyczne słuchanie i dosłyszenie tego co umyka osobom, które tylko mówią, ułatwia nam naturalna ciekawość i zainteresowanie drugim człowiekiem. Korzystajmy z tego w projektach, które koordynujemy lub wspieramy.

Jak rozwijać w sobie myślenie kontekstowe: koncentruj się zawsze na kluczowym celu do osiągnięcia, równocześnie rozglądając się wokół. Obserwuj i słuchaj zaangażowanych w projekt ludzi, a także otoczenie projektu (partnerów, klientów, dostawców).

Kobieca intuicja

Jestem absolutnie pewna, że kobiety mają wewnętrzny kompas, który nazywamy potocznie intuicją. Ten naturalny kompas stanowi naszą wyjątkową siłę. Dzięki połączeniu dotychczasowych doświadczeń z wrażliwością i empatią potrafimy sprawniej prowadzić nawet najbardziej skomplikowane przedsięwzięcia. Lider, który potrafi wycofać się, przyznać się pokornie, że czegoś nie rozumie i chce to przemyśleć to skarb. Serio. A jeśli w takiej chwili refleksji i wsłuchania się w siebie – dopuści do głosu intuicję, to przybliży się do rozwiązania szybciej.

Uważaj jednak, abyś nie wpadała w skrajności. Intuicja i przeczucia co do pewnych zjawisk są dobre, ale nie powinny w 100% zastąpić analizy ryzyka i wiedzy wynikającej z doświadczeń. Ufaj sobie, a także obserwuj uważnie fakty, zbieraj dane, słuchaj członków zespołu.

Jak rozwijać intuicję: rób systematycznie przystanki na myślenie i wsłuchuj się w swoje reakcje na to, czego doświadczasz. Notuj, prowadź dziennik lub inną formę dokumentowania swoich postępów i odkryć.

Kobiety wnoszą twórczy potencjał do każdego zespołu

Czy przekonałam Cię już, że najlepsze zespoły zawsze składają się z osób o odmiennych osobowościach i talentach? Najlepszy rozwój osobisty opiera się na wzmacnianiu silnych stron i dobieraniu osób do współpracy, które uzupełniają nas talentami, wiedzą i umiejętnościami.

Które z opisanych mocy są w Tobie silne? Jak je rozwijasz i wzmacniasz?

Poniżej “gwiezdna” prezentacja, którą wygłosiłam podczas Seminarium PMI Gdańsk pt. “Kobiecy pierwiastek w zarządzaniu projektami” 16.01.2017 roku  w Gdańsku. Korzystając z okazji pozdrawiam gorąco cały zespół oddziału trójmiejskiego PMI, a także prelegentki i gości seminarium. To był bardzo energetyczny wieczór!

Dlaczego zarządzanie projektami to kompetencja przyszłości – rozmowa z Martą Pawlikowską-Olszta

Dlaczego zarządzanie projektami to kompetencja przyszłości – rozmowa z Martą Pawlikowską-Olszta

Pozwól, że zabiorę Cię dziś w podróż do świata zawodowego rozwoju i zarządzania swoją karierą. Naszą przewodniczką będzie Marta Pawlikowska-Olszta, którą poznałam dzięki jej książce Skuteczny menedżer. Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi, o której ostatnio pisałam na blogu. Zapnij pasy, lecimy!

Katarzyna Żbikowska: Marta, ostatnio coraz częściej z mediów docierają do mnie komunikaty “pracuj z pasją”, “bądź swoim szefem”, “rzuć etat i wreszcie poczuj, że żyjesz”. Co myślisz o takim podejściu? Czy rzeczywiście, aby pracować z pasją trzeba założyć własną firmę? A co z osobami, które nie mają kompetencji do prowadzenia firmy? Czy one mają mniejsze szanse na odczuwanie satysfakcji ze swojego życia zawodowego?

Marta Pawlikowska-Olszta: Być może komunikaty wynikają z akcji promocyjnych instytucji, które związane są z trwającym ostatnio bumem na dofinansowanie start-upów.

Myślę, że nie ma co podejmować tak istotnych decyzji zawodowych na podstawie mody.

Osoby pracujące z pasją i oddaniem spotykam od lat we wszystkich sektorach. Nie tylko w kojarzących się z tym małych firmach czy organizacjach pozarządowych, ale i w dużych firmach oraz, co nieintuicyjne dla wielu, w instytucjach publicznych.

Musisz wiedzieć kim chcesz być, a właściwie kim się stawać. Musisz sobie zadać pytanie o Twoje wartości w pracy i starać się wybierać takie środowiska pracy, które najbardziej czujesz.

Praca jest wartością samą w sobie. Bycie dobrym specjalistą w swojej dziedzinie jest wielkim osobistym szczęściem i nie ma znaczenia czy swoją pracę wykonujesz na etacie, czy we własnej firmie.

Uskrzydlenie. Uniesienie. Radość. Stan określany jako “flow” ma wiele imion. Czy osiągnięcie takiego stanu jest zarezerwowane dla nielicznych? A może znasz receptę na jego wywołanie?

Flow pojawia się, gdy poziom wykonywanych przez nas zadań odpowiada w punkt naszym kompetencjom.

To zatem kwestia wybierania i organizowania sobie tak pracy, w których możliwe jest połączenie złożonych ciekawych zadań z naszymi wysokimi możliwościami w danym temacie.

Czyli warto zrobić inwentaryzację zadań i posiadanych kompetencji. Jeśli w pracy odczuwasz często lęk to spróbuj, jeśli masz na to wpływ, zmniejszyć złożoność lub natężenie zadania lub zajmij się zwiększaniem poziomu Twoich kompetencji.

Jeśli się nudzisz, zgłoś się do nowych zadań lub sam wyjdź z nową inicjatywą.

Generalnie mamy większe prawdopodobieństwo zanurzenia się w zadaniu i odczucia euforii z tego powodu, gdy pracujemy w tym, co nas kręci i ma dla nas największy sens.

Jestem Project Managerką, więc po prostu muszę zadać Ci to pytanie – czy uważasz, że zarządzanie projektami to kompetencja przyszłości? 

Uważam, że to bardzo istotna kompetencja, która już teraz pozwala na bycie sprawnym w swojej dziedzinie i budowanie czegoś większego na bazie pracy zespołu.

Mam nadzieję, że w przyszłości najważniejsze będzie jednak po co robimy dany projekt. Jeśli nie widzimy sensu w naszej pracy wypalenie przyjdzie szybciej, niż nam się wydaje.

Chciałabym, żebyśmy tę kompetencję wykorzystywali w przyszłości w środowiskach naprawdę gotowych do jej zastosowania. Czyli skupionych oprócz efektywności na etyce naszego działania, ewaluacji projektu i dalszej optymalizacji dla dobra pracowników, klientów i otoczenia, a nie tylko po to, żeby wypełnić checklistę z procedury czy tylko wypracować zysk finansowy.

A co mówią Twoje doświadczenia i obserwacje wyniesione ze współpracy z pracownikami różnorodnych organizacji w Polsce – czy myślenie projektowe jest w nich obecne? Czy wciąż mamy dużo do uzupełnienia w tej kwestii?

Bywa różnie.

W niektórych zespołach nadal panuje zadaniowy nieład i rzeczywiście nikt nie słyszał ani o różnych metodologiach pracy projektowych, ani nie wyłania się z ich działania nic co udowadniałoby myślenie projektowe.

Z drugiej strony większość organizacji i biznesowych i organizacji pozarządowych jest zależna od grantów, więc myślenie projektowe jest im bliskie, ale powiedziałabym przekornie, że zbyt bliskie. To znaczy, że byt tych organizacji jest całkowicie zależny od projektów realizowanych w danej chwili.

Tam zapomina się o ciągłości organizacyjnej, a pracownik jest zawsze pracownikiem terminowym – na czas realizacji projektu.

Generalnie organizacjom we wszystkich sektorach umyka, czemu ma służyć praca projektowa i to, że jest ona formą realizacji zadań, które mają wpisywać się w realizację misji i wizji firmy czy też instytucji.

Od kilku lat aktywnie wspieram środowisko kobiet przedsiębiorczych, managerek, freelancerek. Dostrzegam w kobietach wiele talentów, ale one nie zawsze mają poczucie sprawczości i nie widzą w sobie potencjału do podejmowania zawodowych wyzwań. Jak myślisz, czy to wynika z różnic pomiędzy płciami? Czy w ogóle są takie różnice? Czy mężczyźni inaczej, niż kobiety rozwijają się zawodowo, realizują projekty i osiągają cele? 

Ja pracuję zarówno z mężczyznami jak i kobietami i jako psycholog pracy i organizacji równo traktuję obie płcie. Jest taka zasada w prawie pracy, że pracodawca nie może dyskryminować kandydatów do pracy i pracowników pod względem wieku, przynależności do związku zawodowego, orientacji seksualnej i poglądów politycznych. Do tej listy należy też płeć. Ta zasada jest u mnie tak zinternalizowana, że nie ma mowy, żeby zwracać uwagę, czy mam do czynienia z Panią czy Panem Kowalskim.

Te zmienne nie są predyktorami sukcesu bądź porażki zawodowej na danym stanowisku.

Z punktu widzenia psychologii jest też tak, że stereotypowy obraz kogoś, kto biologicznie jest kobietą lub mężczyzną może być zupełnie inny pod względem psychologicznym.

To znaczy, że możesz widzieć przed sobą faceta, który posiada stereotypowe cechy kobiece takiej jak np. wrażliwość i bierność oraz kobietę, która podejmuje trudne decyzje i walczy o swoje, które to cechy przypisywane są mężczyznom.

Te opisy to tylko stereotypy. Najsprawniejsi są ci, których płeć psychologiczną nauka nazywa androgyniczną – czyli łączenie, adekwatnie do sytuacji zarówno cech sterotypowo męskich jaki i kobiecych.

Chodzi o łączenie w sobie jednocześnie niezależności, jak i opiekuńczości, dynamizmu i łagodności, stanowczości i uległość oraz racjonalności i uczuciowości.

Ta umiejętność jest powiązana z sukcesami zawodowymi.

Marta, dziękuję Ci za rozmowę. 

Marta Pawlikowska-Olszta – Psycholog pracy i organizacji. Zajmuje się wsparciem etycznego i efektywnego zarządzania ludźmi w Polsce na każdym z etapów – zarówno w procesie rekrutacji, adaptacji, rozwoju kompetencji, oceny pracowników, jak i zwalniania. Prowadzi Blog rozwoju zawodowego dla szefa i pracownika – Jak zarządzać po ludzku. Jest autorką poradnika dla menedżerów i specjalistów zarządzania ludźmi: Skuteczny menedżer – Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi oraz artykułów „7 pułapek, w które wpadają prezesi” „Odpowiedzialność menedżerska” i „Dlaczego powinieneś zrezygnować z bycia menedżerem” w miesięczniku „Zarządzanie i Personel”.

Aktualnie realizuje projekt: 6-dniowy kurs Psychologii pozytywnej w organizacji. Zachęcam!

A tutaj znajdziesz moją recenzję książki Marty: Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi.

Marta jest autorką książki, którą gorąco polecam każdemu liderowi i managerowi. Jeśli jeszcze jej nie czytałaś, to masz niepowtarzalną okazję wygrać swój egzemplarz w konkursie, który organizujemy we współpracy z Wydawnictwem Samo Sedno. Twoje zadanie konkursowe to skomentowanie tego artykułu zamieszczając swoją odpowiedź na pytanie: Jakie są największe wyzwania związane z zarządzaniem ludźmi w Twojej firmie, albo zespole? (z perspektywy managera, członka zespołu, albo właściciela firmy).

Na komentarze czekamy do 18.01.2017 roku, a trzy najciekawsze nagrodzimy książkami! Czas start!

Skupiam się na tym, na co mam wpływ

Skupiam się na tym, na co mam wpływ

  • Czy naprawdę chcę spełniać marzenia?
  • Czy naprawdę chcę projektować swoją przyszłość?
  • Czy naprawdę chcę brać pełną odpowiedzialność za moje życie?
  • A może tylko ktoś mi to wmówił, albo jest na to teraz moda?

Skąd takie pytania? Jestem świeżo po lekturze książki Pętla dobrego samopoczucia. A jej Autorzy dowodzą w niej, że nasz świat zdominował kult pozytywnego myślenia.

petla-oklaskiZasługujemy na więcej

Według Autorów, wpaja się nam na każdym kroku, że zasługujemy na więcej, a co najmniej na szczęście i na sukces. Że daliśmy się omamić, że jak chcemy to możemy i że osiągniemy wszystko, jeśli wystarczająco się na tym skupimy i popracujemy. Że chęć spełniania marzeń i odczuwania sprawczości w swoim życiu to potrzeby, których naturalnie nie mamy i zostały nam włożone do głowy tylnym wejściem. Serio?

Pętla się zaciska

Zwykle nie wchodzę w takie dyskusje. Definicji spełnienia i szczęścia jest tyle ilu ludzi na Ziemi i ciężko dotrzeć w nich do jakiegokolwiek sensownego wniosku. Jednak wspomniani badacze efektów pozytywnego myślenia trąbią na alarm. Twierdzą, że przymus zdrowego odżywiania, spełnionego życia i osiągania celów w pracy, polityce czy relacjach jest sztucznie napompowany i nikomu niepotrzebny. Ba, nawet szkodzi. Bardzo szkodzi. Bo jesteśmy uwięzieni w pętli, która zaciska się na naszych szyjach, rękach i umysłach i wysysa z nas resztki sensu. Że paradoksalnie w pogoni za zdrowiem i szczęściem, przestajemy być uważni na to, co naprawdę odczuwamy, kim jesteśmy.

Trudno się nie zgodzić z tezą, że istnieje coś takiego jak kult dobrego samopoczucia i że jest obecny wszędzie wokół nas. Promowany w mediach i kulturze. Wzmacniany przez rządy i organizacje. To w końcu wielomiliardowy biznes, który zasilają nasze niezaspokojone oczekiwania i pragnienia. A te są wciąż kreowane i rozmnażają się jak przez pączkowanie. Spójrzmy chociażby na biznes samorozwoju (kursy, poradniki, konsultacje) i wzmacniające go trendy takie jak IoT (internet of things). One rzeczywiście potęgują kult. Stanowią coraz sprawniej działające połączenie naszych potrzeb z technologią umożliwiającą przedmiotom “rozmawianie” ze sobą, wymienianie terabajtów danych o nas i naszym życiu i dostosowywanie wielu czynników w do naszych potrzeb (np. zegarki kontrolujące tętno, liczniki kalorii w talerzach, budziki, które mierzą głębokość snu i dopasowują muzykę do jego fazy). A obudzona potrzeba sprawia, że sięgamy po coraz to nowe jej zaspokajacze. Pętla się zaciska. To jedyny wniosek z książki, z którym się zgadzam.

Ale wybieram świadomie

Istnieje jednak druga strona mocy – ryzyko wkręcenia się w pętlę dobrego samopoczucia jest tak samo duże, jak w jakiekolwiek inne pętle – uzależnień, toksycznych związków, ale także rozwoju osobistego, wspinania się po szczeblach kariery, czy slow life, które nie są na pierwszy rzut oka kojarzone negatywnie. Czy pasjonata filmów przygodowych, kolekcjonerkę torebek czy nałogowego podróżnika także nazwiemy przymuszonymi do swoich dziwactw czy pasji? Czy będziemy litować się nad kimś kto inwestuje swój cały czas w pomaganie innym, czy rozwijanie swoich zainteresowań? Będę upierać się przy stanowisku, że większość z nas wybiera swoją ścieżkę i dokonuje świadomych decyzji związanych z tym, w co się angażuje, a w co nie – co najmniej przez okres swojej dorosłości. I mam tu na myśli osoby, które są w stanie sprawdzić status na FB, przeczytać książkę czy zrozumieć polityków w mediach, a nie osoby z krajów trzeciego świata, czy z miejsc na Ziemi, do których nie dotarła cywilizacja, internet czy informacja o tym, jak żyje się za wioską.

Nie zgadzam się z tym, że pętla dobrego samopoczucia zakładana jest na nas wbrew naszej woli, przez wielkie koncerny i siły rządowe, a my jak niczego nieświadome chomiki biegniemy w naszych kołowrotkach jak nam każą. Wmawianie nam, że każdy jest zwycięzcą, ma pełną władzę nad swoim życiem i potencjał do podboju galaktyki oczywiście występuje w przyrodzie. Ale nie róbmy sobie żartów – nie każdy w to uwierzy! Nie każdy z nas wejdzie na Mont Everest i zarobi pierwszy milion przed 30-tką. Nie każdy będzie najlepszy. I nie stanie się tak dlatego, że zwycięzca jest tylko jeden, ale dlatego, że nie każdy z nas ma marzenie i aspiracje, które sięgają podium. Sportowcy walczą o medale, ale pracownik swojej firmy walczy najczęściej o docenienie, pracę przynoszącą wartość, osiąganie codziennych postępów, a niekoniecznie o fotel prezesa. Na co dzień matka walczy dla swojego dziecka o miejsce w żłobku blisko domu, a nie o to, aby było Mozartem, czy Einsteinem. Życie codzienne jest wielowymiarowe i nie zawsze dążymy do WIELKICH i PRZEŁOMOWYCH celów. Moimi marzeniami nie są podróże kosmiczne, objęcie stanowiska szefa wszystkich szefów, dokonanie rewolucji technologicznej czy wynalezienie szczepionki na raka. Teraz marzę o tym, by mój kolejny e-book pomógł moim czytelnikom w sprawniejszym realizowaniu codziennych zamierzeń, a projekt, nad którym teraz pracuję w firmie pozwolił chociaż kilku naukowcom na dotarcie ze swoim pomysłem do potencjalnych inwestorów. Tylko tyle i aż tyle. Skupiam się na tym, na co mam wpływ, co jest w moim zasięgu. Fantazjuję i tworzę w mojej wyobraźni piękne wizje przyszłości, ale wiem, że nie zmienię całego świata, a co najwyżej jego fragment wokół mnie (i we mnie).

Nie wpadam w pętlę dobrego samopoczucia, bo tak wybieram. Każdego dnia.

A co Ty wybierasz? Czujesz, że ciąży na Tobie obowiązek dobrego samopoczucia? Czy raczej masz to gdzieś? Jak Ci z tym?

Więcej: Pętla dobrego samopoczucia / Carl Cederström, Andre Spicer / PWN

#MyFirst7Jobs

#MyFirst7Jobs

Na blogach w ostatnich tygodniach zagęściło się od wpisów z serii #MyFirst7Jobs. Czytanie opowieści moich ulubionych blogerek o tym, jakie miały zakręty i niespodziewane zwroty akcji w swoich życiorysach totalnie mnie wciągnęło. Podejmuję wyzwanie i ja. Opowiem Ci dzisiaj o moich pierwszych 7 pracach.

#1 / korepetycje z matmy

W liceum byłam w klasie matematyczno-przyrodniczej = połączenie mat-fiz i biol-chem, czyli 4 przedmioty kierunkowe. Moja dzisiejsza ciekawość świata i zachwyt tym, czego jeszcze nie rozumiem – na moje nieszczęście, nie objawiły się w czasach licealnych. Wtedy wszystko poza matematyką było dla mnie katorgą. Nie byłam orłem w większości kierunkowych tematów. Poza matmą. No więc od czasów szkoły średniej udzielałam korepetycji. Zdarzało się, że także rocznikom starszym ode mnie. Dzięki moim korkom co najmniej kilku orłów zdało maturę. Zarabiałam wtedy na wyjazdy na wakacje i książki. Od zawsze miałam na ich punkcie fioła.

Nauczyłam się tutaj: że im szybciej skupię się na tym, w czym jestem dobra i będę to rozwijać (zamiast na siłę uzupełniać swoje luki i zmuszać się do czegoś, czego nie czuję) – tym szybciej osiągnę stan spokoju i spełnienia.

#2 / pomarańczowy staż i pierwszy awans

Na trzecim roku studiów trafiłam na staż do Orange (wtedy jeszcze Idea). Założenie było takie, że robię tam wakacyjne praktyki, a zostałam na 6 lat. Od asystentki Project Managerów, przez Specjalistkę aż do wymarzonego stanowiska Project Managerki… Wspaniałe lata, kiedy uczyłam się siebie i odkrywałam swoje możliwości i niemożliwości. Korporacja stała się moim placem manewrowym. Wspominam mój zespół, projekty i całą firmę z tych czasów totalnie nostalgicznie.

Nauczyłam się tutaj: że można poznać miłość swojego życia w pracy.

#3 / wyzwanie za miliony

W telekomach dużo się wtedy działo. Zapragnęłam sprawdzić, jak wygląda konkurencja. Moja 4-letnia przygoda w Plusie rozpoczęła się od wyzwania życia, czyli projektu modernizacji całej sieci sprzedaży. Od pierwszego dnia stałam się członkiem zespołu projektującego przyszłość. Naprawdę. Współpracowaliśmy z najlepszymi specjalistami w branży – projektanci, designerzy, inżynierowie, producenci mebli i logistycy. Szkoła życia. Budżet – kilkadziesiąt milionów. Działo się.

Nauczyłam się tutaj: że najlepsza szkoła zarządzania projektami to dostać projekt, który mnie przerasta.

#4 / girl power 

Ostatnie 1,5 roku w Plusie to była szkoła przywództwa i zarządzania zmianą. Zespół, za który odpowiadałam to była ekipa Girl Power – 6 genialnych i pięknych blondynek. Jedyny taki zespół w całym telekomie. Aż mam ciary, jak o nas myślę. Zarządzałyśmy tonami papieru (na pierwszy rzut oka), a w rzeczywistości pozwalałyśmy całej sieci sprzedaży funkcjonować (zapewniając jej właściwe podstawy prawne i rozliczeniowe). Tutaj poznałam rynek nieruchomości od strony najemcy, pośrednika i właściciela, ale najbardziej potęgę siły kobiet w zespole.

Nauczyłam się tutaj: że kobiety mają ogromną moc, ale często potrzebujemy kogoś kto dmuchnie w nasze żagle, abyśmy ruszyły z miejsca.

#5 / energetyczne innowacje

Z telekomu przeszłam do energetyki, gdzie jestem od 3 lat. I kolejny raz w roli Project Managerki zmagam się z korporacyjnymi absurdami. A jest ich tutaj spore zagęszczenie na metr kwadratowy. Ale podobnie, jak w dotychczasowych korporacjach – udało mi się stworzyć dla siebie mały ogródek, w którym mogę wykorzystywać moje naturalne kompetencje – wymyślanie, kreowanie, organizowanie, szkolenie, projektowanie. Jestem w samym centrum innowacyjności w naszej grupie kapitałowej i przez większość czasu czuję się jak ryba w wodzie.

Nauczyłam się tutaj: że wszędzie można stworzyć sobie miejsce do rozwoju, jeśli tylko się ma na siebie pomysł.

#6 / praca marzeń – redaktor naczelna 

Prawie dwa lata temu powołałam do życia projekt Kreatorka Jutra, a chwilę później zbudowałam redakcję wyjątkowego kobiecego magazynu Kreatorka Uskrzydla. To była największa przygoda mojego życia, jak dotąd. I pomyśleć, że to wszystko odbywało się “po godzinach”! Przez ponad rok dumnie pełniłam funkcję Redaktor Naczelnej, a także Redaktorki działu Kreatornia, na łamach którego pisałam o najciekawszych inicjatywach naszej kilkutysięcznej społeczności kobiet – Kreatorek. Redaktor Naczelna to moja praca marzeń. O żadnym innym zawodzie nie marzyłam nigdy tak mocno jak o tym. Ale też nigdy nie zaczęłam szukać na poważnie pracy w żadnym magazynie, czy redakcji. Wykorzystałam więc w 100% rozwojową przestrzeń, którą sama stworzyłam dla Kreatorek i uruchomiłam eksperymentalnie nasz magazyn. Dzięki Magdzie, Eli, Karoli i pozostałym dziewczynom z redakcyjnego zespołu – stworzyłyśmy markę, która na zawsze wbiła się w serca naszych Czytelniczek. A co najważniejsze – nasz zespół pracował całkowicie on-line, bo w całej naszej rocznej pracy – miałyśmy tylko jedno spotkanie na żywo. Czyli można.

Nauczyłam się tutaj: że zamiast szukać pracy marzeń w redakcjach magazynów czy wydawnictw – mogę ją sobie stworzyć sama.

#7 / przedsiębiorcze życie pozaetatowe

Jedna praca na raz to dla mnie zdecydowanie za mało. Dlatego mam też swoje życie pozaetatowe. Po wydaniu dwóch książek zapragnęłam nauczyć się tego, jak przekazać moją wiedzę innym. Ukończyłam więc roczną szkołę trenerską i… od kilku lat jestem trenerką biznesu. W praktyce oznacza to, że wymyślam programy rozwojowe i warsztaty, a potem realizuję je na żywo i on-line. To świetny sposób na poznawanie ciekawych ludzi, bycie częścią ważnych wydarzeń, a także budowania czegoś swojego, gdzie nie ma innego szefa, niż ja sama. Taka praca uczy wytrwałości, pokory i wyobraźni. A rozwój technologii pomaga mi w szerzeniu moich pomysłów i wiedzy praktycznej bardzo szeroko. Dzięki internetowi w moich kursach on-line, webinarach i wyzwaniach wzięło do tej pory udział kilka tysięcy kobiet. A czuję, że dopiero się rozkręcam.

Nauczyłam się tutaj: że albo robię biznes, albo się bawię w biznes.

Gdziekolwiek nie jestem – zawsze staram się zbierać dla siebie życiowe lekcje do wielokrotnego wykorzystania w przyszłości. Napisanie tego tekstu było dla mnie jak cudowna podróż w czasie i tak sobie myślę, że chcę móc wrócić tutaj za kolejne 10 lat i dopisać następny rozdział tej przygody, której scenariusz piszę dzisiaj.

Jak Ci się podoba? Czy Ty też masz ciekawe zakręty zawodowe na koncie? Podzielisz się?

Tu i teraz. Znasz to miejsce?

Tu i teraz. Znasz to miejsce?

Kreowanie jutra… To najkrótszy opis minionych kilku lat mojego życia. Budowanie wizji i tworzenie rozwiązań, z których skorzystamy jutro. Projekty przyszłości. Czegoś mi jednak zabrakło.

Ciągle w ruchu

Kilka miesięcy temu można mnie było znaleźć na warsztatach projektowych, albo piszącą nowy artykuł do magazynu, albo na delegacji na jakiejś politechnice – czyli w trasie promującej konkursy dla innowatorów i studentów, które organizuję. Wieczorami nad laptopem, podczas webinaru, który akurat prowadziłam, albo w trakcie pisania kolejnego modułu e-kursu… Tak było. Uwielbiam czuć produktywność w każdym milimetrze mojego ciała, kiedy na fali dobrej energii robię różne projekty, a każdy z nich posuwam do przodu o kilka kroków każdego dnia. Z dużym prawdopodobieństwem masz podobnie. Albo miewasz. Aktywne kobiety zwykle robią dużo.

Czasem warto sformatować głowę

Przystanki na myślenie kocham równie mocno, co działanie. Robię je systematycznie. Przynajmniej co kilka miesięcy. Aby poukładać sobie to, co robię na nowo. Aby oddzielić ważne od pilnych. Aby wyrzucić całą resztę. Takie momenty refleksji są niezbędne w każdym projekcie, który realizujesz. Bo bez nich możesz biec w niewłaściwym kierunku, albo po moście, który ktoś na drugim końcu zaczął już rozbierać. Im szybciej to zauważysz – tym lepiej. No więc pomiędzy okresami mega-aktywności – były też przystanki na przeorganizowanie siebie i notesu z zadaniami.

Zarządzanie swoją energią

Lubię być w ruchu. Lubię kiedy coś się dzieje. Ale zapętlenie się w działaniu nie jest na dłuższą metę dobre. W ruch inwestujemy dużo więcej energii niż w spoczynek, dlatego tak bardzo trzeba uważać na to, jak zarządzamy energią na co dzień. Aby nie wypalić się za wcześnie, albo nie wpaść w kłopoty zdrowotne – warto być w harmonii ze sobą i swoim wewnętrznym rytmem. Jeśli nie znasz swojego – zatrzymaj się, zrób kilka głębokich wdechów i uświadom sobie, jak się w tej chwili czujesz. Czego potrzebujesz? Idź za tą potrzebą, a od razu poczujesz się lepiej.

Tu i teraz

Tu i teraz to takie miejsce, w którym spędzasz swoje życie. Bo tylko to, co dzieje się w tym momencie możesz nazwać życiem. To tutaj odczuwam ciepło, pragnienie, ochotę na ciastko, czy dreszcze w ramionach. To tutaj siedzę i czuję jak moje ciało naciska na fotel przy biurku. To teraz widzę ptaki na drzewie za oknem i samochody na ulicy przed budynkiem. To tu i teraz odbywa się moje życie. Tylko na ten moment mam jakiś wpływ. A więc tylko tym mogę się cieszyć i tylko tu warto być naprawdę.

Jeśli podobnie, jak ja dotąd – nie żyjesz ani w przeszłości (bo nie rozpamiętujesz, nie wspominasz, nie wracasz non stop do tego, co było), ani w teraźniejszości (bo ciągle planujesz przyszłość, tworzysz wizje, budzisz do życia marzenia i organizujesz nadchodzące działania), to w zasadzie nie żyjesz wcale. Skrajności nigdy nie są dobrym rozwiązaniem.

Koncentracja daje spokój i efekty

Ulga jaką czuję w tej chwili jest niewyobrażalna. Zamiast stu planów na przyszłość i oczekiwań od siebie na nadchodzące tygodnie – czuję spokój. Piję kawę i patrzę w monitor. Mam sporo zadań na dziś i realizuję je jedno po drugim, krok po kroku. A w każdym staram się być w pełni obecna. Nie wybiegam dalej, niż do końca jednej czynności. Po niej, przyjdzie czas na kolejną. A potem przerwa na myślenie i decyzja o kolejnych krokach.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że koncentracja da mi taki spokój i taką efektywność – wyrzuciłabym go za okno i biegła dalej w swoim kołowrotku, jak chomik…

Kiedy ostatnio czułaś się w ten sposób? Czy bywasz czasami w tu i teraz?

Oswajanie strachu

Oswajanie strachu

Strach jest naturalną reakcją na zmianę, która jest przed nami. Tylko Ty decydujesz, czy potraktujesz go jak towarzysza Twojej podróży, czy jak wroga, którego trzeba zamknąć na dnie szafy, albo unicestwić.

Kiedy czegoś bardzo pragniesz i wiesz skąd ta potrzeba wynika – wtedy zdecydowanie szybciej znajdziesz w sobie siłę, by zrobić pierwszy krok. Nie jestem ekspertem od motywacji, chociaż niektórym się tak wydaje. Ja jedynie pokazuję, jak sensownie podejść do chęci osiągnięcia pewnych celów, aby motywacji nie zabrakło przy pierwszej przeszkodzie. A motywację obudzić możesz w sobie tylko Ty sama.

Skupienie pomaga wyłączyć natłok myśli

Kobiety często pytają mnie o to, w jaki sposób ogarnąć natłok myśli. A to z kolei łączy się z pytaniem o to jak oswoić lęki i strachy, które rozmnażają się w naszych umysłach przez pączkowanie. Moja odpowiedź jest prosta – SKUP SIĘ. Kiedy zawęzisz możliwe opcje do kilku, to łatwiej będzie Ci te wybrane doprecyzować, wyskalować i zmierzyć, a w efekcie – zrealizować. Mam tutaj na myśli określanie swoich celów i pożądanych rezultatów. Im więcej niepotrzebnych tematów wyrzucisz ze swojej głowy i zajmiesz się tymi naprawdę ważnymi – tym sprawniejsza w działaniu się poczujesz i strach się schowa głęboko.

Kiedy obszar możliwości, które przed Tobą stoją zostanie przez Ciebie świadomie zawężony, to zdecydowanie łatwiej i z większym spokojem będziesz myśleć o czekających Cię wyzwaniach. Bo wyzwań będzie sporo, tego możesz być pewna.

Konkretne cele a mglista wizja przyszłości

Nie słuchaj tych, którzy mówią, że cele mają być zuchwałe i ogromne, aby podrywały nas z krzeseł. Te osoby mylą cele z wizją przyszłości. Bo widzisz – wizja przyszłości, takiej wymarzonej i idealnej – powinna być wielka. Większa od nas. Ale cele, które wyznaczamy po to, aby je osiągać, a nie aby się rozmarzać jeszcze bardziej, muszą być konkretne i mierzalne, abyśmy miały pewność, że są także realne do uchwycenia i spełnienia.

Moje sprawdzone sposoby na oswojenie lęków i strachów

Nie ma uniwersalnych metod radzenia sobie ze strachem przed działaniem, ale niektóre z moich sposobów zdziałały cuda u osób, z którymi pracowałam. Oto 3 najbardziej skuteczne:

  • Są tacy ludzie, którzy już to zrobili przed Tobą – np. alpiniści zdobyli dany szczyt, lekarze i naukowcy znaleźli na coś szczepionkę, a blogerki zdobyły 1000 czytelników w ciągu roku. Czyli da się. Uff.
  • Do każdego celu prowadzi wiele dróg – niektórzy właściciele firm pozyskują inwestorów wśród Aniołów biznesu, inni w bankach, a jeszcze inni w zbiórkach społecznnościowych (crowdfunding). Czyli można na różne sposoby. Uff.
  • Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku – zamiast myśleć o marzeniu jak o wielkim, włochatym olbrzymie, można je potraktować jak układankę składającą się kilkuset małych puzzli, które będę układać przez jakis czas, ale wszystkie elementy złożą się finalnie w całość. Czyli nawet słonia można zjeść po kawałku. Uff.

Strach ma wiele twarzy

Na jednej z FB grup toczyła się jakiś czas temu dyskusja o tym, co nas powstrzymuje przed działaniem w życiu. Wyjęłam z niej tylko kilka przykładowych odpowiedzi. Chciałabym, abyś zderzyła się dziś z nimi i uświadomiła sobie, że nie jesteś sama ze swoimi lękami, że wszystkie czegoś się boimy. Ale podejmujemy działania, ruszamy z miejsca i pokonujemy przeszkody MIMO STRACHU. Oto czego boją się internautki:

  • Lęk przed odniesieniem sukcesu.
  • Strach wynikający z braku pewności i wiary w siebie.
  • Strach przed tym, że nie wyjdzie.
  • Strach przed tym, że mi wyjdzie i że moje życie, które znam, się zmieni.
  • Strach, że znowu nie skończę tego, co zaczęłam.
  • Strach o to, co ludzie powiedzą.
  • Strach przed utratą bezpieczeństwa i opuszczeniem strefy komfortu.
  • Strach przed zmianą.
  • Strach przed porażką, a przecież nie ma czegoś takiego… są tylko lekcje, które muszą nas czegoś nauczyć.
  • Strach przed tym, że nie mam stuprocentowej pewności, że to co chcę zrobić jest na pewno TYM (bo a nuż za rogiem czeka jakieś lepsze TO).
  • Lęk przed wystawieniem się na ocenę publiczną.
  • Strach wynikający z tego, że nie wiem czego naprawdę pragnę.
  • Lęk przed mijającym zbyt szybko czasem i w konsekwencji naszym życiem.
  • Lęk i niepewność konsekwencji działania.

Odczuwałaś kiedyś któryś z powyższych lęków? Założę się, że tak. Jeśli wydawało Ci się, że jesteś osamotniona w swojej walce ze strachami to mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu zmienisz zdanie. Każdy człowiek odczuwa strach. Ale niektórych paraliżuje myśl o nim, a Ty… bądź jedną z tych, którzy się z nim zaprzyjaźnili i zaprosili do wspólnej drogi, bo…

Strach może Ci dać wiele dobrego

Strach ma wielkie oczy, ale także może być świetnym kompanem. Spójrz dzisiaj na niego jak na prawdziwego towarzysza, który czasem może się bardzo przydać:

  • Strach jako sygnał alarmowy – kiedy coś robisz i zaczynasz odczuwać lęk, to może oznaczać, że intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak. Warto się wtedy zatrzymać i pomyśleć. Co konkretnie wywołało u mnie strach? Czy to obecność jakiejś osoby? Czy podjęcie jakiegoś działania? Przemyśl raz jeszcze czy na pewno warto to robić.
  • Strach jako element przystanku na myślenie – podczas momentów przeznaczonych na refleksję (które rekomenduję Ci robić co najmniej przy każdym kamieniu milowym w projekcie, albo przynajmniej podczas cyklicznych przeglądów postępów) warto przemyśleć co w ostatnich tygodniach wywołało we mnie stres i jak mogę temu zapobiec w przyszłości. Czasami takie obserwacje siebie (a nie tylko zrealizowanych lub niezrealizowanych działań) pomogą Ci znaleźć pewne mechanizmy. Posłuchaj siebie.
  • Strach jako miernik sensowności działania – znam swój akceptowalny, codzienny poziom strachów i lęków, które mi zawsze towarzyszą. Lubię odczuwać adrenalinę przed nieznanym lub przed nowym. Ale kiedy poziom mojego pobudzenia podnosi się zbyt wysoko i np. zaczynam odczuwać fizyczne objawy przekroczenia pewnej mojej granicy – oznacza to dla mnie, że czas się wycofać, a przynajmniej zatrzymać i pomyśleć.

Dlatego bój się i działaj. To jedyny sposób na sięgnięcie marzeń.

A jakie są Twoje sposoby na działanie mimo strachu?