Kiedy ostatnio szczerze rozmawiałaś ze swoim szefem?

Kiedy ostatnio szczerze rozmawiałaś ze swoim szefem?

O czym są Twoje dialogi wewnętrzne? Najczęściej komentujemy w myślach bieżące wydarzenia. A w związku z tym, że w pracy spędzamy ok. 8h z każdego dnia, to pozwolę sobie zaokrąglić ten wynik do 1/3 doby. Każdej.

O czym ze sobą rozmawiamy

Zebrałam wypowiedzi od kilku koleżanek, aby nie był to tylko obraz moich myśli. Oto one: “jestem zajebista”, “jestem do kitu”, “masakra”, “uwielbiam excela, ale jak się nie zawiesza”, “dlaczego nikt nie dostrzega ile dobrego robię dla firmy?”, “dostałam do współpracy samych tępaków”, “jak można być tak ograniczonym?”, “dlaczego nie pozwalają mi się rozwijać?”, “chciałabym pojechać na tę konferencję, ale przecież mnie nie puszczą”, “nie będę więcej zostawać po godzinach”, “uwielbiam piątki, piąteczki, piątunie”, “te zadania są do bani”, “kto zatrudnił tych ludzi?”, “czy on mógłby już zamilknąć i dać mi zebrać myśli?”

… i tak dalej.

Każdego dnia.

W każdej minucie.

Setki, tysiące myśli i rozmów ze sobą.

A ile razy podobne dialogi wypuszczasz z głowy na świat?

Ile razy w ostatnim kwartale zdobyłaś się na to, aby porozmawiać o swoich wyzwaniach, wkurzeniach, marzeniach, bolączkach i ograniczeniach swojemu szefowi albo szefowej? Bez względu na to, czy pracujesz na etacie czy sama jesteś swoim szefem – szczerze odpowiedz sobie na to pytanie. Teraz.

Tak rzadko mówimy o naszych prawdziwych odczuciach na głos, a tak często frustrujemy się wewnątrz siebie i zalewamy się własnym jadem i rozczarowaniami od środka. To nie tylko nie jest dobre dla nas. Co ważniejsze – to nie ma zupełnie sensu. Oto kilka wskazówek na uzdrowienie lub oczyszczenie sytuacji.

Szef to nie wróżka

Kiedy szef nie wie o naszych marzeniach i rozterkach, to nie będzie mógł na nie zareagować. Nawet jeśli wydaje Ci się, że jak z kimś długo pracujesz, to powinien Cię już “trochę znać”, to odpuść. Nie tędy droga. Nikomu nie płacą za jasnowidzenie w takich relacjach. Jeśli nie powiesz szefowi o tym, co w sobie nosisz, to on nie będzie tego wiedział. A w związku z tym – nie będzie mógł się do tego odnieść i zareagować.

  • Marzysz o pójściu na konferencję z ramienia firmy? A może są także inne osoby w zespole, które skorzystałyby na udziale w takim wydarzeniu? Zrób rozeznanie w zespole i idź do szefa z kompletem informacji.
  • Chcesz iść na warsztat? Świetnie. Zastanów się w jaki sposób mogłabyś po powrocie z niego przekazać swoją nową wiedzę zespołowi i poproś o zgodę szefa.
  • Chciałabyś być na bieżąco z nowinkami branżowymi? Powiedz o tym głośno. Być może prenumerata jakiegoś magazynu uzupełni luki w wiedzy nie tylko Tobie?

Bądź proaktywna

To od Twojej postawy zależy to, czy będziesz spełniona i spokojna w biznesowych relacjach, czy staniesz się kłębkiem nerwów. Wykaż inicjatywę i jeszcze dziś umów się na rozmowę z przełożonym. Jeśli sama jesteś swoim szefem, to zapewnij sobie w kalendarzu czas na rozmowę ze sobą o swoim własnym rozwoju.

Jeśli masz w swojej firmie system oceny okresowej, np. kwartalne rozliczenia celów, to możesz wykorzystać te momenty oceny na dodatkową rozmowę. A jeśli w tych okresach szefowie są zabiegani i zajęci (bo nie jesteś ich jedynym pracownikiem, którego muszą oceniać), to bądź cierpliwa i zaproponuj przy tej okazji spotkanie za miesiąc od teraz i pilnuj, aby nic nie przeszkodziło temu wydarzeniu.

Szefowa podejmuje dziennie dziesiątki decyzji

Uprość życie swojej szefowej i przyjdź do niej z rozwiązaniem, a nie marudzeniem i frustracją. Jeśli jesteś skrajnie przemęczona, to daj sobie chwilę na oddech, zbierz myśli i dopiero taka wyciszona zaproś szefową do szczerej rozmowy. Opowiedz jaki jest kontekst sytuacji, czyli: co aktualnie robisz, jak to robisz, ile zajmuje Ci to czasu i energii, co jest dla Ciebie w ostatnich tygodniach najtrudniejsze, a czym chętnie się podzielisz, bo odkryłaś sprytny sposób na działanie, itd. A następnie zaproponuj rozwiązania – podział zadań pomiędzy więcej osób, przesunięcie niektórych działań na później, zmianę priorytetów, albo wysłanie Cię na szkolenie po dodatkową wiedzę, czy zasoby.

Pomóż swojej szefowej Ci pomóc.

Zaprojektuj samodzielnie swój plan rozwoju

Zastanów się czego konkretnie potrzebujesz, aby lepiej wykonywać swoją pracę, aby mieć z niej więcej radości. Poszukaj konkretnych rozwiązań na rynku. Konferencje, warsztaty praktyczne, podręczniki specjalistyczne, magazyny eksperckie, spotkania z ciekawymi ludźmi, udział w think tankach, grupach eksperckich, śniadaniach biznesowych. Wiem, że nie otrzymasz tego wszystkiego w pakiecie po jednej rozmowie z przełożonym, ale… jeśli nie wskażesz konkretnych rozwiązań i pomysłów, to czekanie, aż ktoś Ci je zaproponuje jest naiwne.

Jeśli wiesz czego chcesz i w którą stronę chcesz pokierować swój rozwój – znajdziesz środki dotarcia do celu. A potem powiedz o nich przełożonemu. Będzie mógł ocenić realność i wykonalność tych pomysłów i pomóc Ci je zrealizować.

Wierzę w ludzi. Wierzę, że jesteśmy z natury dobrzy i chcemy robić dobre rzeczy. Twój szef czy szefowa także tacy są. Ich zadaniem jest zarządzanie pracownikami i robią to tak, jak potrafią. A Ty, jeśli wiesz, że coś można zrobić inaczej, albo bardziej efektywnie, to zaproponuj im to, powiedz o swoim pomyśle, pokaż swoją postawą, że jesteś otwarta i chcesz coś zmienić na lepsze. Gracie w końcu do tej samej bramki.

Czy dodałabyś coś do tej listy? Jakie masz doświadczenia z rozmowami z przełożonymi?

Jak wycisnęłam 2015 rok jak cytrynę?

Jak wycisnęłam 2015 rok jak cytrynę?

Każdy rok jest inny. Każdy rok mnie napełnia. Każdy rok dodaje nowe puzzle do mojej życiowej układanki. A co wycisnęłam dla siebie z 2015 roku – najlepszego roku mojego życia?

Mogę zrealizować swoje marzenia, ale nie muszę

Żyję w świecie, w którym wydaje mi się, że z każdej książki czy portalu krzyczą do mnie, że moim obowiązkiem jest żyć po swojemu, realizować się i spełniać swoje pragnienia. Że życie jest jedno i że trzeba je wycisnąć jak cytrynę. Że jak nie ja, to kto. Że mogę wszystko.

Tak, mogę. No niekoniecznie wszystko, ale na pewno sporo. Tylko, że nie chcę. Chcę nauczyć się żyć spokojnie w świecie pełnym ludzi wiedzących lepiej ode mnie, jak powinno wyglądać moje życie. Czuję niezłe wyzwanie.

We wrześniu zapisałam w swoim notesie słowa “Mam prawo gdzieś dojść i nie dochodzić nigdzie“. Ulga, jaką poczułam, kiedy dotarł do mnie ich sens, była bezcenna. To ja jestem moim najlepszym przyjacielem, projektantką mojego jutra i decydentką. To ja jestem sprawcą mojego życia i osobą dokonującą kluczowych wyborów. To ja tu rządzę. I ja biorę odpowiedzialność za decyzje, które podjęłam.

Moim marzeniem było zbudowanie czegoś, co ma sens. Co będzie większe ode mnie samej. To znaczy, że będzie żyło nawet kiedy mnie w tym nie będzie. Na fundamencie bloga Project Managerka.pl powstała społeczność Kreatorek, która zadomowiła się pod adresem Kreatorka Jutra.pl i na której świadomie skupiłam swoją uwagę w ostatnich kilkunastu miesiącach.

Podjęcie jakiejś decyzji jest lepsze, niż nie podjęcie żadnej

Były wakacje 2015 roku, czyli kilka miesięcy po tym, jak powołałam do życia kilkunastoosobowy Zespół projektu “Kreatorka“. Zespół zaczynał gasnąć. Energia, którą karmiłyśmy siebie i społeczność przez kilkanaście poprzednich tygodni – słabła. Uruchomiłyśmy działania w kilkunastu inicjatywach w tym czasie. Każda osoba miała jakieś zadania i konsultowała ze mną każdy pomysł. Koncepcja goniła koncepcję. Pomysł gonił pomysł. Twórcze szaleństwo. Podobało nam się. Tylko, że na takiej fali euforii można jechać przez bardzo ograniczony czas.

Pamiętam to prawie jak przez mgłę… Setki codziennych decyzji do podjęcia. Od sensowej treści posta na facebooka i oznaczenia w nim kogoś ważnego, ogłoszenie najlepszych prac konkursowych, aż po wybór skutecznego narzędzia do tworzenia webinarów, zaprojektowanie szkolenia, instruktaż dla nowej autorki, pozyskiwanie sponsorów, zawieranie umów z podwykonawcami. Skype, facebook, telefon, mail, hangout, trello, sms… Kosmos.

Padłam. Złapałam infekcję. Potem kolejną. Zmęczenie fizyczne i psychiczne sprawiło, że nie miałam siły tworzyć strategii dalszego działania. Byłam zmęczona kieratem, który sobie zgotowałam. Chciałam dać sobie spokój. Ale czułam, że poczuję ukojenie dopiero, gdy podejmę decyzję. Zatrzymałam się więc i poinformowałam Zespół, że nie będę już brać odpowiedzialności za nikogo poza samą sobą i zawiesiłam duży temat, nad którym zaczęłyśmy pracować, a kilka mniejszych zamknęłam. To był trudny czas. Dużo się we mnie zmieniło. Zmiany nie ominęły także Zespołu – ktoś oddał swój temat, ktoś zrezygnował ze swoich wcześniejszych deklaracji, ktoś odszedł. Poczułam ulgę.

Najbardziej ograniczony zasób to moja energia, a nie czas

Zaczęłam przeliczać moje zaangażowanie we wszystkie inicjatywy, które realizowałam “po godzinach” (w tym projekt “Kreatorka“) stosując jednostki energii, a nie czasu. I nie miało z tym nic wspólnego to, że na co dzień pracuję jako manager w koncernie energetycznym :) Zrozumiałam, że to nie ilość godzin zainwestowanych w działania, ale moja siła i witalność są wskaźnikiem mojej efektywności.

Zaczęłam dbać o siebie i realizację swoich marzeń. Swoich, a nie tych, które wydawało mi się, że inni chcą zrealizować dzięki mnie. Przestałam udawać, że umiem czytać w myślach innych osób, że zbawię świat, że komuś pomogę w rozwoju, którego on sam nie rozumie, albo nie chce w tym momencie. Uwolniłam swoją energię, bo zajęłam się tym, na co mam wpływ. Moim życiem.

Myślenie o sobie to nie egoizm, tylko mój obowiązek

Jaka była moja pierwsza myśl, kiedy zachciało mi się być pierwszą osobą, o którą zadbam? Ale ze mnie egoistka. Kolejna myśl? Mam gdzieś, co pomyślą o mnie inni. Jeśli nie zadbam o siebie, to nikomu na tym świecie nie pomogę, ani nie wzbogacę go moimi talentami i darami, które otrzymałam.

Moja decyzja o uruchomieniu Platformy Kreatorka Jutra.pl (a więc zainwestowaniu prawie wszystkich wolnych zasobów w najbliższych 3 miesiącach) spadła na mnie jak grom z nieba. Usłyszałam słowa “Albo robisz biznes, albo się bawisz w biznes” i mnie tąpnęło. Nie spałam całą noc. Ale o poranku już wiedziałam, że projekt “Kreatorka” będzie moim biznesem. Ostatnie kilkanaście miesięcy to była tylko zabawa w biznes. A czułam się jakbym kierowała co najmniej korporacją.

Zawsze zaczynam od “dlaczego”

Przypomniałam sobie, po co od kilku lat rozwijałam swojego bloga, po co napisałam dwie książki, po co udzielałam się jako wolontariuszka w różnych inicjatywach, po co współpracowałam z organizacjami non-profit, po co uruchomiłam darmowy kurs Kreatorka 2015, a potem Zespół i całą lawinę kreatorskich działań. Moim powołaniem jest pomaganie i uskrzydlanie ludzi. Dzielenie się swoją wiedzą, abyśmy wszyscy mogli rosnąć i sięgać po to, o czym marzymy. Aby żyło nam się lepiej.

Zrozumiałam, że wielu ludzi, których podziwiam, zarabia na życie realizując swoją misję życiową i cele społeczne. Że misja i zarabianie to nie sprzeczność, a naturalne równanie. Jestem tym, na co poświęcam swój czas. Jeśli chcę pomagać innym, bo potrafię to robić i chcę to robić, to jeśli ktoś mi za to nie zapłaci – w bardzo krótkim czasie okaże się, że nie będę mogła tego robić, bo przywali mnie ciężar codzienności. Za rachunki nie zapłacę w końcu samym uśmiechem.

Realizowanie marzeń ma jasną i ciemną stronę mocy

Dziś już wiem, że realizowanie mojego unikalnego planu na życie może mi przysporzyć zarówno przyjaciół, jak i sympatyków mojej porażki. I będę z tym żyć.

Dziś już wiem, że jeśli nie zadbam o swoje zasoby energetyczne, to nie zrobię nic. Samochód bez paliwa nie pojedzie, a już na pewno nie pociągnie nikogo za sobą.

Dziś już wiem, że jeśli będę się skupiać na dziesiątkach rozproszonych zadań, to nie wystarczy mi energii na kluczowe. Zaczynam się od tych najważniejszych, resztę odrzucam.

Dziś już wiem, że skoro mam to szczęście, że odkryłam już swoje mocne strony i dary, którymi obdarzył mnie los, to zacznę je wykorzystywać. Wybieram działanie zamiast ciągłego pozyskiwania zasobów, których nigdy nie zdołam wykorzystać.

Dziś już wiem, że popełnię jeszcze mnóstwo błędów i wdrapię się na wiele gór, ale jestem spokojniejsza, bo umiem wyciągać z nich wnioski i korygować swój kurs ku lepszej przyszłości.

Rok 2015 był rokiem gigantycznych zmian w moim życiu. Wiem, że to ja kształtowałam swoje wybory i siebie samą. Znam swoje sukcesy i upadki. I jestem z siebie dumna. I dziś świętuję. Wracam do pisania na blogu Project Managerka.pl, bo to moje miejsce. Liczę na to, że pomimo dłuższej przerwy w naszych spotkaniach tutaj, zechcesz widywać się ze mną znowu na tej stronie. Mam otwarte serce na kolejne dwanaście miesięcy, bo przecież 1-szego stycznia otrzymałam, tak samo jak Ty, 366 nowych możliwości…

A jakie są Twoje lekcje z minionego roku? Będę szczęśliwa, jeśli podzielisz się chociaż jedną z nich.

Dlaczego już nie będę gonić marzeń

Dlaczego już nie będę gonić marzeń

Opowiem Ci dziś, co się stało ze mną po tym, jak zaczęłam gonić swoje marzenie. Było takie wypasione i mięciutkie, że na samą myśl o tym, jak już je zrealizuję – miałam gęsią skórkę. Ale nawet taka okrąglutka i naprawdę niemała istota potrafi, skubana, szybko biec. Dostałam zadyszki.

Tytuł artykułu jest przewrotny. Przyznaję, że chciałam zwrócić nim Twoją uwagę. A że ostatnio na każdym kroku jesteśmy bombardowane komunikatami o tym, że trzeba spełniać swoje marzenia, to temat jest naprawdę gorący. Dla mnie również. Jestem w końcu chodzącym przykładem na to, że można, a nawet trzeba iść za głosem swojego serca i marzeń. Ale już wiem także to, że nie warto za nimi biec. Gonić ich. Popychać świata. Wykonywać nadludzkich wysiłków. A to wszystko po to, aby je dogonić. Dziś wiem, że jedyny sposób na ich zrealizowanie, to zadbanie o spójność moich emocji i działań, słuchanie siebie i swoich potrzeb. A nie guru motywacyjnych i innych pajaców.

Odpowiedzialność sporo waży

Kiedy na początku tego roku wokół mojego kursu Kreatorka 2015 zaczęło się robić sporo szumu i kolejne Kreatorki dołączały masowo do naszej społeczności, zaczęłam czuć na sobie sporą odpowiedzialność. Tak, właśnie to czułam. Nie rozpierającą radość. Nie dumę z siebie. Nie satysfakcję z dobrze zainwestowanego czasu i fajnego pomysłu. Ale właśnie odpowiedzialność.

Im więcej osób dołączało do mojego zespołu, grupy dyskusyjnej, fanpejdża, tym większy czułam uścisk w brzuchu. No bo skoro jestem osobą, którą się: czyta, cytuje, zaprasza na spotkania, wywiady i do różnych projektów, to najwidoczniej mam coś, czego ludzie potrzebują. Bosko! Trzeba to dobrze wykorzystać. Zaczęłam prace nad rozwojem projektu razem z kilkunastoosobowym zespołem. Budowałyśmy koncepcje, strategie, opisywałyśmy założenia do kilkunastu inicjatyw, które świat miał ujrzeć lada chwila.

Sporo z nich miałaś okazję dostać do rąk własnych. Magazyn Kreatorka Uskrzydla, Publikacja o Kreatorkach, Kawy Kreatorek, Manifest Kreatorki, Konkursy Książkowe, żeby wymienić tylko kilka z nich. Cieszą się niesłabnącą popularnością i większość z nich wciąż rozwijamy.

Dlaczego poszły za mną setki Kobiet

Jestem Inspiratorką. Działam i dostarczam produkty. Odwalam kawał dobrej roboty. Mam na koncie kilkanaście własnych projektów i niezliczoną ilość projektów innych osób, które od lat wspieram. Kiedy włączam się w prace jakiegoś zespołu projektowego, to najczęściej słyszę, że takiego ogniwa im brakowało. Jestem katalizatorem zmian i triggerem dobrych aktywności. Dlatego mój kurs Kreatorka 2015 i moje projekty tego roku pociągnęły za mną setki Kobiet z całej Polski (a w zasadzie to nawet zza granicy).

O kimś jednak zapomniałam

Jednak zapomniałam w tym wszystkim o sobie. To naprawdę słabe, bo nie pierwszy raz doświadczam tego nieprzyjemnego uczucia. O co chodzi? O mój bieg, moją gonitwę. Kiedy biegnę – nie dostrzegam widoków za oknem, wszystko mi się zlewa. Nie słyszę też siebie, bo nie mam na to czasu w tym wyścigu ze sobą.

Robić dobre projekty? Czy robić dobrze projekty?

Dziś uświadomiłam sobie, że nie chodzi o robienie więcej i szybciej, ale o robienie rzeczy ważnych i z sensem. Wielkie odkrycie! Czy nie o tym czytałam setki razy w poradnikach i na szkoleniach? Tak, tylko najtrudniej jest dostrzec te mechanizmy we własnym życiu.

Dziś na szczęście wiem, że w moim życiu nie chodzi o to, aby na koniec każdego miesiąca odhaczyć kolejne zrealizowane check-boxy na mojej liście zadań zbawiających świat. Nie chcę zbawiać świata. A już na pewno nie kosztem siebie samej.

Najpierw załóż maskę sobie, a dopiero potem dziecku

Leciałaś kiedyś samolotem? Stewardesa tuż przed startem przedstawia instrukcję bezpieczeństwa. Tłumaczy pasażerom, że jeśli w kabinie samolotu zmniejszy się ilość tlenu, to nad głowami pasażerów pojawią się automatycznie maski tlenowe. Kiedy tak się stanie – powinnaś założyć najpierw maskę sobie, a dopiero w drugiej kolejności dziecku. “Jak to?” – to była moja pierwsza myśl, kiedy usłyszałam ten komunikat po raz pierwszy w życiu. Mam ratować najpierw siebie, a dopiero potem bliskich? Mechanizm prawidłowego zachowania w samolocie zrozumiałam kilka sekund później. Zrozumienie tej mądrości w prawdziwym życiu – zajęło mi kilka lat.

Im mniej mam siły ja – tym mniej energii jest w naszej społeczności

Nasza grupa Kreatywnych Kobiet powstała dzięki mojemu wariackiemu pomysłowi, a potem ogromnemu wysiłkowi, który włożyłam w uruchomienie machiny znanej dziś pod nazwą Społeczność Kreatorek. Kilka miesięcy ciężkiej prac potu i łez, rezygnowania z wielu przyjemności, czasu dla bliskich, własnych potrzeb odpoczynku i relaksu – w imię wyższego, ważnego celu. Chciałam zbudować nam, Kreatorkom, przestrzeń do rozwoju i wspierania się. To nigdy nie było proste zadanie, ale wierzę w nie i wierzę w to, że jest warte wielu wyrzeczeń. Jednak nie za wszelką cenę.

Jeśli nie będę miała siły, to nikomu nie pomogę

Moją życiową misją jest pomaganie innym i towarzyszenie im w rozwoju. Od dłuższego czasu czuję to powołanie w głębi serca. Ale dopiero ostatnio załapałam, że jeśli wykończę się tym pomaganiem, to nikomu więcej nie pomogę. Proste. Bieg za marzeniem, nawet tak bardzo wartościowym także dla innych ludzi, doprowadził mnie tam, gdzie nie było miejsca dla mnie samej. Na moje zwykłe przyjemności. Na spędzanie czasu tak, jak lubię. Zakręciłam się wokół własnego ogona.

Po co Ci to wszystko piszę? Bo jestem na zakręcie. Bo odrywam coś ważnego. Bo zawsze kiedy się takie coś dzieje w moim życiu, mam ogromną potrzebę podzielenia się tym z życzliwymi ludźmi, którzy obserwują moje dojrzewanie, przemiany, Rozwój (przez Wielkie R). Czy odnalazłaś w moich słowach coś bliskiego Tobie? Albo coś, co już kiedyś przeszłaś? Jeśli tak, to napisz mi o tym, proszę. Rozwój nie ma sensu w pojedynkę, a chciałabym spojrzeć na moje odkrycia z różnych perspektyw. Wykorzystaj komentarze poniżej, albo napisz do mnie maila. Będę szczęśliwa. I wiesz, dziękuję Ci, że idziesz obok mnie moją ścieżką.

100 pierwszych dni Kreatorek

100 pierwszych dni Kreatorek

Tylko 100 dni? To chyba jakiś żart. Mam poczucie, jakbym znała Kreatorki przynajmniej od kilkunastu miesięcy…

Od rana czuję na nosie promienie wiosennego słońca. Czuję też ogromną, wręcz nie-do-opisania DUMĘ, że w ciągu 100 dni udało mi się zagrzać do działania ponad 1300 Kobiet w całej Polsce i zintegrować Nas-Kreatorki wokół wspólnego celu. Tym celem jest świadome projektowanie przyszłości, kreowanie naszego jutra. Z wyobraźnią, z odwagą i… wspólnie.

Zmienianie świata w pojedynkę wychodzi słabo, możesz mi zaufać. Jestem byłą mistrzynią świata w byciu Kasią Samosią. Byłą, bo od 100 dni działam tylko zespołowo. A Ty jesteś w tym Zespole razem ze mną?

Kurs Kreatorka 2015 zmienił wiele

Zaczęłyśmy od kursu Kreatorka 2015, gdzie podsumowywałyśmy rok 2014 i planowałyśmy podbój roku 2015. Niektóre z Nas dołączyły do kursu w połowie, inne pod koniec, a jeszcze inne – już po jego zakończeniu (miesiąc temu). Ale łączy nas jedno – proaktywność i paląca wręcz potrzeba rozwoju.

Kurs powstał w mojej głowie na początku grudnia 2014 roku i od momentu uruchomienia rósł w siłę w tempie potęgowym. Wciąż dołączały do niego kolejne Kobiety i w taki sposób stworzyłyśmy największą grupę wspierających się osób, jaką znam.

Sam kurs to 16 rozdziałów, które można było pobierać ze strony kursowej i kompletować dzięki Osobistemu Asystentowi Kreatorki. Co kilka dni dostarczałam Uczestniczkom nową porcję zadań rozwojowych, szablonów do samodzielnego uzupełniania, a także “podpuszczałam” do realizowania zadań zespołowo w ramach fejsbukowej grupy. Kurs miał ogromną wartość merytoryczną, ale najwięcej skorzystały te osoby, które brały aktywny udział w życiu naszej społeczności.  Głęboko wierzę w to, że w zespole drzemie siła. Do tego też zachęcałam wszystkie osoby pojawiające się w projekcie.

I jestem naprawdę szczęśliwa, że obudziłyśmy wspólnie pokłady niesamowitej energii, którą dzielimy się i mnożymy każdego dnia. Za chwilę opowiem Ci o tym, jak te 100 dni zmieniło moje życie. Jesteś ciekawa?

Kreatorka_baner Karolina

Nie jestem sama

Przede wszystkim odkryłam, że nie jestem sama. Tak, właśnie takie odkrycie zaliczyłam. Brzmi mało finezyjnie, ale jest prawdziwe. Doświadczyłam realnej kobiecej siły, która rośnie kiedy się ją tylko obudzi.

Zaczynałam ten projekt samodzielnie. Ja i mój laptop. Zaprojektowanie kursu Kreatorka 2015, stworzenie materiałów do pobierania przez Uczestniczki, przygotowanie wysyłki maili i artykułów opisujących kurs na blogu nie wymagało więcej rąk do pracy. Do takiego działania przyzwyczaiłam się od lat, ponieważ zawsze byłam samotnym wilkiem. Kasią Samosią. Co się zmieniło?

Moje marzenia przestały się bać być duże

Już wiem, że nie chcę działać nieśmiało i samodzielnie. Moje marzenia i cele sięgają dużo wyżej, niż napisanie e-booka w zaciszu domowego biurka. Moje marzenia są dziś DUŻE. A do realizacji takich wyzwań trzeba mieć zespół. Jeśli chcesz poznać historię Zespołu SuperBohaterek, którego mam przyjemność reprezentować – przeczytaj stronę Nasz Zespół. Znajdziesz tam informację o tym, jak się poznałyśmy i w jakim składzie dziś występujemy. Jednak to, co tam znajdziesz, to tylko czubek góry lodowej. Pod powierzchnią są godziny ciężkiej pracy, którą włożyłyśmy w to, aby się uformować, zorganizować, podzielić zadaniami, aż wreszcie rozpocząć z tupetem ich realizację. Na pierwsze produkty naszych projektów nie kazałyśmy długo czekać.

Społeczność się rozwija

Dzięki Zespołowi mogłyśmy dać Naszej Społeczności możliwość dalszego rozwoju. Bez pracy zespołowej byłoby to praktycznie niemożliwe. Czy wyobrażasz sobie, że społeczności 1300+ Kobiet przewodzi jedna z nich, która samodzielnie realizuje dziesiątki projektów mających na celu utrzymanie zaangażowania grupy, wspieranie jej w biznesach, poszukiwaniach siebie, rozwojach dziesiątek spraw?

Tak, jestem inicjatorką całego projektu. Ale poza tym – jestem żoną, siostrą, córką, przyjaciółką, pracownikiem korporacji, trenerką. Nie można łączyć wszystkich tych ról w jednym życiu bez żadnych kosztów. Dlatego wiele działań trzeba realizować z ludźmi, którym ufamy, których lubimy, z którymi łączą nas wspólne cele.  Bez Zespołu taki projekt nie ma szansy żyć. Dzięki wspólnemu wysiłkowi Ani, Beaty, Bogusi, Doroty, Karoliny, Kornelii, Magdy, Martyny, Marysi, Olgi, Uli i mnie – dziś możesz korzystać z tego wszystkiego, co daje ogromna, babska ekipa.

Co zrobiłyśmy do tej pory

W ciągu ostatnich 100 dni, poznałyśmy się na kilkunastu spotkaniach, przy kawie, przy kamerze, przy mailu, na facebooku, podczas kursów elektronicznych, rozmów telefonicznych i na Skype. Co teraz?

  • Kreatorka Uskrzydla – to nasz największy projekt ostatnich tygodni. Pod okiem Magdy Bereza (naszej zespołowej Managerki Redakcji) powstaje pierwszy numer wyjątkowego magazynu dla Nas. Jeśli jesteś zapisana na newsletter – na pewno otrzymasz dostęp do niego jako jedna z pierwszych Kobiet w Polsce.
    Kreatorka_banner_800x800
  • E-Kurs Wyróżnij się (tytuł roboczy, ale kto wie…) – moje oczko w głowie. Pieczołowicie obmyślany i projektowany specjalnie dla Ciebie. Z wypiekami na twarzy rysuję kolejne mapy myśli, aby ubrać w słowa i obrazy wszystko to, co chcę Ci przekazać w zakresie tworzenia Twojego intrygującego wyróżnika. Aby nic Ci nie umknęło – pamiętaj o zapisie na newsletter!

Kawa Kreatorek_Kraków (01)_300115

  • Grupa Kreatorki na Facebook – niemożliwe, że jeszcze Cię z nami nie ma! Sprawdź, co tu się wyrabia! Ponad 650 Kobiet rywalizuje o to, która lepiej doradzi, pomoże lub połączy siły z innymi Kreatorkami. Tak, to jest miejsce na inicjowanie naszych wszystkich projektów. Naszych i Twoich. Nie bój się opowiedzieć o wyzwaniu, nad którym pracujesz. Na pewno znajdą się osoby, które Cię wesprą, nie tylko słowem. Wpadaj do nas korzystając z tego linka: Kreatorki.

Kawa reatorek_Warszawa (01)_150116

  • Manifest Kreatorki – bardzo ważny element naszej społeczności. Spaja nas i pokazuje wartości, zgodnie z którymi żyjemy lub chcemy żyć. Każda z nas jest inna, ale fundament mamy wspólny. Możesz go znaleźć na naszej stronie, a także wszędzie gdzie się pojawiamy – Manifest Kreatorki.

Manifest_kolaz

  • My Kreatorki – pierwsza publikacja o naszych biznesach, pasjach i zainteresowaniach. Materiał powstaje właśnie w warsztacie Agaty z Gildii Wędrowców. Ponad 30 Kreatorek postanowiło podzielić się ze światem swoją misją, osiągnięciami i odkryciami. Widziałam roboczą wersję… jest totalnie odjechana!

Kawa reatorek_Wrocław (01)_150215

  • Kawy Kreatorek – znasz Kreatorki tylko z Facebooka? Czas wypić kawę w realu. Rzuć pytanie w grupie – czy są jakieś osoby z Twojego miasta, a kiedy będzie Was kilka – napisz do Kornelii – naszej zespołowej ogarniaczki chaosu, a pomożemy Ci zorganizować spotkanie z innymi Kreatorkami. Wszystkie informacje na naszej stronie w zakładce Kawy Kreatorek. 

Kawa reatorek_Warszawa (01)_150116_02

  • Konkursy książkowe – rozdałyśmy już sporo książek, a źródło nie wysycha. Będzie ich jeszcze więcej, dlatego śledź nasz Fanpage Kreatorka i zgłaszaj się do konkursów, które ogłaszamy. Warto! Potwierdzają to dotychczasowe Uczestniczki. Dzięki pomysłowości Beaty i Ani – naszych zespołowych, kreatywnych czarodziejek – Kreatorki budzą swoją twórczą naturę i wychodzą z ukrycia. Dołącz i Ty. Info znajdziesz w zakładce Konkursy książkowe.

Konkursy Ksiazkowe_slider

Autorkami powyższych zdjęć i grafik są: Katarzyna Krauze, Karolina Oksiędzka, Anna Kurnyta, Anna Łagosz i Agnieszka Szczepańczyk-Bouazza i inne Kreatorki.

Mamy już kilka naszych miejsc, do odwiedzenia których Cię zapraszam:

Co planujemy w najbliższych miesiącach

Projekt Kreatorka rozpoczął się na dobre i uruchomił moc drzemiącą w setkach Kobiet. Nie zamierzamy tej mocy uśpić ani na sekundę. Będziemy z Zespołem SuperBohaterek dodawać skrzydeł każdej Kobiecie, która podejmie świadomą decyzję o swoim rozwoju. Szykujemy kolejne wydania e-magazynu Kreatorka Uskrzydla, e-kursy, e-booki, gry, platformy do łączenia naszych biznesów i projektów, a także całą masę aktywności.

Jeśli tylko chcesz być częścią projektu Kreatorka  nie zastanawiaj się długo i zapisz na nasz newsletter, dołącz do grupy na Facebooku i śledź nasze profile na Facebook i Instagram. A gdybyś miała pomysły na wspólne działania i biznesy – skorzystaj z formularza kontaktowego i napisz do mnie o wszystkim, co przyszło Ci do głowy.

czy 3 lata blogowania czegoś mnie nauczyły?

czy 3 lata blogowania czegoś mnie nauczyły?

Trzeci rok mojego blogowania to było pasmo zakrętów i zmian mojego kursu. Byłam na trzech domenach i w wielu miejscach poza blogiem. Założyłam własną firmę, skończyłam szkołę trenerską, zrealizowałam kilka projektów osobistych, poznałam osoby, z którymi połączyło mnie coś więcej niż kilka maili. Wiele się zmieniło. Po kolei.

Czym blog jest dla mnie dzisiaj

Dziś blog jest moim lustrem. Tak, lustrem. Przeglądam się w nim i widzę siebie z różnych perspektyw. Blog umożliwia mi spojrzenie na moje działania z lotu ptaka i co najlepsze – na przestrzeni kilku ostatnich lat. Mogę podpatrywać siebie, jako początkującą trenerkę, redaktorkę, sprzedawcę swoich usług, autorkę, przedsiębiorcę, a nawet rysownika i projektanta stron www i cv, wielbicielkę książek i otwartą na badanie tu i teraz poszukiwaczkę codziennych radości. To wszystko ja.

Tematyka i kształt bloga ewoluują razem ze mną

Blog jest miejscem, gdzie publikuję swoje autorskie teksty – czasami felietony, czasami porady, a najczęściej swoje przemyślenia na tematy związane z życiowymi radościami, komunikacją w biznesie, robieniem projektów, książkami, które zrobiły na mnie wrażenie. Spectrum moich zainteresowań jest spore, dlatego nie lubię i nie będę zawężać tematyki bloga w sztuczny sposób.

Zmieniałam szablon bloga, a nawet domenę, ale fundament pozostawał ten sam – ja i moje unikalne spojrzenie na świat. Ostatnio zrozumiałam, że czytacie mnie, a nie konkretnego bloga, dlatego połączyłam teksty ze wszystkich miejsc, które powołałam do życia i dziś spotykamy się pod adresem ProjectManagerka.pl. Czuję, że dziś taka forma i tytuł bloga dobrze opisują moje zainteresowania i kompetencje, ale to nie znaczy, że będę tu “mieszkać” na zawsze.

Zaakceptowałam zmienność

Moich pomysłów, potrzeb i oczekiwań. Świata, który zmienia się z każdą sekundą. Ludzi, którzy się pojawiają i zostają, albo odchodzą. Marzeń, które realizuję robiąc miejsce na nowe. Mnie samą, która z każdym rokiem, każdą pracą, każdym projektem, każdym nowo poznanym człowiekiem – zmienia się.

Nie napinam się już, żeby odkryć uniwersalną odpowiedź na wszystkie moje pytania. Czekam aż sama do mnie przyjdzie. A w czasie tego czekania działam i nie stoję w miejscu. Ewoluuję. A taki ruch z kolei sprawia, że pytanie się czasem zmienia. Wtedy szukam już nowej odpowiedzi, a nie stoję i biernie patrzę na to, jak kurz opada na moje marzenia.

Kocham tę nową perspektywę, a dla mnie prawie nową filozofię życiową. Zmienność jest ok. Biorę ją całości. Nie szarpię się już i nie oczekuję, że mnie nie dotknie, jeśli się przed wszystkimi możliwościami zabezpieczę. To nie jest zarządzanie zmianą, a pozory kontrolowania wszystkiego. Zaakceptowałam to, że wiem, że nie wiem i że nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiem.

Poligon doświadczalny

Nie ma lepszego miejsca do testowania (nie próbowania, a testowania) nowych pomysłów, jak mój blog. Za każdym razem kiedy wymyślę coś nowego – mogę tutaj przetestować w praktyce swoje założenia. Czy były błędne, czy wręcz przeciwnie – idę w dobrym kierunku. Dzięki feedbackowi od Was, Czytelników, zawsze wskakiwałam na właściwy tor. Na początku roku przygotowałam ankietę, dzięki której zebrałam od Was ponad 70 (!!) genialnych odpowiedzi. To był dla mnie spory kopniak energetyczny i zyskałam motywację dla wielu działań, które podjęłam w ostatnich miesiącach. Nie wszystkie jeszcze zrealizowałam, ale przestałam się spieszyć i dziś wiem, że wszystkiego na raz zrobić się nie da. Każdego słonia trzeba jeść po kawałku.

Od pomysłu do realizacji jest u mnie krótka ścieżka. Jeśli pomysł przypada mi do gustu i po rozpisaniu go na różnych płaszczyznach (i kilku mapach myśli) wciąż mi się podoba – zaczynam działać. Z blogiem było tak samo. Ostatnia przeprowadzka pod nowy adres była bardzo szybką decyzją, prawie intuicyjną, ale proces myślowy, który zaprowadził mnie do tego punktu, w którym teraz jestem – trwał kilka miesięcy.

Wciąż odnajduję na blogu radość

To jest najważniejsze! Nie to, że buduję swój wizerunek i wiarygodność, że dzielę się wiedzą i doświadczeniem, że mam gdzie pochwalić się sukcesami. Najważniejsze jest, że wciąż czuję, że publikowanie daje mi radość, że spełnia moje marzenia i głębokie potrzeby. Buduję coraz głębsze relacje z osobami, które poznałam za pośrednictwem bloga. Przez ostatnie 3 lata wypiłam hektolitry kawy z osobami, które pojawiły się w moim życiu najpierw w komentarzu do mojego tekstu, albo na fejsbuku po publikacji linka do jakiegoś mojego projektu. To są ludzie, których nie byłoby ze mną, gdyby nie to, że tu piszę. I będę pisać jeszcze długo, dopóki będzie w tym radość.

Dziękuję Ci, że jesteś dziś ze mną.

Że czytasz, że komentujesz, że dzielisz się tym, co tworzę. Jeśli nie wypiliśmy jeszcze kawy, a chociaż przez chwilę o tym pomyślałeś, to koniecznie wyślij do mnie maila, albo zaczep mnie gdzieś w sieci. Nasza kawa się właśnie parzy.

| zdjęcie Pinterest |

jak czytasz książki?

jak czytasz książki?

Odkrywam moje nawyki… czytelnicze. Dziwadło jestem, czy macie podobnie? :)

Czytałam kiedyś od deski do deski. Miałam przekonanie, że każda strona każdej książki została stworzona po to, aby ją pochłonąć. Jeśli książka od dwudziestej strony mnie nudziła, to też ją chciałam doczytać. No bo przecież może się jeszcze rozkręcić. Nie przeskakiwałam co drugi akapit, czy co drugi rozdział, bo tak nie wypada, bo przecież “pomiędzy” może być właśnie to, na co czekam. Teraz tak nie robię. Wyzbyłam się tego przyzwyczajenia. Nie mam już przekonania, że coś muszę. Książka jest dla mnie, a nie ja dla książki. Czytam to, co mnie kręci. Jeśli mnie nuży, to odkładam. Jeśli po spisie treści czuję, że wiem już wszystko, to nie zaczynam pierwszego rozdziału. Jeśli interesuje mnie jeden temat, to nie czytam wszystkich. Żyję w czasach nadmiaru. Jeśli będę miała potrzebę wrócić do tej książki w innym momencie życia, to wrócę. A jeśli nie, to zostanie wydane tysiące kolejnych, a wśród nich na bank znajdę coś, co mnie zainteresuje na tyle, aby zacząć z nią romans.

Czytam wszędzie

Podczas podróży metrem, podczas śniadania, przed snem. Nawet jeśli wiem, że za 3 min Mój M skończy prysznic i przybiegnie, to i tak wezmę książkę do ręki.

Kocham papierowe książki

Półki w domu uginają się od książek gromadzonych przez lata. Wiele z nich rozdałam, sprzedałam, albo wręczyłam w prezencie, bo nie mam aż takiego metrażu mieszkania, żeby nas wszystkich pomieściło.

Kocham też książki elektroniczne

Nie cierpię rankingów i porównywania “elektroniczne czy papier?”. Dla mnie nie ma czego porównywać. Wybieram taką formę, jaką potrzebuję w danej chwili, jaką mam ochotę poczuć, albo jaką mam w danym formacie. I tyle. Czy ktoś nas pyta, czy wolimy film w kinie, czy dvd oglądane z poziomu domowej kanapy? Uwielbiam i to i to. Wszystko zależy od potrzeby chwili i warunków technicznych. Cała filozofia.

Książki są najlepszym prezentem dla mnie

Jeśli ktoś nie wie, co mi sprezentować, to jeśli przyjedzie z książką – strzeli na bank w 10-tkę.

Zarażam wszystkich czytaniem

Jeśli mnie ktoś zapyta o to, co czytałam ostatnio, to przepadł na kilka kwadransów. Często mówię tak przekonująco, że rozmowa kończy się zapytaniem od mojego rozmówcy: “pożyczysz mi tę książkę?”.

Szybko czytam, wolno czytam

Podręczniki i poradniki biznesowe czytam metodą szybkiego czytania, albo wyrywkowo. Powieści, komiksy i oczywiście poezję czytam normalnym tempem, wracam do pewnych miejsc, delektuję się. Przez wiele lat miałam poczucie, że nie zdążę w życiu przeczytać wszystkiego, co mnie interesuje, więc szkoda mi było czasu na wracanie do najlepszych momentów, albo robienie notatek z książek. W tej chwili wiem, że to były słabe założenia. Zmieniłam cel czytania na poznawanie świata, a nie bicie rekordów przeczytanych stron. Z poradników staram się wyciągnąć przynajmniej jakąś jedną myśl, albo kilka ważnych kwestii i rysuję mapy myśli albo notatki rysunkowe, żeby uchwycić te przemyślenia. Łatwiej wrócić do notatki z książki, która mieści się na 1 stronie A4, niż w jakiejkolwiek innej formie. A czasem nawet inni korzystają z tego, co narysuję / napiszę. Blog też ma pożywkę :) korzystają wszyscy.

A to wszystko przez Mamę

Miłość do czytania zaszczepiła mi Mama. Zawsze dużo czytała. Miała w młodości “zeszyt z książkami”, w którym notowała co czytała, kiedy, skąd była książka i jak ją ocenia. W liceum miałam taki sam zeszyt. Nauczył mnie systematyczności i pozwolił wracać do najważniejszych książek, by nie zostały zapomniane. Potem założyłam bloga, w którym wrzucałam okładki tego, co przeczytałam, czasami recenzje. Teraz publikuję na SmakujęŻycie.pl podsumowania miesiąca w czytaniu, a na KatarzynaZbikowska.pl wrzucam rysunkowe notatki z lektury. Nie chcę żeby to, co przeżywam dzięki książkom zostało zapomniane, albo przykryte zbyt szybko kolejnymi refleksjami.

Cały autor na raz

Często czytam książki jednego autora, dopóki nie wyczerpię wszystkich możliwości. Tak było z Georgem R.R. Martinem, Johnatanem Carrollem, Douglasem Adamsem, Carlos Ruiz Zafonem, Josteinem Gaarderem. Jeśli jakiś autor mnie złapie na haczyk, to już po mnie. Książki wygrzebię spod ziemi, żeby tylko doczytać ciąg dalszy jakiejś opowieści.

Czytam kilka książek na raz

Jedna powieść, jedna lub dwie biznesowe, inspirujące opowieści albo bajki przed snem. Wyjątkiem są książki, które pochłoną mnie do tego stopnia, że nawet jeść nie mogę bez nich, a w pracy przez 8 godzin myślę tylko o tym, jak to będzie wreszcie doczytać rozdział, kiedy wsiądę do metra. Nieraz nawet potrafię pojechać do pętli tramwajowej i z powrotem, żeby nie przerywać czytania.

Jestem w szoku, że aż tyle nawyków zidentyfikowałam… a im głębiej wchodziłam w las, tym bardziej czułam, że to jeszcze nie koniec.

A jak jest u Ciebie? Masz podobnie? Czy jestem kosmitką?