Dziś był bardzo długi dzień. Niby każdy ma tyle samo godzin i chwil, ale jednak niektóre są dłuższe :) Przynajmniej tak mi podpowiada moja percepcja. No więc dziś był bardzo długi dzień. Niekończąca się lista maili, spotkań i telefonów. W takie dni jestem skoncentrowana na zadaniach i po wyjściu z biura mam bardzo przez kobiety lubiane odczucie, że odhaczyłam dużo spraw na swojej check-liście. Ale w tym biegu i natłoku tematów łatwo zwariować, poddać się pędowi i zapomnieć o sobie. Dlatego wypracowałam sobie taki mechanizm, który przywołuje mnie do rzeczywistości. Wrzucam w kalendarz / przypomnienia w smartfonie czas na myślenie. Takie pauzy. Tylko dla mnie i mojego zdrowia. Dziś w ramach takich przystanków zrobiłam kilka rzeczy:

  • wspólne gotowanie z M. zupy z soczewicy i selera naciowego. Wspólna kolacja z mężem to radość, ale wspólne przygotowanie kolacji z nim to dla mnie totalna radocha!
  • kupiłam bilety na podróż do J. którą odwiedzę w innym mieście i już przebieram nogami z radości.
  • odpisałam na wiadomości od Czytelniczek, które wygrały w konkursie książkowym w moim newsletterze. Takie rozmowy to dla mnie nie jest „praca”, a największa przyjemność, którą czerpię z pisania. A te osoby, które mnie czytają i reagują na to, co piszę – stają mi się bliższe i na pewno tracą anonimowość w tłumie. I like it!
  • wylegiwałam się na kanapie podczas kolejnego odcinka Gry o tron. To mi się nigdy nie znudzi.
  • no dobra, zjadłam też lody czekoladowe, które są moją słabością i ulubionym prezentem dla siebie :)

Czytam te moje działania, które określiłam jako „zrobione tylko dla siebie” i śmiać mi się chce. Wcale nie wyglądają (na pierwszy rzut oka), jak rzeczy zrobione tylko dla swojej osobistej przyjemności, bo jest w nich sporo innych ludzi i wspólnych aktywności. Ale tak właśnie czuję. Robienie czegoś dla mnie nie oznacza robienia czegoś w samotności albo w pojedynkę. Bliskość jest dla mnie ważna. Pisałam o tym ostatnio…

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares