Budzę się rano i czuję, że ktoś przykleił mnie do poduszki. Otwieram jedno oko, a drugie chce mi udowodnić, że może żyć własnym życiem i nie otworzyć się wcale. Piąta drzemka z budzika coraz bardziej mi nie przeszkadza w kontemplowaniu poranka. Cała ja robi wszystko, aby tylko nie wstać. Miewasz takie dni? Kiedy pierwszą (i jedyną) myślą jest „idę dziś na wagary”. Ja miewam. I wiesz, nie kłóci mi się to wcale z tym, że jestem ambasadorką sprawczości i podejmowania wyzwań. Że od lat jestem chodzącym przykładem na to, jak brać swój ziemski czas w swoje ręce i projektować go po swojemu. Bo już wiem, że po prostu…

Czasem mi się chce, a czasem nie chce. I to jest OK. Nie jestem cyborgiem, ani algorytmem napisanym przez programistę. Nie muszę zawsze dawać z siebie tego samego wyniku. Mam swoje wartości i marzenia, ale nie dążę do nich po własnym trupie. Nie zabijam się o idee. I jestem dla siebie coraz bardziej życzliwa, kiedy przychodzi niechciej. Bo mi też czasem się nie chce. I kiedy pozwalam sobie na bycie w tym stanie bez żalu, to bardzo szybko przychodzi chciej, który włącza mój napęd. I mam wtedy siłę i ochotę ją wykorzystać. Bo lubię w sobie to, że…

Czasem mi się chce, a czasem nie chce.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares