Trzeci rok mojego blogowania to było pasmo zakrętów i zmian mojego kursu. Byłam na trzech domenach i w wielu miejscach poza blogiem. Założyłam własną firmę, skończyłam szkołę trenerską, zrealizowałam kilka projektów osobistych, poznałam osoby, z którymi połączyło mnie coś więcej niż kilka maili. Wiele się zmieniło. Po kolei.

Czym blog jest dla mnie dzisiaj

Dziś blog jest moim lustrem. Tak, lustrem. Przeglądam się w nim i widzę siebie z różnych perspektyw. Blog umożliwia mi spojrzenie na moje działania z lotu ptaka i co najlepsze – na przestrzeni kilku ostatnich lat. Mogę podpatrywać siebie, jako początkującą trenerkę, redaktorkę, sprzedawcę swoich usług, autorkę, przedsiębiorcę, a nawet rysownika i projektanta stron www i cv, wielbicielkę książek i otwartą na badanie tu i teraz poszukiwaczkę codziennych radości. To wszystko ja.

Tematyka i kształt bloga ewoluują razem ze mną

Blog jest miejscem, gdzie publikuję swoje autorskie teksty – czasami felietony, czasami porady, a najczęściej swoje przemyślenia na tematy związane z życiowymi radościami, komunikacją w biznesie, robieniem projektów, książkami, które zrobiły na mnie wrażenie. Spectrum moich zainteresowań jest spore, dlatego nie lubię i nie będę zawężać tematyki bloga w sztuczny sposób.

Zmieniałam szablon bloga, a nawet domenę, ale fundament pozostawał ten sam – ja i moje unikalne spojrzenie na świat. Ostatnio zrozumiałam, że czytacie mnie, a nie konkretnego bloga, dlatego połączyłam teksty ze wszystkich miejsc, które powołałam do życia i dziś spotykamy się pod adresem ProjectManagerka.pl. Czuję, że dziś taka forma i tytuł bloga dobrze opisują moje zainteresowania i kompetencje, ale to nie znaczy, że będę tu “mieszkać” na zawsze.

Zaakceptowałam zmienność

Moich pomysłów, potrzeb i oczekiwań. Świata, który zmienia się z każdą sekundą. Ludzi, którzy się pojawiają i zostają, albo odchodzą. Marzeń, które realizuję robiąc miejsce na nowe. Mnie samą, która z każdym rokiem, każdą pracą, każdym projektem, każdym nowo poznanym człowiekiem – zmienia się.

Nie napinam się już, żeby odkryć uniwersalną odpowiedź na wszystkie moje pytania. Czekam aż sama do mnie przyjdzie. A w czasie tego czekania działam i nie stoję w miejscu. Ewoluuję. A taki ruch z kolei sprawia, że pytanie się czasem zmienia. Wtedy szukam już nowej odpowiedzi, a nie stoję i biernie patrzę na to, jak kurz opada na moje marzenia.

Kocham tę nową perspektywę, a dla mnie prawie nową filozofię życiową. Zmienność jest ok. Biorę ją całości. Nie szarpię się już i nie oczekuję, że mnie nie dotknie, jeśli się przed wszystkimi możliwościami zabezpieczę. To nie jest zarządzanie zmianą, a pozory kontrolowania wszystkiego. Zaakceptowałam to, że wiem, że nie wiem i że nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiem.

Poligon doświadczalny

Nie ma lepszego miejsca do testowania (nie próbowania, a testowania) nowych pomysłów, jak mój blog. Za każdym razem kiedy wymyślę coś nowego – mogę tutaj przetestować w praktyce swoje założenia. Czy były błędne, czy wręcz przeciwnie – idę w dobrym kierunku. Dzięki feedbackowi od Was, Czytelników, zawsze wskakiwałam na właściwy tor. Na początku roku przygotowałam ankietę, dzięki której zebrałam od Was ponad 70 (!!) genialnych odpowiedzi. To był dla mnie spory kopniak energetyczny i zyskałam motywację dla wielu działań, które podjęłam w ostatnich miesiącach. Nie wszystkie jeszcze zrealizowałam, ale przestałam się spieszyć i dziś wiem, że wszystkiego na raz zrobić się nie da. Każdego słonia trzeba jeść po kawałku.

Od pomysłu do realizacji jest u mnie krótka ścieżka. Jeśli pomysł przypada mi do gustu i po rozpisaniu go na różnych płaszczyznach (i kilku mapach myśli) wciąż mi się podoba – zaczynam działać. Z blogiem było tak samo. Ostatnia przeprowadzka pod nowy adres była bardzo szybką decyzją, prawie intuicyjną, ale proces myślowy, który zaprowadził mnie do tego punktu, w którym teraz jestem – trwał kilka miesięcy.

Wciąż odnajduję na blogu radość

To jest najważniejsze! Nie to, że buduję swój wizerunek i wiarygodność, że dzielę się wiedzą i doświadczeniem, że mam gdzie pochwalić się sukcesami. Najważniejsze jest, że wciąż czuję, że publikowanie daje mi radość, że spełnia moje marzenia i głębokie potrzeby. Buduję coraz głębsze relacje z osobami, które poznałam za pośrednictwem bloga. Przez ostatnie 3 lata wypiłam hektolitry kawy z osobami, które pojawiły się w moim życiu najpierw w komentarzu do mojego tekstu, albo na fejsbuku po publikacji linka do jakiegoś mojego projektu. To są ludzie, których nie byłoby ze mną, gdyby nie to, że tu piszę. I będę pisać jeszcze długo, dopóki będzie w tym radość.

Dziękuję Ci, że jesteś dziś ze mną.

Że czytasz, że komentujesz, że dzielisz się tym, co tworzę. Jeśli nie wypiliśmy jeszcze kawy, a chociaż przez chwilę o tym pomyślałeś, to koniecznie wyślij do mnie maila, albo zaczep mnie gdzieś w sieci. Nasza kawa się właśnie parzy.

| zdjęcie Pinterest |

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares