• Czy naprawdę chcę spełniać marzenia?
  • Czy naprawdę chcę projektować swoją przyszłość?
  • Czy naprawdę chcę brać pełną odpowiedzialność za moje życie?
  • A może tylko ktoś mi to wmówił, albo jest na to teraz moda?

Skąd takie pytania? Jestem świeżo po lekturze książki Pętla dobrego samopoczucia. A jej Autorzy dowodzą w niej, że nasz świat zdominował kult pozytywnego myślenia.

petla-oklaskiZasługujemy na więcej

Według Autorów, wpaja się nam na każdym kroku, że zasługujemy na więcej, a co najmniej na szczęście i na sukces. Że daliśmy się omamić, że jak chcemy to możemy i że osiągniemy wszystko, jeśli wystarczająco się na tym skupimy i popracujemy. Że chęć spełniania marzeń i odczuwania sprawczości w swoim życiu to potrzeby, których naturalnie nie mamy i zostały nam włożone do głowy tylnym wejściem. Serio?

Pętla się zaciska

Zwykle nie wchodzę w takie dyskusje. Definicji spełnienia i szczęścia jest tyle ilu ludzi na Ziemi i ciężko dotrzeć w nich do jakiegokolwiek sensownego wniosku. Jednak wspomniani badacze efektów pozytywnego myślenia trąbią na alarm. Twierdzą, że przymus zdrowego odżywiania, spełnionego życia i osiągania celów w pracy, polityce czy relacjach jest sztucznie napompowany i nikomu niepotrzebny. Ba, nawet szkodzi. Bardzo szkodzi. Bo jesteśmy uwięzieni w pętli, która zaciska się na naszych szyjach, rękach i umysłach i wysysa z nas resztki sensu. Że paradoksalnie w pogoni za zdrowiem i szczęściem, przestajemy być uważni na to, co naprawdę odczuwamy, kim jesteśmy.

Trudno się nie zgodzić z tezą, że istnieje coś takiego jak kult dobrego samopoczucia i że jest obecny wszędzie wokół nas. Promowany w mediach i kulturze. Wzmacniany przez rządy i organizacje. To w końcu wielomiliardowy biznes, który zasilają nasze niezaspokojone oczekiwania i pragnienia. A te są wciąż kreowane i rozmnażają się jak przez pączkowanie. Spójrzmy chociażby na biznes samorozwoju (kursy, poradniki, konsultacje) i wzmacniające go trendy takie jak IoT (internet of things). One rzeczywiście potęgują kult. Stanowią coraz sprawniej działające połączenie naszych potrzeb z technologią umożliwiającą przedmiotom “rozmawianie” ze sobą, wymienianie terabajtów danych o nas i naszym życiu i dostosowywanie wielu czynników w do naszych potrzeb (np. zegarki kontrolujące tętno, liczniki kalorii w talerzach, budziki, które mierzą głębokość snu i dopasowują muzykę do jego fazy). A obudzona potrzeba sprawia, że sięgamy po coraz to nowe jej zaspokajacze. Pętla się zaciska. To jedyny wniosek z książki, z którym się zgadzam.

Ale wybieram świadomie

Istnieje jednak druga strona mocy – ryzyko wkręcenia się w pętlę dobrego samopoczucia jest tak samo duże, jak w jakiekolwiek inne pętle – uzależnień, toksycznych związków, ale także rozwoju osobistego, wspinania się po szczeblach kariery, czy slow life, które nie są na pierwszy rzut oka kojarzone negatywnie. Czy pasjonata filmów przygodowych, kolekcjonerkę torebek czy nałogowego podróżnika także nazwiemy przymuszonymi do swoich dziwactw czy pasji? Czy będziemy litować się nad kimś kto inwestuje swój cały czas w pomaganie innym, czy rozwijanie swoich zainteresowań? Będę upierać się przy stanowisku, że większość z nas wybiera swoją ścieżkę i dokonuje świadomych decyzji związanych z tym, w co się angażuje, a w co nie – co najmniej przez okres swojej dorosłości. I mam tu na myśli osoby, które są w stanie sprawdzić status na FB, przeczytać książkę czy zrozumieć polityków w mediach, a nie osoby z krajów trzeciego świata, czy z miejsc na Ziemi, do których nie dotarła cywilizacja, internet czy informacja o tym, jak żyje się za wioską.

Nie zgadzam się z tym, że pętla dobrego samopoczucia zakładana jest na nas wbrew naszej woli, przez wielkie koncerny i siły rządowe, a my jak niczego nieświadome chomiki biegniemy w naszych kołowrotkach jak nam każą. Wmawianie nam, że każdy jest zwycięzcą, ma pełną władzę nad swoim życiem i potencjał do podboju galaktyki oczywiście występuje w przyrodzie. Ale nie róbmy sobie żartów – nie każdy w to uwierzy! Nie każdy z nas wejdzie na Mont Everest i zarobi pierwszy milion przed 30-tką. Nie każdy będzie najlepszy. I nie stanie się tak dlatego, że zwycięzca jest tylko jeden, ale dlatego, że nie każdy z nas ma marzenie i aspiracje, które sięgają podium. Sportowcy walczą o medale, ale pracownik swojej firmy walczy najczęściej o docenienie, pracę przynoszącą wartość, osiąganie codziennych postępów, a niekoniecznie o fotel prezesa. Na co dzień matka walczy dla swojego dziecka o miejsce w żłobku blisko domu, a nie o to, aby było Mozartem, czy Einsteinem. Życie codzienne jest wielowymiarowe i nie zawsze dążymy do WIELKICH i PRZEŁOMOWYCH celów. Moimi marzeniami nie są podróże kosmiczne, objęcie stanowiska szefa wszystkich szefów, dokonanie rewolucji technologicznej czy wynalezienie szczepionki na raka. Teraz marzę o tym, by mój kolejny e-book pomógł moim czytelnikom w sprawniejszym realizowaniu codziennych zamierzeń, a projekt, nad którym teraz pracuję w firmie pozwolił chociaż kilku naukowcom na dotarcie ze swoim pomysłem do potencjalnych inwestorów. Tylko tyle i aż tyle. Skupiam się na tym, na co mam wpływ, co jest w moim zasięgu. Fantazjuję i tworzę w mojej wyobraźni piękne wizje przyszłości, ale wiem, że nie zmienię całego świata, a co najwyżej jego fragment wokół mnie (i we mnie).

Nie wpadam w pętlę dobrego samopoczucia, bo tak wybieram. Każdego dnia.

A co Ty wybierasz? Czujesz, że ciąży na Tobie obowiązek dobrego samopoczucia? Czy raczej masz to gdzieś? Jak Ci z tym?

Więcej: Pętla dobrego samopoczucia / Carl Cederström, Andre Spicer / PWN

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares