Opowiem Ci dziś, co się stało ze mną po tym, jak zaczęłam gonić swoje marzenie. Było takie wypasione i mięciutkie, że na samą myśl o tym, jak już je zrealizuję – miałam gęsią skórkę. Ale nawet taka okrąglutka i naprawdę niemała istota potrafi, skubana, szybko biec. Dostałam zadyszki.

Tytuł artykułu jest przewrotny. Przyznaję, że chciałam zwrócić nim Twoją uwagę. A że ostatnio na każdym kroku jesteśmy bombardowane komunikatami o tym, że trzeba spełniać swoje marzenia, to temat jest naprawdę gorący. Dla mnie również. Jestem w końcu chodzącym przykładem na to, że można, a nawet trzeba iść za głosem swojego serca i marzeń. Ale już wiem także to, że nie warto za nimi biec. Gonić ich. Popychać świata. Wykonywać nadludzkich wysiłków. A to wszystko po to, aby je dogonić. Dziś wiem, że jedyny sposób na ich zrealizowanie, to zadbanie o spójność moich emocji i działań, słuchanie siebie i swoich potrzeb. A nie guru motywacyjnych i innych pajaców.

Odpowiedzialność sporo waży

Kiedy na początku tego roku wokół mojego kursu Kreatorka 2015 zaczęło się robić sporo szumu i kolejne Kreatorki dołączały masowo do naszej społeczności, zaczęłam czuć na sobie sporą odpowiedzialność. Tak, właśnie to czułam. Nie rozpierającą radość. Nie dumę z siebie. Nie satysfakcję z dobrze zainwestowanego czasu i fajnego pomysłu. Ale właśnie odpowiedzialność.

Im więcej osób dołączało do mojego zespołu, grupy dyskusyjnej, fanpejdża, tym większy czułam uścisk w brzuchu. No bo skoro jestem osobą, którą się: czyta, cytuje, zaprasza na spotkania, wywiady i do różnych projektów, to najwidoczniej mam coś, czego ludzie potrzebują. Bosko! Trzeba to dobrze wykorzystać. Zaczęłam prace nad rozwojem projektu razem z kilkunastoosobowym zespołem. Budowałyśmy koncepcje, strategie, opisywałyśmy założenia do kilkunastu inicjatyw, które świat miał ujrzeć lada chwila.

Sporo z nich miałaś okazję dostać do rąk własnych. Magazyn Kreatorka Uskrzydla, Publikacja o Kreatorkach, Kawy Kreatorek, Manifest Kreatorki, Konkursy Książkowe, żeby wymienić tylko kilka z nich. Cieszą się niesłabnącą popularnością i większość z nich wciąż rozwijamy.

Dlaczego poszły za mną setki Kobiet

Jestem Inspiratorką. Działam i dostarczam produkty. Odwalam kawał dobrej roboty. Mam na koncie kilkanaście własnych projektów i niezliczoną ilość projektów innych osób, które od lat wspieram. Kiedy włączam się w prace jakiegoś zespołu projektowego, to najczęściej słyszę, że takiego ogniwa im brakowało. Jestem katalizatorem zmian i triggerem dobrych aktywności. Dlatego mój kurs Kreatorka 2015 i moje projekty tego roku pociągnęły za mną setki Kobiet z całej Polski (a w zasadzie to nawet zza granicy).

O kimś jednak zapomniałam

Jednak zapomniałam w tym wszystkim o sobie. To naprawdę słabe, bo nie pierwszy raz doświadczam tego nieprzyjemnego uczucia. O co chodzi? O mój bieg, moją gonitwę. Kiedy biegnę – nie dostrzegam widoków za oknem, wszystko mi się zlewa. Nie słyszę też siebie, bo nie mam na to czasu w tym wyścigu ze sobą.

Robić dobre projekty? Czy robić dobrze projekty?

Dziś uświadomiłam sobie, że nie chodzi o robienie więcej i szybciej, ale o robienie rzeczy ważnych i z sensem. Wielkie odkrycie! Czy nie o tym czytałam setki razy w poradnikach i na szkoleniach? Tak, tylko najtrudniej jest dostrzec te mechanizmy we własnym życiu.

Dziś na szczęście wiem, że w moim życiu nie chodzi o to, aby na koniec każdego miesiąca odhaczyć kolejne zrealizowane check-boxy na mojej liście zadań zbawiających świat. Nie chcę zbawiać świata. A już na pewno nie kosztem siebie samej.

Najpierw załóż maskę sobie, a dopiero potem dziecku

Leciałaś kiedyś samolotem? Stewardesa tuż przed startem przedstawia instrukcję bezpieczeństwa. Tłumaczy pasażerom, że jeśli w kabinie samolotu zmniejszy się ilość tlenu, to nad głowami pasażerów pojawią się automatycznie maski tlenowe. Kiedy tak się stanie – powinnaś założyć najpierw maskę sobie, a dopiero w drugiej kolejności dziecku. “Jak to?” – to była moja pierwsza myśl, kiedy usłyszałam ten komunikat po raz pierwszy w życiu. Mam ratować najpierw siebie, a dopiero potem bliskich? Mechanizm prawidłowego zachowania w samolocie zrozumiałam kilka sekund później. Zrozumienie tej mądrości w prawdziwym życiu – zajęło mi kilka lat.

Im mniej mam siły ja – tym mniej energii jest w naszej społeczności

Nasza grupa Kreatywnych Kobiet powstała dzięki mojemu wariackiemu pomysłowi, a potem ogromnemu wysiłkowi, który włożyłam w uruchomienie machiny znanej dziś pod nazwą Społeczność Kreatorek. Kilka miesięcy ciężkiej prac potu i łez, rezygnowania z wielu przyjemności, czasu dla bliskich, własnych potrzeb odpoczynku i relaksu – w imię wyższego, ważnego celu. Chciałam zbudować nam, Kreatorkom, przestrzeń do rozwoju i wspierania się. To nigdy nie było proste zadanie, ale wierzę w nie i wierzę w to, że jest warte wielu wyrzeczeń. Jednak nie za wszelką cenę.

Jeśli nie będę miała siły, to nikomu nie pomogę

Moją życiową misją jest pomaganie innym i towarzyszenie im w rozwoju. Od dłuższego czasu czuję to powołanie w głębi serca. Ale dopiero ostatnio załapałam, że jeśli wykończę się tym pomaganiem, to nikomu więcej nie pomogę. Proste. Bieg za marzeniem, nawet tak bardzo wartościowym także dla innych ludzi, doprowadził mnie tam, gdzie nie było miejsca dla mnie samej. Na moje zwykłe przyjemności. Na spędzanie czasu tak, jak lubię. Zakręciłam się wokół własnego ogona.

Po co Ci to wszystko piszę? Bo jestem na zakręcie. Bo odrywam coś ważnego. Bo zawsze kiedy się takie coś dzieje w moim życiu, mam ogromną potrzebę podzielenia się tym z życzliwymi ludźmi, którzy obserwują moje dojrzewanie, przemiany, Rozwój (przez Wielkie R). Czy odnalazłaś w moich słowach coś bliskiego Tobie? Albo coś, co już kiedyś przeszłaś? Jeśli tak, to napisz mi o tym, proszę. Rozwój nie ma sensu w pojedynkę, a chciałabym spojrzeć na moje odkrycia z różnych perspektyw. Wykorzystaj komentarze poniżej, albo napisz do mnie maila. Będę szczęśliwa. I wiesz, dziękuję Ci, że idziesz obok mnie moją ścieżką.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares