http://flic.kr/p/2Poor

http://flic.kr/p/2Poor

Tak naprawdę, to dzisiaj nawet nie trzeba się specjalnie starać, żeby poczuć się jak ktoś żyjący w erze dezinformacji (zamiast w erze informacji i wiedzy, o czym od dawna przekonują nas naukowcy i publicyści). Słyszałam ostatnio w mediach kilka wypowiedzi o tym, że przeciętny mieszkaniec cywilizowanego kraju, takiego jak Polska, lepiej wie który celebryta się akurat rozwodzi, niż np. który kraj dołączy do Unii Europejskiej w 2013 roku. Z jednej strony takie zjawisko jest niepokojące, bo oznacza, że media dostarczają nam papkę informacyjną, zamiast poważnych i istotnych danych. Ale z drugiej strony, uważam, że to my ponosimy odpowiedzialność za to, jakimi informacjami karmimy nasz umysł. Każdego interesuje coś innego. Dlatego każdy powinien z tego ogromu danych – wybierać te, które będą rozbudowywać jego osobiste siatki wiedzy. Każdy ma bowiem wpływ na to, co odbiera ze świata, na czym skupia uwagę i jaką swoją wiedzę rozwija.

Aby ten nieograniczony dostęp do informacji nie miał dla mnie tylko jednej strony mocy – tej ciemnej – wciąż pracuję i rozwijam swoją umiejętność filtrowania informacji wartościowych dla mnie. Podzielę się z Wami moimi na to sposobami.

Internet. To największe i najpopularniejsze źródło informacji o świecie, z jakiego korzystam. Żeby nie zalała mnie powódź bezwartościowych (dla mnie) info za każdym razem kiedy włączam laptopa, przyjęłam zasadę, że zapobiegam, zamiast leczyć i…:

  • fejsbuk – traktuję go jak skrzynkę z informacjami o nowościach w lubianych przeze mnie portalach, blogach, stronach, sklepach, organizacjach. Myślę dwa razy zanim gdziekolwiek w Internecie kliknę „like”, bo taka decyzja zaważy potem na ilości nieważnych informacji pojawiających się na mojej „ścianie”. Czasami oczywiście mogę się pomylić w pierwszej ocenie i wtedy po prostu klikam „nie lubię” i ściana jest odchudzona,
  • czytnik RSS – to rozwiązanie dopiero u siebie wdrażam, ale już dostrzegam namacalne profity, bo przeglądam tylko strony, na których pojawiły się nowe treści,
  • subskrypcje – swojego osobistego maila zostawiam tylko tam, gdzie naprawdę warto. Dodatkowo, założyłam sobie oddzielnego maila na gmailu, którego sprawdzam dużo rzadziej. Dodatkowy mail służy mi do zapisywania się na różne subskrypcje, z których wiem, że chciałabym korzystać, ale tylko doraźnie. Maile przychodzące z tych źródeł nie zaprzątają mi głowy, a są zawsze dostępne, kiedy tylko ich potrzebuję,
  • portale społecznościowe – używam w zasadzie tylko fb, bardzo rzadko G+ oraz goldenline – w celach zawodowych. Ograniczyłam swoją obecność w takich portalach do niezbędnego minimum i dzięki temu nie zastanawiam się, czy mój profil i dane o mnie są w kilkunastu miejscach aktualne.

Prasa. Magazyny drukowane to dla mnie bardzo ważne źródło informacji, dzięki którym się rozwijam. Tygodniki, miesięczniki, kwartalniki. Jestem fanką specjalistycznych i tematycznych czasopism, które w profesjonalny sposób dostarczają mi o nowinki ze świata nauki, polityki, czy życia społecznego. Dlatego właśnie jestem stałą czytelniczką Polityki, Wprost, Coaching, Focus, a także Forum. Myślę, że nie jest prawdą stwierdzenie, że w Internecie można wszystko znaleźć. Owszem, zawsze znajdzie się jakiś pasjonat, który mógł w Internecie zostawić materiał na nawet najbardziej specjalistyczny temat, ale to nie znaczy, że informacje te będą wysokiej jakości. W świecie, w którym każda informacja jest dostępna na jedno kliknięcie myszką – wartościowa informacja zaczyna kosztować. Jednym ze sposobów na dotarcie do niej – jest wciąż tradycyjna prasa tworzona przez profesjonalnych  twórców i redaktorów.

Rzadko odwiedzam empiki i kioski, ponieważ prenumeruję większość tytułów, które mnie interesują. Dostawa świeżej prasy prosto do skrzynki pocztowej przypomina dostarczenie maila, którego oczekuję z niecierpliwością i pomaga mi zaoszczędzić mnóstwo czasu, energii i nierzadko pieniędzy. Prenumeraty  są często połączone z różnymi promocjami cenowymi, prezentami lub innymi profitami dla stałych czytelników. Dlatego, jeśli masz jakieś ulubione tytuły – poważnie rozważ tę możliwość.

Książki. Jestem książkowym łasuchem, uwielbiam je czytać, czuć ich zapach. Zwykle wyjście do księgarni kończyło się  niekontrolowanymi zakupami tego, co akurat przyciągnęło mnie atrakcyjna okładką, poprzednią dobrą książką tego samego autora, czy czołowym miejscem na liście bestsellerów. Stosik takich książek rósł coraz bardziej, a więc rósł także zasób niepotrzebnych informacji.

Teraz mam w domu wiele pozycji, które odpowiadają moim zainteresowaniom w danej chwili. Od jakiegoś czasu nie ulegam pokusie kupowania książek nieprzemyślanych, np. ze straganów z książkami w hipermarketach, albo jako dodatków do czasopism. Najczęściej książki te lądowały na półce „może/ kiedyś/ nigdy”, a więc okazywały się nietrafionymi strzałami. Dlatego najczęściej zamawiam konkretne książki do domu, z księgarń i wydawnictw, które znam.

Dwa lata temu odkryłam czytniki e-booków i jestem w tej chwili szczęśliwą posiadaczką Kindla. Jestem w nim po prostu zakochana. Służy mi jako czytnik do książek w elektronicznej postaci, a także magazynów wydanych w tej formie (ale to dużo rzadziej).

Pewnie zauważyliście, że napisałam tylko o informacjach podawanych w formie tekstu. To po prostu mój ulubiony kanał komunikacji ze światem, wygrywający ewidentnie z telewizją, wideo-newsami, vlogami, czy programami i filmami. Jeśli potrafisz wyciągnąć z nich maks – to podziel się swoimi sposobami w komentarzach.

 

 

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares