http://flic.kr/p/8zNmpA

http://flic.kr/p/8zNmpA

Szukałam dobrego określenia na to, co obserwujemy ostatnio w naszym życiu i wymyśliłam właśnie nowe słowo – mobilizacja”! Słowo w sumie nie takie nowe, ale w znaczeniu „era mobile” w naszym życiu – pewnie tak.

Moja kreatywność włączyła się po tym, jak przeczytałam artykuł w Marketingu przy kawie o hegemonii mobile w kontekście tworzenia i administrowania stronami internetowymi. Cytując Autorkę artykułu: „szacuje się, że aż 66% użytkowników rezygnuje z przeglądania strony, jeśli jej format nie dostosowuje się do rozmiaru ekranu telefonu”. Jestem w stanie uwierzyć w taki wynik badania, ponieważ sama irytuję się, kiedy strona www otwierana w smartfonie, albo tablecie wyświetla się niedokładnie, albo nie jest dopasowana do danego urządzenia. Przyzwyczailiśmy się do wygodnego surfowania po internecie, więc teraz mamy naturalną potrzebę realizowania tego samego działania na wszystkich ekranach, z jakich korzystamy.

Dlaczego o tym piszę? Po pierwsze dlatego, że sama jestem administratorem stron www (mój blog i autorska strona) i coraz bardziej interesuje mnie temat Responsive Web Design (RWD to strona zaprojektowana tak, aby jej treść dostosowywała się do wielkości ekranu, na którym jest wyświetlana). Pierwszy kontakt z tematem pojawia się przy wyborze motywu WordPress, który będzie wykorzystywany przez stronę (oczywiście jeśli strona działa na tej platformie). Niektóre są dopasowane do wielu ekranów – inne nie. Kolejne momenty uważności pojawiają się przy wrzucaniu każdego dowolnego wpisu z multimediami, ponieważ nie każdy motyw identycznie je obsługuje.  

Po drugie dlatego, że „mobilizacja” narzuca na twórców treści nowe ograniczenia i konieczność większej refleksyjności. Zanim bloger, czy twórca dowolnej strony internetowej opublikuje na niej swój wpis, film, czy zdjęcia – powinien przemyśleć, czy taki kontent sprawdzi się dla odwiedzających stronę, którzy oczekują szybkich wniosków, konkretnych informacji, bez lania wody i utrudnionego poszukiwania tego, po co do nas przyszedł. W związku z tym, więcej czasu może zająć przygotowanie kontentu – trzeba nad nim w końcu dwa razy pomyśleć. Oczywiście nie mam na myśli tego, że w erze mobile każda treść na stronie www ma mieć maksymalnie jeden akapit, żeby zmieściła się w małym okienku smartfona. Jednak musimy pamiętać, że jeśli przesadzimy w tę drugą stronę – czytelnik może uciec z naszej strony na inną. I tyle. Cytując artykuł raz jeszcze: „niezależnie od tego, czy użytkownik chce przeczytać naszą stronę od A do Z, czy jedynie znaleźć dane kontaktowe, zgodnie z zasadami usability powinien móc dotrzeć do wszystkich potrzebnych informacji niemal natychmiast”.

Po trzecie dlatego, że na naszych oczach trwa prawdziwa rewolucja dot. dopasowania kontentu do urządzeń, których wciąż przybywa. A oczekiwania klientów nie maleją, a wręcz rosną w tempie potęgowym. Mówię tu zarówno o poprawnym wyświetlaniu samej strony www, ale także o możliwości udostępniania treści innym za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Podsumowując – era mobile dla osób tworzących kontent internetowy oznacza konieczność przemodelowania przyzwyczajeń i często całych stron www. Na pierwszy rzut oka widać tylko dodatkowe koszty, ale na drugi rzut oka – nie jest najgorzej, bo można wcześniej pewne działania zaplanować i przeprowadzić jednorazową zmianę, która nie będzie potem wymagała dodatkowych wysiłków. W związku z prognozami, które mówią, że za 2 lata większość wejść na strony www będzie odbywała się za pośrednictwem innych ekranów, niż laptopów, to myślę, że warto zacząć dostosowywać się do wymogów rynku już teraz, żebyśmy nie obudzili się za późno.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares