Odnoszę ostatnio wrażenie, że coraz więcej osób wokół mnie przyjmuje postawę roszczeniową od życia. Mają wyraz twarzy krzyczący „należy mi się, bo tak!”. No więc, żeby sytuacja była jasna – życie jest tak skonstruowane, że ile zasiejesz, tyle zbierzesz. I tyle.

Nie oczekuj, że ci się coś należy, bo urodziłeś się w rodzinie X, mieście Y, albo miałeś dyplom na piątkę. Jeśli chcesz mieć wymarzoną pracę – to sobie ją stwórz. A przynajmniej buduj sobie godne warunki pracy tam, gdzie jesteś, szanuj innych, pomagaj im w rozwoju. Jeśli chcesz mieć wymarzony związek – to dbaj każdego dnia o swoje relacje z najbliższym ci człowiekiem i codziennie odkrywaj go na nowo. Jeśli chcesz mieć wymarzoną figurę – to nie oczekuj, że książka za 19,90 z empiku ci to załatwi, a zacznij biegać, pływać, ćwiczyć, odżywiać się w sposób świadomy i zrównoważony. Itd. Itd.

Życie nic nie jest ci winne, zapewniam cię. Zwróci tyle, ile w nie włożysz.

Jeśli jesteś jak bohaterka komiksu rysunkowego, którego ostatnio widziałam w internecie (dziewczyna siedzi znudzona przy komputerze, a nad nią dymek „5 lat studiów, kursy, języki, a potem siedzisz i przez 8 godzin pilnujesz maila”), a po powrocie do domu siedzisz i pilnujesz fejsa, aż nie zaśniesz, to nie dziw się, że twoje życie stoi w miejscu. Że nic się nie zmienia, że dni są do siebie smutnie podobne.

Wierzę w to, że wszystko do nas kiedyś wraca. Już wiele razy przekonałam się, że dobro do mnie wróciło – w różnej postaci, ale wróciło. Wiem też, że określanie precyzyjnie swoich oczekiwań – działa. Im bardziej dokładnie wyobrażę sobie (a najlepiej spiszę) swoje cele, tym łatwiej je osiągam. Zaczynam dostrzegać w otoczeniu sygnały, które mogą mi pomóc coś zrobić i łatwiej je robię. Proste.

To się nazywa proaktywność. A Ty, jesteś proaktywny?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares