Odkrywam moje nawyki… czytelnicze. Dziwadło jestem, czy macie podobnie? :)

Czytałam kiedyś od deski do deski. Miałam przekonanie, że każda strona każdej książki została stworzona po to, aby ją pochłonąć. Jeśli książka od dwudziestej strony mnie nudziła, to też ją chciałam doczytać. No bo przecież może się jeszcze rozkręcić. Nie przeskakiwałam co drugi akapit, czy co drugi rozdział, bo tak nie wypada, bo przecież “pomiędzy” może być właśnie to, na co czekam. Teraz tak nie robię. Wyzbyłam się tego przyzwyczajenia. Nie mam już przekonania, że coś muszę. Książka jest dla mnie, a nie ja dla książki. Czytam to, co mnie kręci. Jeśli mnie nuży, to odkładam. Jeśli po spisie treści czuję, że wiem już wszystko, to nie zaczynam pierwszego rozdziału. Jeśli interesuje mnie jeden temat, to nie czytam wszystkich. Żyję w czasach nadmiaru. Jeśli będę miała potrzebę wrócić do tej książki w innym momencie życia, to wrócę. A jeśli nie, to zostanie wydane tysiące kolejnych, a wśród nich na bank znajdę coś, co mnie zainteresuje na tyle, aby zacząć z nią romans.

Czytam wszędzie

Podczas podróży metrem, podczas śniadania, przed snem. Nawet jeśli wiem, że za 3 min Mój M skończy prysznic i przybiegnie, to i tak wezmę książkę do ręki.

Kocham papierowe książki

Półki w domu uginają się od książek gromadzonych przez lata. Wiele z nich rozdałam, sprzedałam, albo wręczyłam w prezencie, bo nie mam aż takiego metrażu mieszkania, żeby nas wszystkich pomieściło.

Kocham też książki elektroniczne

Nie cierpię rankingów i porównywania “elektroniczne czy papier?”. Dla mnie nie ma czego porównywać. Wybieram taką formę, jaką potrzebuję w danej chwili, jaką mam ochotę poczuć, albo jaką mam w danym formacie. I tyle. Czy ktoś nas pyta, czy wolimy film w kinie, czy dvd oglądane z poziomu domowej kanapy? Uwielbiam i to i to. Wszystko zależy od potrzeby chwili i warunków technicznych. Cała filozofia.

Książki są najlepszym prezentem dla mnie

Jeśli ktoś nie wie, co mi sprezentować, to jeśli przyjedzie z książką – strzeli na bank w 10-tkę.

Zarażam wszystkich czytaniem

Jeśli mnie ktoś zapyta o to, co czytałam ostatnio, to przepadł na kilka kwadransów. Często mówię tak przekonująco, że rozmowa kończy się zapytaniem od mojego rozmówcy: “pożyczysz mi tę książkę?”.

Szybko czytam, wolno czytam

Podręczniki i poradniki biznesowe czytam metodą szybkiego czytania, albo wyrywkowo. Powieści, komiksy i oczywiście poezję czytam normalnym tempem, wracam do pewnych miejsc, delektuję się. Przez wiele lat miałam poczucie, że nie zdążę w życiu przeczytać wszystkiego, co mnie interesuje, więc szkoda mi było czasu na wracanie do najlepszych momentów, albo robienie notatek z książek. W tej chwili wiem, że to były słabe założenia. Zmieniłam cel czytania na poznawanie świata, a nie bicie rekordów przeczytanych stron. Z poradników staram się wyciągnąć przynajmniej jakąś jedną myśl, albo kilka ważnych kwestii i rysuję mapy myśli albo notatki rysunkowe, żeby uchwycić te przemyślenia. Łatwiej wrócić do notatki z książki, która mieści się na 1 stronie A4, niż w jakiejkolwiek innej formie. A czasem nawet inni korzystają z tego, co narysuję / napiszę. Blog też ma pożywkę :) korzystają wszyscy.

A to wszystko przez Mamę

Miłość do czytania zaszczepiła mi Mama. Zawsze dużo czytała. Miała w młodości “zeszyt z książkami”, w którym notowała co czytała, kiedy, skąd była książka i jak ją ocenia. W liceum miałam taki sam zeszyt. Nauczył mnie systematyczności i pozwolił wracać do najważniejszych książek, by nie zostały zapomniane. Potem założyłam bloga, w którym wrzucałam okładki tego, co przeczytałam, czasami recenzje. Teraz publikuję na SmakujęŻycie.pl podsumowania miesiąca w czytaniu, a na KatarzynaZbikowska.pl wrzucam rysunkowe notatki z lektury. Nie chcę żeby to, co przeżywam dzięki książkom zostało zapomniane, albo przykryte zbyt szybko kolejnymi refleksjami.

Cały autor na raz

Często czytam książki jednego autora, dopóki nie wyczerpię wszystkich możliwości. Tak było z Georgem R.R. Martinem, Johnatanem Carrollem, Douglasem Adamsem, Carlos Ruiz Zafonem, Josteinem Gaarderem. Jeśli jakiś autor mnie złapie na haczyk, to już po mnie. Książki wygrzebię spod ziemi, żeby tylko doczytać ciąg dalszy jakiejś opowieści.

Czytam kilka książek na raz

Jedna powieść, jedna lub dwie biznesowe, inspirujące opowieści albo bajki przed snem. Wyjątkiem są książki, które pochłoną mnie do tego stopnia, że nawet jeść nie mogę bez nich, a w pracy przez 8 godzin myślę tylko o tym, jak to będzie wreszcie doczytać rozdział, kiedy wsiądę do metra. Nieraz nawet potrafię pojechać do pętli tramwajowej i z powrotem, żeby nie przerywać czytania.

Jestem w szoku, że aż tyle nawyków zidentyfikowałam… a im głębiej wchodziłam w las, tym bardziej czułam, że to jeszcze nie koniec.

A jak jest u Ciebie? Masz podobnie? Czy jestem kosmitką?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares