Każdy rok jest inny. Każdy rok mnie napełnia. Każdy rok dodaje nowe puzzle do mojej życiowej układanki. A co wycisnęłam dla siebie z 2015 roku – najlepszego roku mojego życia?

Mogę zrealizować swoje marzenia, ale nie muszę

Żyję w świecie, w którym wydaje mi się, że z każdej książki czy portalu krzyczą do mnie, że moim obowiązkiem jest żyć po swojemu, realizować się i spełniać swoje pragnienia. Że życie jest jedno i że trzeba je wycisnąć jak cytrynę. Że jak nie ja, to kto. Że mogę wszystko.

Tak, mogę. No niekoniecznie wszystko, ale na pewno sporo. Tylko, że nie chcę. Chcę nauczyć się żyć spokojnie w świecie pełnym ludzi wiedzących lepiej ode mnie, jak powinno wyglądać moje życie. Czuję niezłe wyzwanie.

We wrześniu zapisałam w swoim notesie słowa “Mam prawo gdzieś dojść i nie dochodzić nigdzie“. Ulga, jaką poczułam, kiedy dotarł do mnie ich sens, była bezcenna. To ja jestem moim najlepszym przyjacielem, projektantką mojego jutra i decydentką. To ja jestem sprawcą mojego życia i osobą dokonującą kluczowych wyborów. To ja tu rządzę. I ja biorę odpowiedzialność za decyzje, które podjęłam.

Moim marzeniem było zbudowanie czegoś, co ma sens. Co będzie większe ode mnie samej. To znaczy, że będzie żyło nawet kiedy mnie w tym nie będzie. Na fundamencie bloga Project Managerka.pl powstała społeczność Kreatorek, która zadomowiła się pod adresem Kreatorka Jutra.pl i na której świadomie skupiłam swoją uwagę w ostatnich kilkunastu miesiącach.

Podjęcie jakiejś decyzji jest lepsze, niż nie podjęcie żadnej

Były wakacje 2015 roku, czyli kilka miesięcy po tym, jak powołałam do życia kilkunastoosobowy Zespół projektu “Kreatorka“. Zespół zaczynał gasnąć. Energia, którą karmiłyśmy siebie i społeczność przez kilkanaście poprzednich tygodni – słabła. Uruchomiłyśmy działania w kilkunastu inicjatywach w tym czasie. Każda osoba miała jakieś zadania i konsultowała ze mną każdy pomysł. Koncepcja goniła koncepcję. Pomysł gonił pomysł. Twórcze szaleństwo. Podobało nam się. Tylko, że na takiej fali euforii można jechać przez bardzo ograniczony czas.

Pamiętam to prawie jak przez mgłę… Setki codziennych decyzji do podjęcia. Od sensowej treści posta na facebooka i oznaczenia w nim kogoś ważnego, ogłoszenie najlepszych prac konkursowych, aż po wybór skutecznego narzędzia do tworzenia webinarów, zaprojektowanie szkolenia, instruktaż dla nowej autorki, pozyskiwanie sponsorów, zawieranie umów z podwykonawcami. Skype, facebook, telefon, mail, hangout, trello, sms… Kosmos.

Padłam. Złapałam infekcję. Potem kolejną. Zmęczenie fizyczne i psychiczne sprawiło, że nie miałam siły tworzyć strategii dalszego działania. Byłam zmęczona kieratem, który sobie zgotowałam. Chciałam dać sobie spokój. Ale czułam, że poczuję ukojenie dopiero, gdy podejmę decyzję. Zatrzymałam się więc i poinformowałam Zespół, że nie będę już brać odpowiedzialności za nikogo poza samą sobą i zawiesiłam duży temat, nad którym zaczęłyśmy pracować, a kilka mniejszych zamknęłam. To był trudny czas. Dużo się we mnie zmieniło. Zmiany nie ominęły także Zespołu – ktoś oddał swój temat, ktoś zrezygnował ze swoich wcześniejszych deklaracji, ktoś odszedł. Poczułam ulgę.

Najbardziej ograniczony zasób to moja energia, a nie czas

Zaczęłam przeliczać moje zaangażowanie we wszystkie inicjatywy, które realizowałam “po godzinach” (w tym projekt “Kreatorka“) stosując jednostki energii, a nie czasu. I nie miało z tym nic wspólnego to, że na co dzień pracuję jako manager w koncernie energetycznym :) Zrozumiałam, że to nie ilość godzin zainwestowanych w działania, ale moja siła i witalność są wskaźnikiem mojej efektywności.

Zaczęłam dbać o siebie i realizację swoich marzeń. Swoich, a nie tych, które wydawało mi się, że inni chcą zrealizować dzięki mnie. Przestałam udawać, że umiem czytać w myślach innych osób, że zbawię świat, że komuś pomogę w rozwoju, którego on sam nie rozumie, albo nie chce w tym momencie. Uwolniłam swoją energię, bo zajęłam się tym, na co mam wpływ. Moim życiem.

Myślenie o sobie to nie egoizm, tylko mój obowiązek

Jaka była moja pierwsza myśl, kiedy zachciało mi się być pierwszą osobą, o którą zadbam? Ale ze mnie egoistka. Kolejna myśl? Mam gdzieś, co pomyślą o mnie inni. Jeśli nie zadbam o siebie, to nikomu na tym świecie nie pomogę, ani nie wzbogacę go moimi talentami i darami, które otrzymałam.

Moja decyzja o uruchomieniu Platformy Kreatorka Jutra.pl (a więc zainwestowaniu prawie wszystkich wolnych zasobów w najbliższych 3 miesiącach) spadła na mnie jak grom z nieba. Usłyszałam słowa “Albo robisz biznes, albo się bawisz w biznes” i mnie tąpnęło. Nie spałam całą noc. Ale o poranku już wiedziałam, że projekt “Kreatorka” będzie moim biznesem. Ostatnie kilkanaście miesięcy to była tylko zabawa w biznes. A czułam się jakbym kierowała co najmniej korporacją.

Zawsze zaczynam od “dlaczego”

Przypomniałam sobie, po co od kilku lat rozwijałam swojego bloga, po co napisałam dwie książki, po co udzielałam się jako wolontariuszka w różnych inicjatywach, po co współpracowałam z organizacjami non-profit, po co uruchomiłam darmowy kurs Kreatorka 2015, a potem Zespół i całą lawinę kreatorskich działań. Moim powołaniem jest pomaganie i uskrzydlanie ludzi. Dzielenie się swoją wiedzą, abyśmy wszyscy mogli rosnąć i sięgać po to, o czym marzymy. Aby żyło nam się lepiej.

Zrozumiałam, że wielu ludzi, których podziwiam, zarabia na życie realizując swoją misję życiową i cele społeczne. Że misja i zarabianie to nie sprzeczność, a naturalne równanie. Jestem tym, na co poświęcam swój czas. Jeśli chcę pomagać innym, bo potrafię to robić i chcę to robić, to jeśli ktoś mi za to nie zapłaci – w bardzo krótkim czasie okaże się, że nie będę mogła tego robić, bo przywali mnie ciężar codzienności. Za rachunki nie zapłacę w końcu samym uśmiechem.

Realizowanie marzeń ma jasną i ciemną stronę mocy

Dziś już wiem, że realizowanie mojego unikalnego planu na życie może mi przysporzyć zarówno przyjaciół, jak i sympatyków mojej porażki. I będę z tym żyć.

Dziś już wiem, że jeśli nie zadbam o swoje zasoby energetyczne, to nie zrobię nic. Samochód bez paliwa nie pojedzie, a już na pewno nie pociągnie nikogo za sobą.

Dziś już wiem, że jeśli będę się skupiać na dziesiątkach rozproszonych zadań, to nie wystarczy mi energii na kluczowe. Zaczynam się od tych najważniejszych, resztę odrzucam.

Dziś już wiem, że skoro mam to szczęście, że odkryłam już swoje mocne strony i dary, którymi obdarzył mnie los, to zacznę je wykorzystywać. Wybieram działanie zamiast ciągłego pozyskiwania zasobów, których nigdy nie zdołam wykorzystać.

Dziś już wiem, że popełnię jeszcze mnóstwo błędów i wdrapię się na wiele gór, ale jestem spokojniejsza, bo umiem wyciągać z nich wnioski i korygować swój kurs ku lepszej przyszłości.

Rok 2015 był rokiem gigantycznych zmian w moim życiu. Wiem, że to ja kształtowałam swoje wybory i siebie samą. Znam swoje sukcesy i upadki. I jestem z siebie dumna. I dziś świętuję. Wracam do pisania na blogu Project Managerka.pl, bo to moje miejsce. Liczę na to, że pomimo dłuższej przerwy w naszych spotkaniach tutaj, zechcesz widywać się ze mną znowu na tej stronie. Mam otwarte serce na kolejne dwanaście miesięcy, bo przecież 1-szego stycznia otrzymałam, tak samo jak Ty, 366 nowych możliwości…

A jakie są Twoje lekcje z minionego roku? Będę szczęśliwa, jeśli podzielisz się chociaż jedną z nich.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares