Rozmawiasz czasem sam ze sobą? Nie ściemniaj, że nie. Każdy to robi.

Ja, na przykład, robię to bardzo często. No dobrze, a jaki dla siebie jesteś w czasie tych rozmów? Jesteś dla siebie przyjaciółką i głaszczesz po głowie? Czy krzyczysz na siebie i wyzywasz od blondynek i idiotów? Bo u mnie bywa różnie, ale na szczęście z tendencją w kierunku przyjaciółki.

Dialog wewnętrzny kształtuje nasze życie

Niestety często nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego, jak ważne jest to, co mówimy sami do siebie. A przecież robimy to cały czas! Dialog wewnętrzny to jest coś, co zajmuje nasz umysł, kiedy ten ma wolne moce przerobowe (a więc przez większość czasu). Tak się składa, że mózg bardzo szybko się nudzi. Dzieje się tak dlatego, że zdecydowanie szybciej myślimy, niż mówimy i szybciej myślimy, niż piszemy. Wiedziałeś o tym? Jeśli chcesz więcej na ten temat to rzuć okiem na mój artykuł o tym, jak dobre jest pozwolenie sobie na luksusową nudę.

Umysł jest ciągle w ruchu

Nasz umysł dąży do tego, aby być ciągle w stanie aktywności. I dlatego bardzo często w tych przestrzeniach “pomiędzy” czynnościami – mówimy sami do siebie. Wyobraź sobie teraz, ile to musi zajmować czasu każdego dnia… nawet gdyby to było kilka minut z każdej godziny, to z całego dnia (nie licząc snu) uzbierałaby się przynajmniej godzina… Czujesz to? Rozmawiasz z kimś minimum godzinę dziennie, a on ci wkłada do głowy teksty typu “no i znowu ci nie wyszło”, “mówiłam, że dasz ciała i to spieprzysz”, “zachowujesz się jak idiotka”, “masakra”, “pogięło cię?” itd.

Nie zawsze byłam swoją przyjaciółką

Podam ci przykład mojego dialogu wewnętrznego. Zapis rzeczywisty, sprzed 2 lat. Mam go dzięki pewnemu zadaniu, które dostałam od mojego coacha.

Akcja dzieje się w empiku, przy półce, na której znalazłam moją własną książkę:

Wow, moja książka jest na półce w empiku! Zawsze o tym marzyłam i mi się wreszcie udało! No tak, ale przecież moje wydawnictwo ma dobrą logistykę i wszystkie wydane przez nich książki są w empikach. Na półce “ekonomia”! Wow! Albo “biznes”! Wow! Wow! No niby tak, tylko że dziś wydaje się tak wiele książek, które niekoniecznie są wartościowe, na przykład kilka z tej półki to szajs, więc to w sumie żaden osiąg. Ale zaraz, ilu moich znajomych wydało książkę, hę? Jestem w pewien sposób nieprzeciętna! Ale czy to od razu oznacza, że rzeczywiście mam coś mądrego do powiedzenia? No i tyle ilustracji zrobiłam do książki, wszystkie moje, całkowicie moje i takie piękne… Taka tam książeczka z obrazkami, na pewno nie każdy w ogóle weźmie ją za poważną publikację. (…)

 

Wpadłam dziś na mój zeszyt rozwojowy sprzed 2 lat i zbaraniałam, jak to przeczytałam. Na szczęście – od tamtego czasu WIELE się w moim życiu zmieniło. Ja wiele zmieniłam. Między innymi: postrzeganie siebie samej, poczucie własnej wartości, umiejętność cieszenia się z tego, co zrobiłam. Nie co mi się udało, ale co zrobiłam. Buduję swoje poczucie “sprawczości w życiu” od dawna. Po tym przykładzie mojej wewnętrznej rozmowy widzę, jak długą drogę przebyłam. I wiesz co? Wciąż w tej podróży jestem… Nawet teraz czasami łapię się na takich rozmowach ze sobą. Co prawda w zdecydowanie mniejszej skali, ale wciąż z serii dołujących, a nie wspierających. A przecież to JA SAMA powinnam siebie najbardziej kochać i wspierać, zagrzewać do boju, pchać w pozytywne czeluści galaktyki i oczekiwać od siebie NAJLEPSZEGO.

A Ty? Kochasz siebie? Jak ze sobą rozmawiasz?

| zdjęcie Alijt Emmens |

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares