Kiedy nie wiedziałam czego chcę – realizowałam każdy pomysł, który wydał mi się wart uwagi. Myślę, że to świetny sposób na poznanie siebie i swoich potrzeb. Każda z nas jest inna, więc inaczej patrzymy na świat i inaczej realizujemy pomysły. Gdybym nie eksperymentowała w przeszłości, to pewnie wciąż bym nie wiedziała czy pisanie bloga jest dla mnie, czy dam sobie radę z projektem z branży, której nie znam, czy bez nadepnięcia sprzęgła mogę zmienić biegi (…).

Tylko w działaniu sprawdzam, czy coś jest rzeczywiście dla mnie. Nie polegam na gdybaniu i Wujkach Dobra Rada, których wokół nie brakuje.

Są jednak pomysły, których realizacji się nie podejmuję. Dzieje się tak najczęściej z dwóch powodów:

  • Nie chcę się rozpraszać, bo zaplanowałam już inne działania. A przecież nawet najgenialniejszy pomysł nie jest realizowany w próżni, więc trzeba mieć na niego miejsce.
  • Pomysł jest obiektywnie genialny, ale ja sama nie dostrzegam w nim potencjału dla mnie. Nie wpadam w zachwyt nad pomysłem tylko dlatego, że ktoś to poczuł. Zanim ruszę do działania – sprawdzam czy na pewno realizacja tego pomysłu przybliży mnie do realizacji mojej wizji.

Przykład – marzę o kolejnej książce. Ale nie przyjęłam propozycji od wydawcy. W przeciwieństwie do wielu osób, które po prostu chcą mieć wydaną książkę, ja chcę mieć wydaną dobrą książkę, która stanowi odpowiedź na gorący problem moich Czytelników. Książka dla książki mnie nie interesuje. Poza tym – rozważam zupełnie inny sposób realizacji tego marzenia niż tradycyjna umowa wydawnicza. Stąd decyzja o rezygnacji z tego pomysłu.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares