Ludzie, którzy żyją w zgodzie ze swoimi wartościami i którzy swoimi działaniami sprawiają, że świat jest lepszym miejscem.

Nie mam listy osób, które mnie inspirowały “od zawsze”. Nie mam żadnej uniwersalnej listy, którą wyciągam kiedy zadawane jest mi takie pytanie (akurat to tytułowe zadała mi członkini naszej grupy #SięgamGwiazd i postanowiłam na nie teraz odpowiedzieć, bo chodzi za mną od kilku dni).

Ludzie inspirują mnie w danym momencie i czasami są to chwile, albo jednorazowe sytuacje, w których ktoś robi coś, co zwraca moją uwagę lub budzi podziw, a czasami buduje długoletnie poczucie inspiracji. Do tych zaskakujących i całkiem intensywnych zaliczyłabym ostatnio pisarza Erica Schmitta, Tarę Mohr, Guya Kawasakiego, a do tych długofalowych – moją Mamę, Susan Sandberg, Martynę Wojciechowską, o. Adama Szustaka, Jonathana Carrolla, sir Kena Robinsona, Tonego Buzana. Każdy zrobił lub robi coś z zupełnie innej bajki, ale w jakimś momencie mojego życia wywarł na mnie wrażenie, które już zostało.

PS. wychodzi na to, że moje weekendowe wpisy do nieco/DZIENNIKA są bardziej intymne i osobiste, niż te w ciągu tygodnia. Zaskakująca obserwacja…

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares