Współczesny mieszkaniec miasta, pracujący umysłowo, zajmujący się na co dzień różnymi sprawami zawodowymi i prywatnymi, bardzo rzadko pozwala sobie na nudzenie się. Na przykład – ja tak mam. Nuda jest passe. Do nudzenia się nikt o zdrowych zmysłach się nie chce przyznać, bo to by oznaczało, że nie jest wystarczająco zorganizowany, że ma widocznie “za mało pracy”, że nie prowadzi satysfakcjonującego życia, wypełnionego po brzegi atrakcjami.

W ciągu ostatniej dekady wymyśliliśmy mnóstwo wypełniaczy czasu, albo jak kto woli: anty-nudzaczy (wiem, że nie ma takiego słowa). mamy portale społecznościowe, książki w formie elektronicznej na mieszczące się w kieszeni czytniki, aplikacje na smartfony, gadżety na tablety, magazyny ilustrowane, muzykę w internetowych, tematycznych rozgłośniach radiowych, ulubione mp3 na ipodzie, itd.

Kiedy byłam na studiach i moja droga na uczelnię wymagała ode mnie pokonania 4 dzielnic Warszawy (a więc zajmowała mi nie mniej niż 1,5 godziny w jedną stronę) bardziej, niż dziś, potrafiłam cieszyć się bezmyślnym patrzeniem za okno tramwaju, obserwowaniem przechodniów, samochodów, czytaniem neonowych napisów, patrzeniem w niebo, albo we własne wnętrze. Miałam sporo czasu na przemyślenia, wymyślanie w co się ubiorę na wieczorne wyjście, z kim porozmawiam, dokąd zmierzam w życiu i… absolutnie nie miałam w związku z tym poczucia straconego czasu.

Dziś stoję w korkach codziennie około godziny rano i godziny po pracy (wymyśliłam sobie pracę na końcu mojego świata, no to mam). I od kilku lat zabijam te godziny na setki różnych sposobów: słucham audiobooków, rozmawiam przez telefon, omiatam wzrokiem wpisy na fejsbuku, wsłuchuję się w podcasty ściągnięte na takie podróże do iphona, robię wszystko, dosłownie wszystko, aby tylko nie zostać sam na sam z myślami, bo to przecież będzie okrutną stratą tych 2 godzin dziennie. Zawsze kiedy nie robię czegoś namacalnego – łapię się na tym, że zaczynam sobie robić wyrzuty, że tracę czas.

Czy dasz wiarę, że przez ostatnie kilka lat wypuszczałam swój umysł na legalne wakacje tylko przez 1-2 tygodnie urlopu, które uwielbiam spędzać na leżaku? Chociaż na tym leżaku też rzadko leżałam bezczynnie, bo zwykle zabieram ze sobą na wakacje więcej książek, niż butów i w zasadzie większość leżakowania spędzam czytając. No więc wychodzi na to, że od lat nie daję swojemu umysłowi chwili wytchnienia (!!). Uświadomiłam to sobie jeszcze dobitniej kilka dni temu na lunchu z przyjaciółką, która zobaczyła mój kalendarz na 2013 już zapisany na kilkunastu stronach i stwierdziła zdziwiona „Kasia, 2013 zacznie się dopiero za tydzień, a ty już zaplanowałaś swoje życie do maja?”. I tak i nie. To nie było klasyczne planowanie czasu, ale rzeczywiście już zdążyłam zapisać mnóstwo pomysłów lub zajawek projektów na najbliższe tygodnie. Czy takie chorobliwe unikanie wolnych przestojów jest zdrowe?

No, nie do końca.

Forum 48-2012 - Mózg na luzieJestem tego tym bardziej pewna po przeczytaniu artykułu na temat umysłu, który się nudzi (Nic nie robisz – i masz! – Forum nr 48) i zrozumiałam jak bardzo niezdrowe jest takie przesadnie poważne traktowanie tego czasu „pomiędzy”. Czasu spędzanego w korkach, w poczekalni u fryzjera, w kolejce w hipermarkecie, czekając na rozpoczęcie się spotkania, na które spóźnia się jego organizator, albo w pociągu z Warszawy do Poznania. Naukowcy apelują, że ten czas “wolny” jest niesamowicie ważny dla naszego umysłu. A dla mnie był jak dotąd niepotrzebną stratą energii, bezproduktywnym, a więc i bezwartościowym fragmentem dnia.

Bo wyobraź sobie, że Twój mózg nie śpi, a te wolne chwile, kiedy nie zaprzęgasz go do świadomej pracy wykorzystuje na regenerację i uporządkowanie tego, co właśnie poznał, odkrył, czy stworzył. Nudzenie się jest zdrowe dla Twojego umysłu. Nie mam oczywiście na myśli skrajności, które w żadnej sytuacji nie są ok. – ani nie zachęcam Cię do przeciążania głowy myślami, ani do nadmiernej nudy. W obu przypadkach może się skończyć jakimś zaburzeniem psychiki (tak przynajmniej twierdzą naukowcy, których cytuje autor ww. artykułu). Podczas nudzenia się Twój umysł zużywa niewiele mniej energii, niż podczas wytężonej pracy (różnica wynosi około 5%). Dzieje się tak dlatego, że w tym czasie pracuje nad tworzeniem nowych połączeń pomiędzy wiedzą posiadaną, a dopiero zdobytą, rozwiązuje zagadki i zadania, które mu zleciłeś jakiś czas temu, a także robi porządki mentalne, aby zrobić miejsce dla nowych informacji.

Najlepiej opisuje to, czym jest nuda fragment ww. artykułu: “(…) to brama do lepszego świata, a nie chwila, którą trzeba jakoś zagospodarować lub czymś wypełnić”. Życzę Wam zatem w 2013 roku częstszego oddawania się tej luksusowej przyjemności, pozwalanie sobie na legalne wakacje od myślenia i nienazywanie bezwartościowym czasu spędzonego „tylko” na refleksjach.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares