Coraz więcej osób jest zainteresowanych stworzeniem profesjonalnych dokumentów rekrutacyjnych i to mnie bardzo cieszy.

Oznacza bowiem, że dostrzegamy wagę naszego profesjonalnego wizerunku zbudowanego m.in. w takich dokumentach, jak CV. Nie każdy ma w końcu blogi, fanpejdże i inne miejsca w sieci, gdzie świeci po oczach swoim portfolio. Niestety nie wszystko jest takie kolorowe… 

Bezosobowe CV – czy panuje na to jakaś moda?

Kto powiedział, że CV nie ma mieć duszy? Że ma ukrywać człowieka, który za nim stoi? Że nie ma być pozytywną i pełną szacunku do siebie wizytówką? Ja rozumiem, że to dokument oficjalny, formalny, itd. Ale przecież to nie musi znaczyć nudny!

Kiedy przyjmuję zlecenie stworzenia lepszej wersji dokumentów rekrutacyjnych, to zwykle zaczynamy od tego, że klient przysyła mi swoje aktualne CV i (jeśli posiada) list motywacyjny. Pozwala mi to poznać jego adres, wykształcenie i nazwy stanowisk, które zajmował w ciągu ostatnich lat. Zwykle na tym kończy się poznanie go. Rzadko kiedy z dokumentu wyłania się człowiek – jego osobowość, unikalność, a wraz z nimi moje zainteresowanie nim… Niestety. Dlaczego CV jest najczęściej takie bezosobowe i nieciekawe? Nie mówiąc już o braku podejścia “proklienckiego”, gdzie czytelnik tego dokumentu (rektruter, headhunter, potencjalny szef) jest naszym klientem…

Rekruter to nie wróżka

Po wstępnej analizie CV już wiem, jakie pytania zadać klientowi. Drążę najczęściej temat osiągnięć i ponadprzeciętnych wyników, które osiągnął w ostatnich latach. Czy zaskoczył czymś szefów? Czy wyróżnił się czymś spośród kolegów? Czy przyniósł firmie jakieś dodatkowe przychody? itd. No i zaczynają się schody. Nie dlatego, że mało kto ma takie sukcesy na koncie, ale dlatego, że większość osób nigdy nie zadawała sobie takich pytań! Czy to nie jest dziwne, że oczekujemy od odbiorcy naszego CV, że będzie czytał nam w myślach, a w zasadzie jeszcze gdzieś indziej, bo przecież w myślach nie mamy tej wiedzy (skoro nie zastanawialiśmy się nigdy nad tym wszystkim)… Jakim cudem ktoś, kto czyta nasze CV ma mieć wiedzę o naszych osiągnięciach, skoro mu ich nie pokazaliśmy, ani nie opisaliśmy? No raczej się nie domyśli…

Taka sytuacja nie dotyczy jednej osoby, ale przynajmniej kilkunastu, z którymi ostatnio przyszło mi pracować. Nie potrafimy odnaleźć w naszym doświadczeniu wartościowych osiągnięć, ani zidentyfikować własnych mocnych stron i wyróżników. Dlaczego się tak dzieje? Powiem Ci.

Czy Ty też masz ograniczające przekonania o promowaniu swoich sukcesów?

Tkwią w nas błędne przekonania dotyczące pokazywania innym tego, co nam się udało. Dlaczego uważamy, że chwalenie się jest złe? Dlaczego zaczytujemy się w idiotycznych życiorysach pseudocelebrytów i chłoniemy bez refleksji informacje o ich kolejnych “sukcesach”, a naszych własnych i prawdziwych nie chcemy pokazać światu? Co więcej – nie tylko nie chcemy pokazać ich innym ludziom, ale także sobie samym nie pozwalamy na ich odczuwanie we właściwy sposób.

Ubolewam nad tym, że nie mamy takiej łatwości, jak Amerykanie w wyrażaniu siebie i naszych wyróżniających cech. Nikt nas tego nie uczył w szkole, więc proponuję zacząć od dziś ćwiczenia.

Od czego zacząć pokazywanie co potrafię?

  • Zacznij od umieszczania na Fb/ G+/ LinkedIn czy GoldenLine informacji o tym, co Ci się udało. Publikuj statusy, kiedy wydarzy się coś ważnego. Przygotowałeś świetną prezentację dla szefa? Dostałeś podziękowanie od współpracownika za rzetelną analizę i ciekawe wnioski? Wykazałeś się kreatywnością podczas zespołowej burzy mózgów? To wszystko są Twoje mniejsze i większe, codzienne sukcesy. Naucz się nimi cieszyć. A potem chwalić.
  • Nie korzystasz z mediów społecznościowych, albo nie lubisz takiej formy komunikacji ze światem? Ok, zatem zacznij mniej brawurowo – kup notes i wpisuj swoje dobre uczynki i osiągnięcia w różnych dziedzinach. Zapiski nie muszą być obszerne, ale przynajmniej raz na tydzień rób sobie przegląd wydarzeń i zapisz minimum 2 rzeczy, które Ci się w minionych 7 dniach udały. Po roku – będziesz miał listę 100 takich spraw. Czy wiesz, jak bardzo może Ci się to przydać do rozbudowania swojego CV, albo listu motywacyjnego, kiedy przyjdzie taka potrzeba?
  • Ciągle gubisz notes? Ok, zatem weź duży słoik i zbieraj w nim kartki z wpisami o swoich sukcesach. Luźne kawałki papieru, bez narzuconej struktury. Moja Siostra ma taki słoik i zbiera w nim info o tym, za co jest wdzięczna. Zapisuje jedną karteczkę każdego dnia i wkłada do słoika. Ty możesz robić to w swoim tempie, ale pamiętaj o systematyczności. I niech słoik stoi w widocznym miejscu, abyś nie zapominał o uzupełnianiu jego zawartości :)

Nie musisz akurat aktualizować swojego CV, żeby zrobić powyższe ćwiczenia. Są one świetną zabawą w poznawanie siebie i można je robić niezależnie.

A może masz jakieś swoje autorskie metody i chciałbyś się podzielić?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares