Ten rok był (jest!) dla mnie szczególny

Obfitował w nowe znajomości, relacje i projekty. Pisałam o nich trochę we wpisie o drugich urodzinach bloga. Dziś powiem o tym, co te nowe inicjacje projektów oznaczają dla mnie w praktyce:

  1. ogromnie dużo nowych, ciekawych rzeczy, które robię i które mnie pasjonują;
  2. ogromne obciążenie głowy i całkowite wypełnienie kalendarza, brak przestrzeni na odpoczynek i regenerację.

Mam pełną świadomość tego, jak wygląda mój kalendarz, ile jest w nim spotkań, telefonów, maili, artykułów, projektów… To wszystko mnie bardzo kręci, bardzo to lubię, czuję, że dzięki temu wszystkiemu bardzo się rozwijam i stawiam fundamenty przyszłego biznesu, ale… mam też stres przed rozpoczęciem zapełniania nowego kalendarza na 2014 rok (który już czeka i aż się gotuje do działania). Nie chcę zadawać już sobie pytania „jak to wszystko zrobić?”, tylko „co warto robić?”. Jestem Tytanem Pracy. Do tego Panią Perfekcyjną. To nie pomaga w prowadzeniu spokojnego życia :-) powiedziałabym wręcz, że zdecydowanie utrudnia. Ogłaszam więc oficjalnie – zaczynam pracę nad opróżnianiem mojego plecaka (jeśli nie wiesz co mam na myśli – zerknij tutaj: Nie obciążaj plecaka, czyli mniej znaczy więcej), aby wejść w nowy rok z lżejszym bagażem. Najchętniej weszłabym w niego w ogóle bez bagażu, a jedynie z biletami podróżnymi. I taki jest mój plan!

Zamiast postanowień noworocznych

  1. stworzę dla siebie plan najważniejszych działań,
  2. rok 2014 otrzyma swoje motto „skup się” (każdy rok u mnie ma jakieś motto)
  3. i będę budować siebie i swoje życie w kilku obszarach, a nie rozdrabniać się na milion małych spraw.

Nie oznacza to, że nie będę pomagała mniejszym projektom rozkwitnąć, osobom, które lubię – rosnąć, a całej reszcie – będę odmawiać  z założenia. Mam raczej na myśli filtrowanie nowych projektów przez pewien filtr, który będzie miał baaaaaardzo malutkie oczka. Jeśli jakieś działanie nie będzie prowadziło jakąś nową ścieżką do mojego celu, to nie będę go realizować.

Chcę zmieniać świat na lepszy, chcę pomagać innym w rozwoju – priorytety mi się nie zmieniają, spokojnie. Ale chcę także być żoną, matką, córką, siostrą, przyjaciółką – a tego wszystkiego nie sposób pogodzić w 24-godzinnej dobie.

W tej chwili mnóstwo działań wrzucam na TO DO listę do zrobienia w tak zwanym „międzyczasie”. A przecież międzyczas nie istnieje. Całe lata powtarzali mi to mądrzejsi ode mnie. Ale ja wciąż uważałam, że im pokażę, że się mylą. BARDZO się starałam. Ale dziś odpuszczam. Przyznaję oficjalnie – nie ma międzyczasu. Nie ma i już.

W nowy rok wejdę z lekkim plecakiem. Proces opróżniania plecaka zaczynam jeszcze dzisiaj. Niedługo raport o postępach :-) A tymczasem – czy Ty też zostawiasz międzyczas w 2013 roku?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares