Lubię kiedy mój M raz na jakiś czas wyskakuje na kilka dni do swojego świata. Zostawia mnie tutaj, a sam goni przygodę. Jeszcze kilka lat temu wypełniałam każdą chwilę bez niego aktywnościami. Spotkanie, kino, zakupy. Dziś cieszę się z przestrzeni niczym niewypełnionej. Ja i cisza.

Lubię poczuć w sobie, że naprawdę zaczyna mi go brakować. Po kilku dniach kolacja nie smakuje tak samo. Rozmowa ze sobą nie wystarcza. Cisza jest za głośna. Wtedy M wraca i znów czuję spokój. Z innego powodu. I to jest bardzo dobre. Dlatego pozwalam sobie zatęsknić.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares