Czy wiesz, co się dzieje z twoim organizmem, kiedy pracujesz bez przerwy?

Czy zdajesz sobie sprawę, co fundujesz całemu ciału, kiedy nie wrzucasz na luz nawet na sekundę?

Nie odpuszczasz nawet w łóżku

I nie mam tutaj na myśli nie wychodzenia z pracy etatowej po godzinie 20, czy nie odchodzenia od laptopa, jeśli np. jesteś freelancerem. Mam na myśli ciągłe “bycie w pracy” – myślenie o niej non stop, zabieranie jej ze sobą do kuchni i do łóżka, na spotkanie z przyjaciółką, do kolejki u dentysty. Mam na myśli nie wyjmowanie z ręki smartfona, kiedy prowadzisz samochód, albo kiedy wysiadasz z metra i wreszcie masz zasięg, żeby sprawdzić maile, które na pewno przyszły do Ciebie na odcinku Centrum-Marymont (ok 9 minut w podróży). Mówię o byciu na spotkaniu z otwartym laptopem i śledzeniem outlooka, albo telefonem w ręku i buszowaniem po własnym fanpage w poszukiwaniu niezwykle ważnych dla twojego biznesu lajków od czytelników ostatniego wpisu. Wiesz o czym mówię, prawda?

Uzależnienie od adrenaliny

Organizm jest tak skonstruowany, że jeśli fundujemy mu tyle napięć i bodźców w niemal każdej minucie dnia, to nawet, kiedy realnie z tej pracy wyjdziemy – mamy poczucie, że on wciąż dopomina się o podbijanie poziomu adrenaliny. Wtedy nawet nie musimy realnie pracować nad raportem dla klienta, ale np. możemy wywołać kłótnię z partnerem, żeby tylko podnieść sobie natężenie bodźców. Błędne koło.

Nie ma wolnych przebiegów

Wpadłam w coś takiego kilka razy w życiu. Ostatnio dwa lata temu, kiedy w pracy siedziałam po min. 9 godzin + 3 godziny dojazdów (i załatwianie w tym czasie pilnych spraw przez telefon), a weekendami i wieczorami pisałam swoją drugą książkę. Nie potrafiłam wrzucić sobie w kalendarz kilku godzin w tygodniu na “robienie NIC”. NIC to był dla mnie złodziej czasu, życia, energii, która pojawiała się, kiedy się dobrze rozpędziłam. NIC nie był moim przyjacielem, bo wpędzał mnie w poczucie winy i jakiegoś idiotycznego wstydu przed samą sobą, że nie potrafię dobrze wykorzystać czasu “pomiędzy”: spotkaniami, telefonami, czy nawet pomiędzy czekaniem w hipermarketowej kolejce, a odejściem od kasy. Wszystko musiało być zaplanowane do granic wytrzymałości. Nie było wolnych przebiegów. Jak przechodziłam z jednego miejsca na drugie, to przy okazji zabierałam coś, co mogę załatwić na trasie. Miałeś tak kiedyś? Przykład – wchodzisz do mieszkania. Masz na nogach buty i parasol w ręku, ale pakujesz się do kuchni (jest po drodze), żeby wstawić wodę na herbatę, bo kiedy będziesz zdejmować buty i wieszać parasolkę, to woda się będzie przygotowywać… Jak na to patrzę z perspektywy czasu, to nie wierzę, że tak żyłam. Ale tak było.

Ratunek dla siebie

Życzę Ci, abyś kompletnie nie widział siebie w powyższych opisach. Ale skoro jesteś już w czwartym akapicie, to pewnie coś swojego dostrzegłeś. Co możesz z tym zrobić, żeby nie wylądować na pogotowiu?

  • Nie traktuj apteki jak sklepu spożywczego, ale jak ostatnią deskę ratunku, najlepiej z receptą od specjalisty. Zapomnij o wizycie w aptece po kolejną dawkę suplementów wspierających koncentrację, zmęczony kręgosłup, czy wyłączających bóle w klatce piersiowej. Zamiast tego – zadbaj o dostęp do świeżego powietrza w ciąg dnia, rozciągaj się, pij dużo wody i lekkich herbat, zmuś się do regularnego jedzenia (małe porcje, ale często). A od Maćka dowiesz się, co dla organizmu i mózgu oznaczają krótkie przerwy w pracy.
  • Regularnie sypiaj, a wchodząc do łóżka – wyłączaj laptopa i wtulaj się w poduszkę lub partnera z myślami o wdzięczności, a nie z planem maili do wysłania po pobudce. Nie wyłączysz myśli, ale możesz je zmienić na pozytywne i zupełnie oderwane od tematów zawodowych.
  • Czytaj.  Jeśli nie potrafisz odkleić oczu od laptopa nawet na krótką chwilę, to przełączaj się co kilkadziesiąt minut na blogi o pozytywnym spojrzeniu na świat, lifestylowe, ciepłe, artystyczne – zamiast przesuszać swoje spojówki wyglądając nowych postów na fejsie, czy pilnując outlooka. Zmień myśli na kilka chwil, aby po przerwie wrócić z nowym oddechem do pracy. Na blogu Marcina znajdziesz świetne informacje o tym, jak czytanie książek wpływa na nasz mózg.
  • Nie wmawiaj sobie “odpocznę na wakacjach”. To kłamstwo. Zanim Twój organizm zacznie realnie odpoczywać, będziesz pewnie potrzebował minimum kilku dni na wyciszenie go. A potem może pojawić się stres, że musisz zaraz wrócić. Do tego dodajmy, że ten “urlop” nie następuje zwykle za chwilę, ale planujemy go w pewnym odstępie czasu od dnia dzisiejszego i nie jest on czymś tak oczywistym, jak to, że po niedzieli będzie poniedziałek.

Mogłabym długo tak wymieniać, ale napisano o tym tyle publikacji, że nie chcę się potarzać. Moje przesłanie jest proste – jeśli nie pozwolisz sobie na odpoczynek, na robienie NIC i na zwyczajny oddech, to może się to dla Ciebie skończyć utratą zdrowia, albo innymi dramatami. Dbaj o siebie, o swoje samopoczucie i organizm, nie wpadaj w skrajności, a po każdym zrealizowanym zadaniu – rób przerwę, żeby złapać oddech, uczcić sukces i pozwolić całemu ciału na wyrównanie poziomu napięć. Mam swoje postanowienie, żeby nigdy do takiego stanu ducha i ciała nie wrócić, bo wiem czym się to skończyło w moim przypadku. Wiem już, że w życiu jest czas i na pracę i na odpoczynek. Przyszła mi właśnie do głowy taka metafora – praca i odpoczynek są jak jin i jang – jedno nie może istnieć bez drugiego.

Myślisz, że coś w tym jest? A może podzielisz się swoimi sposobami na odpoczywanie?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares