• Czy 7 dni to wystarczający czas na zrealizowanie marzenia?
  • Czy w tak krótkim czasie jestem w stanie przetestować, ile da się wycisnąć z mojego pomysłu?
  • Czy tydzień to wystarczający czas, abym mogła sprawdzić, czy naprawdę chcę go realizować i podjąć co do niego decyzję?

Marzycielka tonie w książkach i boi się swojego marzenia

Pamiętam 28-latkę, którą pasjonowały książki. Pochłaniała je szybciej, niż potrafiła przetrawić wiedzę z nich wynikającą. Imponowali jej pisarze książek fantastycznych i naukowych, autorzy przewodników po rozwoju, biznesie, projektach. Marzyła, by kiedyś mieć swoją własną publikację na półce w dużej księgarni, a wcześniej móc powąchać jej strony chwilę po wypuszczeniu z drukarni… Nie miała jednak śmiałości opowiedzieć o tym komukolwiek, bo wizja napisania własnej książki napawała ją z jednej strony podnieceniem, a z drugiej ogromnym lękiem. No bo przecież nie zna nikogo w branży wydawniczej. No bo nie jest nikim znanym, a tylko książki takich osób mogą zainteresować wydawców. No bo nigdy nie napisała nic dłuższego od pracy magisterskiej. No bo…

Sprawczość budzi się małymi krokami

Korzystała jednak ze swojego talentu i wielkiej miłości do pisania. Tworzyła teksty do biuletynów w pracy. Wysyłała swoje artykuły do portali internetowych i magazynów rozwojowych. Niektóre z nich były publikowane, inne ginęły zapomniane na dnie czyichś skrzynek mailowych. Jednak ona nie przestawała pisać. Aż w końcu spod jej rąk wyszedł materiał, który był znacznie bardziej obszerny od zwykłego artykułu czy raportu internetowego i wtedy podjęła wyzwanie.

Podjęcie wyzwania to wejście na ścieżkę Realizatorki

Weszła na stronę swojego ulubionego wydawcy i korzystając z formularza kontaktowego dla osób chcących wydać z nimi książkę, przedstawiła swoją propozycję. Książka miała dotyczyć map myśli, więc przygotowała swoją prezentację w formie mapy i dodała do niej fragment materiału, który aż się palił, aby pokazać go światu. Kiedy wysyłała swoją propozycję współpracy – ani ona, ani jej książka nie były gotowe w 100%. Wręcz przeciwnie – książce brakowało ilustracji (a to miała być książka z dużą ich ilością), głównych rozdziałów, a także redakcji. Jednak ona wysłała propozycję mimo to i… pełna niecierpliwości i wątpliwości czekała na odpowiedź.

Po 2 dniach wydawca zareagował. Chciał wydać książkę o mapach myśli z naszą bohaterką i co więcej – nie przeszkadzało mu wcale to, że: nie była rozpoznawaną osobą, nie miała ilustracji do książki, nie miała napisanej całej książki, nie miała dziesiątek czytelników, którzy ją znają i czekają na jej kolejny tytuł. Od podjęcia decyzji o wypełnieniu formularza zgłoszeniowego, aż do zawarcia umowy wydawniczej minął tydzień.

Marzenia się spełnia

Mapy_mysli_ksiazkaTo wszystko wydarzyło się w 2011 roku i nie ma w tej historii nawet szczypty przesady. Ręczę za tę relację dwoma rękami, bo dziewczyną, która zgłosiła się do Onepress i wydała z nimi książkę Mapy myśli w biznesie jestem ja sama. Kiedy kilka miesięcy temu opisywałam te kilka kroków, które wykonałam, aby doprowadzić do wydania własnej książki (a rok później kolejnej), to zrozumiałam bardzo prosty mechanizm, który zastosowałam wtedy, a także wiele razy w kolejnych latach. Mechanizm, który doprowadził mnie tutaj – czyli do miejsca, z którego jestem dumna i w którym kocham być. Chcę się dzielić tym odkryciem z Tobą i prosić Cię o zaszczepianie tej myśli każdej osobie, która może cierpieć na opory przed ruszeniem z miejsca ze swoim pomysłem.

Formuła ożywiania pomysłów

Nazwałam ten prosty mechanizm – formułą ożywiania pomysłów, a wygląda ona tak: idea – plan – test:

idea-plan-testNajpierw pojawia się pomysł, który dopracowuję. Zastanawiam się też nad tym – kto będzie finalnym jego odbiorcą, klientem – i jakie jego potrzeby zaspokoję. Najważniejsze na tym etapie to nie stracić na to zbyt wiele energii, która będzie potrzebna później – aby doprowadzić pomysł do szczęśliwego finału.

Potem przygotowuję plan działania i próbkę pomysłu. Te próbki mogą mieć różnorodny kształt, ale zawsze ta forma pozwala mi pokazać coś osobom, na które chcę wywrzeć wpływ. Jeśli pomysł dotyczy nowego produktu do mojego e-sklepu – przygotowuję fragment e-booka, albo artykuł na bloga. Jeśli pomysł dotyczy czegoś bardziej namacalnego, to przygotowuję jego prototyp, albo przynajmniej rysuję moją wizję tego pomysłu. Na tym etapie określam też, o co chcę zapytać odbiorców i po czym poznam, że zareagowali tak, jak bym chciała.

Wszystko po to, aby w trzecim kroku zrobić eksperyment i wyjść z próbką pomysłu do potencjalnych odbiorców, albo osób, które będą miały z niego w przyszłości korzystać i zebrać od nich jak najwięcej informacji zwrotnej.

Ten proces nie jest liniowy i nie jest jednorazowy. Czasami pomysły wymagają wielokrotnego zastosowania formuły, a czasami wystarczy jedna iteracja. W przypadku współpracy z Onepress – wystarczyła jedna rundka, bo już po tygodniu wiedziałam, że znalazłam wydawcę. Ale w przypadku innych moich pomysłów, powtarzałam ten cykl tyle razy, ile wymagała tego moja koncepcja. Z każdym kolejnym cyklem wiedziałam o mnie, pomyśle i jego odbiorcach dużo więcej, a to pozwalało mi dopracowywać go i tworzyć finalnie piękne rzeczy.

Każdy nosi w sobie pomysły do realizacji

Być może masz w sobie jakiś świeżutki, jeszcze niedojrzały pomysł, który pojawił się w Twojej głowie niedawno i nie wiesz jak go ugryźć. A może nosisz w sobie jakiś przejrzały pomysł, ciężki od nadmiaru przemyśleń i przygotowanych planów wdrożenia go w życie. W obu tych sytuacjach formuła ożywiania pomysłów przyjdzie Ci z pomocą – uwalniając Cię od myślenia i pozwalając wejść na ścieżkę działania.

Pierwszym krokiem może być dołączenie do naszej super aktywnej grupy dla kobiet sprawczych i realizujących swoje marzenia #SięgamGwiazd, a także włączenie się do programu JUMP, który startuje w najbliższy poniedziałek, w którym w 7 dni wystartujesz na dobre z każdym pomysłem i wreszcie ruszysz z miejsca.

Co zrobiłaś fajnego w 7 dni?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares