Od jakiegoś czasu chodzi za mną pytanie postawione w tytule. Zanim jednak poszukam na nie odpowiedzi, podzielę się z Tobą moją osobistą, krótką definicją projektu.

http://flic.kr/p/8bPFit

Projekt to planowe działanie wywołujące zmianę.

Teoretycznie rzecz ujmując, projekty biorą się zazwyczaj z jakiejś wyższej konieczności lub pomysłu na usprawnienie czegoś. Odbierasz sygnały z otoczenia i okazuje się, że warto byłoby się przekwalifikować, bo teraz w cenie są specjaliści o innym profilu niż Twój, albo czas wyremontować mieszkanie, bo od dawna o tym myślisz, a do tego ulgi budowlane skończą się za kilka miesięcy, itd. Jeśli mówimy o projektach realizowanych w Twojej firmie, to może okazało się, że wprowadzono nowe zapisy w prawie podatkowym i trzeba dostosować do nich system rozliczeń z dostawcami,  albo badania mówią, że zmieniły się oczekiwania klientów od wytwarzanych przez firmę produktów, albo po prostu szef tak chce i już.

Każde z wymienionych powyżej działań ma cechy charakterystyczne dla projektu, bo jest określone w czasie, ma konkretny cel, wprowadza zmianę, jest dosyć unikalne w swojej istocie i wymaga wykonania wielu różnych czynności. W dzisiejszych czasach realizujemy projekty na każdym kroku. Wymusza to na nas pędzący świat, który kiedyś był zdecydowanie spokojniejszy.

Prawda jest taka, że w organizacjach inicjatywa projektowa wychodzi najczęściej od naszych szefów. To oni dogadują się na swoim poziomie organizacyjnym, że „coś trzeba zrobić” i zlecają swoim zespołom wykonanie tego. Pracownikowi jest dużo trudniej oddolnie wykonać całą tę akcję przekonywania i argumentowania, że jego pomysł jest ok. Nie twierdzę, że nie jest to możliwe, ale na pewno wymaga większego wysiłku i większych umiejętności. Wielu z nas poddaje się więc jeszcze przed startem i wykonuje prace projektowe wynikające z zewnętrznej konieczności (szef mi wpisał w cele), a nie z wewnętrznej potrzeby (chcę coś zmienić na lepsze).

Żeby zacząć realizować projekt trzeba go zainicjować. W życiu prywatnym wymaga to od nas wzięcia spraw w swoje ręce i przekonania najbliższych do naszych pomysłów. W życiu zawodowym mechanizm jest analogiczny, ale wymaga od nas częściej zdecydowanie większej odwagi i odpowiedzialności. A gdyby tylko kultura organizacyjna premiowała aktywność pracowników, doceniała zgłaszanie pomysłów i rozpoczynanie samodzielnych działań mających na celu usprawnienie czegoś, zachęcała do podejmowania prób i nie karała za każdy, nawet najmniejszy błąd – wtedy rodziłoby się zdecydowanie więcej projektów. Myślę, że taka skostniała kultura organizacyjna to główny bloker dla tworzenia pomysłów na projekty na dole struktury organizacji.

Organizacje, które znam, były raczej sfokusowane na utrzymaniu się na powierzchni, niż swobodnym rozwijaniu się. Nie były otwarte, nie zachęcały do dzielenia się wiedzą, do osobistej aktywności pracowników. Mam świadomość, że trochę generalizuję, bo nie każde miejsce w firmach i nie każdy współpracownik tak miał, ale stanowili oni raczej wyjątki, niż standardowe postawy. Ponadto mam wrażenie, że cała ta reakcja łańcuchowa zaczyna się już w szkołach, gdzie uczą nas podporządkowywania się autorytetom, bycia grzecznym i nie zabierania głosu, jeśli nikt nas nie zapyta. W każdym razie mnie tak uczono. A ja chciałam być grzeczną dziewczynką.

I właśnie dlatego myślę, że dla mnie samej największym przełomem zawodowym był moment, w którym zrozumiałam, że nie muszę pytać szefa o to, czy mogę samodzielnie zacząć działać. To w sumie takie banalne, a dla mnie było odkryciem Ameryki. Dotarło do mnie, że firma nie będzie mi miała za złe, że sama rozpocznę jakieś nowe działanie, które wykracza poza moje standardowe obowiązki, jeśli tylko nie będzie to kosztem tych ostatnich. Zaczęłam rozwijać się w wielu kierunkach nie bacząc na ograniczające przyzwyczajenia i blokujące aktywność nawyki. Nie planowałam zmienić kultury organizacji, swoich szefów, ani procedur. Po prostu przestałam pytać o pozwolenie. Projekty zaczęły rodzić się same i wciąż zbieram ich owoce. Czuję, że było i jest warto zaczynać projekty.

Słowo klucz w kwestii projektów to dla mnie „lepiej”. Chcę, żeby coś lepiej działało, albo było efektywniejsze w użytkowaniu, albo żeby więcej osób mogło z czegoś dobrego skorzystać i… inicjuję projekt. Ograniczają mnie w takich chwilach różne lęki – przez porażką, wyśmianiem, podejmowaniem niepopularnych decyzji, a przede wszystkim przed wyjściem z mojej strefy komfortu. Ale mimo tych wszystkich blokad, wygrywa moja ciekawość. Ciekawość tego, jak będzie wyglądał mój świat kiedy to zrobię?

W korporacji jest jeszcze mnóstwo dodatkowych ograniczeń. Są procedury i instrukcje – niezwykle ważne dla prawidłowego funkcjonowania firmy, ale także nie wspierające aktywności projektowych. Najczęściej powstawały do opisania procesów, a nie projektów. Są także opory przed wychodzeniem przed szereg – bo przecież chcę być akceptowany przez moich kolegów, a oni tego nie lubią. Są opory przed wychylaniem się – bo szefowie uznają, że mi się nudzi i dołożą mi roboty. Jeśli odnajdujesz w tych przykładach trochę swojego życia, to nie przejmuj się – nie jesteś osamotniony.

Dlatego dobrze Ci radzę, wyciągnij z dna szuflady swój notes, gdzie kiedyś zapisałeś pomysły, na które nigdy nie było dobrego momentu i… zrób pierwszy krok.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares