Kreowanie jutra… To najkrótszy opis minionych kilku lat mojego życia. Budowanie wizji i tworzenie rozwiązań, z których skorzystamy jutro. Projekty przyszłości. Czegoś mi jednak zabrakło.

Ciągle w ruchu

Kilka miesięcy temu można mnie było znaleźć na warsztatach projektowych, albo piszącą nowy artykuł do magazynu, albo na delegacji na jakiejś politechnice – czyli w trasie promującej konkursy dla innowatorów i studentów, które organizuję. Wieczorami nad laptopem, podczas webinaru, który akurat prowadziłam, albo w trakcie pisania kolejnego modułu e-kursu… Tak było. Uwielbiam czuć produktywność w każdym milimetrze mojego ciała, kiedy na fali dobrej energii robię różne projekty, a każdy z nich posuwam do przodu o kilka kroków każdego dnia. Z dużym prawdopodobieństwem masz podobnie. Albo miewasz. Aktywne kobiety zwykle robią dużo.

Czasem warto sformatować głowę

Przystanki na myślenie kocham równie mocno, co działanie. Robię je systematycznie. Przynajmniej co kilka miesięcy. Aby poukładać sobie to, co robię na nowo. Aby oddzielić ważne od pilnych. Aby wyrzucić całą resztę. Takie momenty refleksji są niezbędne w każdym projekcie, który realizujesz. Bo bez nich możesz biec w niewłaściwym kierunku, albo po moście, który ktoś na drugim końcu zaczął już rozbierać. Im szybciej to zauważysz – tym lepiej. No więc pomiędzy okresami mega-aktywności – były też przystanki na przeorganizowanie siebie i notesu z zadaniami.

Zarządzanie swoją energią

Lubię być w ruchu. Lubię kiedy coś się dzieje. Ale zapętlenie się w działaniu nie jest na dłuższą metę dobre. W ruch inwestujemy dużo więcej energii niż w spoczynek, dlatego tak bardzo trzeba uważać na to, jak zarządzamy energią na co dzień. Aby nie wypalić się za wcześnie, albo nie wpaść w kłopoty zdrowotne – warto być w harmonii ze sobą i swoim wewnętrznym rytmem. Jeśli nie znasz swojego – zatrzymaj się, zrób kilka głębokich wdechów i uświadom sobie, jak się w tej chwili czujesz. Czego potrzebujesz? Idź za tą potrzebą, a od razu poczujesz się lepiej.

Tu i teraz

Tu i teraz to takie miejsce, w którym spędzasz swoje życie. Bo tylko to, co dzieje się w tym momencie możesz nazwać życiem. To tutaj odczuwam ciepło, pragnienie, ochotę na ciastko, czy dreszcze w ramionach. To tutaj siedzę i czuję jak moje ciało naciska na fotel przy biurku. To teraz widzę ptaki na drzewie za oknem i samochody na ulicy przed budynkiem. To tu i teraz odbywa się moje życie. Tylko na ten moment mam jakiś wpływ. A więc tylko tym mogę się cieszyć i tylko tu warto być naprawdę.

Jeśli podobnie, jak ja dotąd – nie żyjesz ani w przeszłości (bo nie rozpamiętujesz, nie wspominasz, nie wracasz non stop do tego, co było), ani w teraźniejszości (bo ciągle planujesz przyszłość, tworzysz wizje, budzisz do życia marzenia i organizujesz nadchodzące działania), to w zasadzie nie żyjesz wcale. Skrajności nigdy nie są dobrym rozwiązaniem.

Koncentracja daje spokój i efekty

Ulga jaką czuję w tej chwili jest niewyobrażalna. Zamiast stu planów na przyszłość i oczekiwań od siebie na nadchodzące tygodnie – czuję spokój. Piję kawę i patrzę w monitor. Mam sporo zadań na dziś i realizuję je jedno po drugim, krok po kroku. A w każdym staram się być w pełni obecna. Nie wybiegam dalej, niż do końca jednej czynności. Po niej, przyjdzie czas na kolejną. A potem przerwa na myślenie i decyzja o kolejnych krokach.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że koncentracja da mi taki spokój i taką efektywność – wyrzuciłabym go za okno i biegła dalej w swoim kołowrotku, jak chomik…

Kiedy ostatnio czułaś się w ten sposób? Czy bywasz czasami w tu i teraz?

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares