Miał być dziennik, a od tygodnia nie opublikowałam ani jednego wpisu. Nie jestem z tego powodu wybitnie dumna, ale też nie biczuję się, bo wiem co na taki stan rzeczy wpłynęło. Ubóstwiam pisać i będę to robić dalej. Ale pisanie jest na liście moich priorytetów trochę dalej niż oddychanie i zdrowie. A to właśnie na te dwie wartości postawiłam w ostatnich dniach.

Od przeszło 2 miesięcy organizowałam wielką konferencję nt. innowacyjności dla szefów wszystkich spółek z naszej grupy kapitałowej. To w sumie 60 najważniejszych w całej firmie interesariuszy. Ważne i duże wyzwanie. Od środy byłam więc w górach, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik, zadbać o prezentacje, gości, prelegentów i… samą siebie. Mogłam poświęcić resztki energii i snu na wysłanie newslettera, publikowanie codziennych wpisów na blogu, komunikację z członkiniami grupy na FB, ale nie zrobiłam tego. Wyłączyłam internet. Wybrałam sen. Regenerację. Życie.

I tak sobie myślę, że jeszcze rok temu przepraszałabym za to wszystko, czego nie zrobiłam. Czułabym się winna, niekompetentna i niekonsekwentna. A dziś czuję, że wybrałam siebie.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares