za co kocham kindleDziś będzie o kochaniu :-)

Kindle to mój najlepszy czytnik ebooków. I w ogóle publikacji elektronicznych. Jestem z nim od roku i wiem, że ta miłość potrwa jeszcze bardzo długo. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że naszego partnera kochamy za to, jakim się przy nim stajemy. Z kindlem i ze mną jest nie inaczej.

Kindle jest wielokolorowy, gdzie “wiele” oznacza różne odcienie szarości. Obudowę ma szarą, ramkę ekranu trochę bardziej szarą, litery na wyświetlaczu są też w ciemnoszarym kolorze, a przestrzeń pomiędzy literami jest jasnoszara. A może beżowa? Cóż, nie wiem, jak nazwać kolor papieru elektronicznego (e-ink). Cała ta surowa kolorystyka jest wspaniałą alternatywą dla kolorowego iPhone`a i urządzeń, które nawet w prostej obudowie – krzyczą do mnie z wyświetlacza setką barw.

Kindle sprawia, że jak czytam to czytam. A nie czytam i sprawdzam statusy na fejsbuku, czytam i śledzę nadchodzące maile, czytam i rozmawiam ze znajomym na czacie. Czytnik nie ma żadnych wodotrysków, aplikacji, gadżetów, rozpraszaczy. Czytnik ma w sobie książkę, którą chcę przeczytać.

Kindle pomaga w moim treningu uważności. Uczy skupienia się na jednej rzeczy na raz. Udowadnia mi, że potrafię być konsekwentna. Wybrałam jedną publikację i spędzam z nią swój czas. Mogę nad nią chwilę pomyśleć. Mogę mieć przebłysk refleksji. Mogę się skoncentrować.

Kindle daje mi możliwość podejmowania decyzji i podejmuję je z nim. Wybieram książkę, a nie dziesięć innych spraw, które można robić przy okazji robienia dziewięciu pozostałych. Pokazuje mi, jak działa wolność wyboru. Wyboru, a nie napinki robienia wszystkiego, bo przecież szkoda czasu na jedną rzecz w jednej chwili.

Lubię siebie przy nim.

Fajny artykuł? Podziel się >>>

shares